RECENZJE

High On Fire
Snakes For The Divine

2010, Century 6.1

KFB: Seans z piątym albumem w dyskografii High On Fire przynosi powrót odwiecznego filozoficznego dylematu dotyczącego tego, gdzie tak naprawdę przebiega granica pomiędzy dobrym metalem, a takim już zbyt hardkorowym dla ucha przeciętnego zjadacza niezalu. I tu przychodzi pozytywna konstatacja, bo ze względu na zarówno w miarę wysoki poziom kompozycji na Snake For The Divine jak i stonersko-sludge’owe korzenie tej muzyki myślę, że polecanie tego krążka takim osobom wcale nie musi mijać się z celem. Oczywiście, aby w pełni docenić ten album należy w jakimś stopniu lubić metal, bo jedno z pierwszych spostrzeżeń dotyczących tego materiału odnosi się do technicznej wirtuozerii tych gości i ogólnie ich pomysłu na muzykę. Tym, co najbardziej w takim graniu lubię jest chyba kombinowanie ze zmianami tempa i intensywnością, dlatego szczególnie miło mi słyszeć jak ten zabieg przynosi powodzenie. Słychać to zwłaszcza w "Bastard Samurai", najmocniejszym punkcie Snakes For The Divine jak dla mnie, ale po prostu przechodzenie od klimatu do konkretu zawsze wzbudza mój aplauz. Co do pozostałych tracków – dominuje w nich przeważnie konkretne łojenie, "klasycznie metalowe" solówki i tempo tempo tempo tempo. Warto również pochwalić produkcję – typ od ostatniego Slayera wykonał kawał dobrej roboty i naprawdę ciężko się zorientować, że to przecież tercet nam tu przygrywa, takie brzmienie to ja rozumiem.

PM: Snakes For The Devine jawi mi się trochę ostrzejszą wersją zeszłorocznego Farm Dinosaur Jr; jest indie, są inspiracje klasyką (tu w postaci retro odniesień do heavy-metalowego kanonu), a wszystko spojone podejściem, które nadprogramową techniczność wykorzystuje na rzecz songwritingu, a nie just for its own sake. Tak samo: piekielnie równa, treściwa i wciągająca płyta, choć nie idzie wyróżnić czy zapamiętać ani fragmentu.

ŁK: W muzyce High On Fire niewiele się zmienia przez lata. Uparcie grają swój stoner / sludge bez zmieniania zasad gry. Z High On Fire wiesz co dostaniesz. Właściwie to zawsze będą to mega szybko grane, ale epickie metalowe numery, w których odbija się i sprint Motörhead i nieznośna ciężkość bytu wykonawcówa takich jak Celtic Frost. Snakes For The Divine zaczyna się od heroicznego riffowania w tytułowym kawałku, który następnie zaczyna pędzić obłędnie po zboczu gigantycznej góry, wywołując zawroty głowy u słuchacza. I tak już jest dalej – perkusja to ruchy tektoniczne, gitara to powietrze rozrywające płuca, oni nie potrafią inaczej. Są okazjonalne smaczki jak przypominające Mastodona zaśpiewy w "Frost Hammer" i melodyjne segmenty "How Dark We Pray", które mogą osłodzić płytę niezal słuchaczowi, ale ogólnie High On Fire można akceptować tylko na ich własnych zasadach.

JB: "With High On Fire I reach out to you tonight". I co tu słyszę? No przede wszystkim sporo Slayerowych riffów i Motörheadowych prędkości. W zasadzie można by to uznać za komplement, ale dla kogoś kto siedzi w tych klimatach oznacza trzy kwadranse z postmodernizmem w praktyce. Oczywiście ktoś może wytknąć, że takie Sleep Holy Mountain to też, mniej więcej, wariacje na temat Iommiego, ale jednak ten klasyk stoneru ze swoimi basowymi zagywkami i lo-fi produkacją wydaje się być bardziej na czasie niż tegoroczne dzieło Pike'a. Snakes For The Divine traci chyba najwięcej przez porównanie. Nie jestem ekspertem w temacie (mam od tego kolegów, dzięki), ale "Hung, Drawn and Quartered" jara mnie sporo bardziej (solo na perce) niż przebojowe "Fire, Blood & Plague", gdzie zaczyna się rozkmina: czy z taką produkcją to jeszcze stoner?

Nowego High On Fire słucha się dobrze, ale jakiejś rewolucji (czy ewolucji choćby) to tu nie widać. Dużo ciekawsze jest to, że black metal rośnie w siłę, ocierając się o dziewiątki na pitchfork i grając dwieście metrów od mojego mieszkania (Nachtmystium). Jeśli dodamy do tego jeszcze fakt, że Burzum wyszedł z więzienia to okaże się, że świat wymaga redefinicji i jeszcze więcej alkoholu.

Jan Błaszczak     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak     Patryk Mrozek    
11 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja