RECENZJE

Hey
Music Music

2003, Warner 3.3

Jeszcze na dzień przed odbiorem nowej płyty Heya żywiłem odnośnie jej poziomu spore nadzieje i są na to świadkowie. Mimo, iż znaliśmy singiel (patrz niżej) i generalnie niewiele sugerowało wysoką formę kwintetu. Śmiałe wizje pozwalały wszak uwierzyć w logiczną ewolucję od cokolwiek rozbitego, niepewnego Sic! i ukonstytuowanie na dobre bieżącego wcielenia składu (oba krążki przedzielił drugi po Live nagrany na żywo materiał grupy, Koncertowy). Ujawniony w międzyczasie związek dwójki w głównym stopniu odpowiedzialnej za artystyczną wypowiedź zespołu nastrajał też optymistycznie. Rezultat rozczarowuje w stopniu, którego naprawdę nie przewidziałem. Nosowska i Krawczyk nie stworzyli pary na miarę Ono / Lennon (doh), Gordon / Moore lub Brix / Mark E., dostarczając w zamian drugą w kolejności klęskę zasłużonej formacji po bezkonkurencyjnym w tej kategorii self-titled.

U jej podstaw tkwią dwie główne przyczyny, o wspólnym zaś mianowniku wyblakłości i płaskości. Muzycznie, po raz kolejny mamy do czynienia z hologramem: wypatroszoną z rzeczywistej treści konwencją, a raczej przeglądem konwencji zlewających się końcowo w pewną równo odlaną gipsową formę bez śladów twórczej ingerencji z zewnątrz. Jeszcze dotkliwiej oddziałuje rozdroże tekstowe samej Nosowskiej, absolutnie centralnego punktu chemii i przyciągania czołowych osiągnięć Heya. Ponieważ to zbiór wierszyków katalogujących rozterki, problemy i bojaźnie autorki. I nic ponadto. Zero kontry, puenty, błysku. Mind you: ta kobieta była jeszcze niedawno MVP wszystkich lyricistów w tym kraju. Lecz nadal będę miał oczekiwania. Wokalistka napomknęła o zamiarze popełnienia sesji w otoczeniu kameralnego jazzowego akompaniamentu (pianino, kontrabas, pędzelkowe bębny) i serio, z chęcią poczekam, 'cause you never forget your first true love.

Promujący Music Music singiel "Muka!" reaktywuje osobną kwestię. Kwestię polskiej podjarki Interpolem. Jeśli jeszcze raz ktoś wypowie się u nas w nabożnym tonie na temat Interpolu, będę zabijał. Nie żebym narzekał na sam zespół, choć wrzawa wokół wspaniałego skądinąd Turn On The Bright Lights być może była trochę przesadzona. Ale ta płyta wyszła latem 2002! I was listening to Interpol when you were sucking your mother's dick! Fajnie, że w rok po fakcie wpcn zaczęto uprawiać kult kwartetu, który wówczas zdążył już stracić sporo środowiskowego credibility (vide marketingowy zabieg z The Black EP). Ponadto, och, dajcie że spokój! Jakie pojęcie macie o niezal-rocku w USA? Takich kapel są setki, ba, działały przez wszystkie lata waszych marnych żywotów. Dlaczego nagle Interpol? Dlaczego Dorocia Masłowska skrobie o tym felieton? Każdy afiszuje się z koszulkami, avatarami, plakatami Banksa i spółki (dopasujcie się odpowiednio). Dlaczego nie Sleater-Kinney? Clinic? New Pornographers? Liars? Enon? Dlaczego Polska musi być upośledzona i zwraca uwagę tylko na romantyzujące smuty? Ok, i powiedzmy że jesteście wciągnięci w depresyjne nastroje raczej. Dlaczego więc nie Unwound? Unwound są lepsi od Interpolu! Dude, have you ever heard Unknown Pleasures że się tak podniecasz? Huh.

