RECENZJE

Hatchie
Keepsake

2019, Ivy League 7.0

Droga Hatchie!

Nie, nie tym razem