Zatem "Muka!" odzwierciedla bieżące fascynacje Pawła Krawczyka – to repetycyjna metoda Interpolu (precyzyjnie, mieści to się gdzieś pomiędzy odrobinę zagonionymi wersjami "Obstacle 1" i "Obstacle 2"). Dwie jednostajnie hipnotyzujące w kanałach gitary Żabiełowicza i Krawczyka kopiują transowe dialogi Kesslera i Banksa. Sekcja nastawia ten charakterystyczny, minimalistyczny groove. Dekadencka, gęsta, pylna atmosfera osadza brzmienie. Ta regularna zrzynka nie musiałaby być porażką, gdyby nie dwa elementy które ją dobijają. Raz, sama kompozycja jest ociężała i tylko, uff, przywołuje Interpola. Dwa, Nosowska mimo artykulacyjnych wygibasów legnie z powodu manierycznego podania bladego tekstu. "Hey (halo) / Matki, siostry i psa (halo) / Ojca z zaświatów i lwa (halo) / I czarnej wołgi wołgi wołgi wołgi wołgi wołgi wołgi" miast ratować, pogrąża kawałek. Ściszony mostek odsyła do Karmy, jako jedyny pozytyw.

Tuż po "Muka!" następuje jeden z najlepszych (jeśli nie naj) numerów w zestawie. "Miss Ouri" to pure Hey, choć eksploatujące wytarte gry słowne, to jednak oferujące firmowo rześki refren i umiejętnie rozprowadzony bridge, sięgający do wielkich dni kapeli. "Mru-Mru" i "Morf&na" to próby balladowe. W obu głos Nosowskiej dźwięczy głęboko jak Kasia Stankiewicz z drugiej solowej płyty. Właściwie melodia "Mru-Mru" do pewnego stopnia przywołuje powolny przebój "Schyłek Lata". Ciekawi mnie, czy wpływ na te skojarzenia miały kolaboracje obu pań (literacka przy powstawaniu Ekstrapop, muzyczne wcześniej... Żebrowski... ok, ok, puśćcie mnie!). Ostatecznie wers "nie pragnę cię już" reaguje z powietrzem jak powiew z ust Stankiewicz zdublowany w studyjnej obróbce. Identycznie "Morf&na", gdzie onomatopeja Nosowskiej dodatkowo impersonifikuje Laetitę Sadier na niższych obrotach (jakby subtelniejsza kontynuacja klimatu wdrażanego już w chorusie "Cisza, Ja I Czas"), a sam motywik skradziono z Sound-Dust chyba. Wprawdzie "Ciało się miesza z ciałem / W proporcjach doskonałych / Połykam cię / Smakujesz mi jak nikt" nie ma cech zbieżnych ze swoim tematycznym protoplastą, jednym z najwspanialszych erotyków w dziejach polskiego rocka, skrytym gdzieś pośrodku ?, ale atmosferę ukuto przekonująco.

Czego nie można przyznać reszcie utworów. Quasi-eksperymentalny wyraz "Mehehe" intryguje, operując hopowych bicikiem i puzzle'ową aranżacją. Dziwacznie zapętlona gitara równocześnie a la "Loser" Becka, "Neon Golden" Notwist, "Follow Me Around" Radiohead i... i coś jeszcze, ale co do cholery? Buduje "Missy Seepy". Tak samo "Moll": hook gitary do "Fast Car" (wolę cover Xiu Xiu), a zacięcia od 2:30 – z czym ci się to kojarzy? SDRE? "Mataforgana" płynie sympatycznie, zanim nie spostrzeżemy, że, właściwie, jest to w każdym calu piosenka Bartosiewicz circa Szok'N'Show (chórki mostka – znów Stankiewicz!). Tandem akordów i rozmyte arpeggio "Mahjong" sensacyjnie wskrzeszają "Broke" Modest Mouse, naturalnie podążając w przeciwnym kierunku. Kurde, o co chodzi? Mocno mnie martwi manifestowanie mentalnie męczonego marazmu.

Borys Dejnarowicz    
1 marca 2004
BIEŻĄCE
Różni WykonawcyAir Texture Vol. VI
ObjektCocoon Crush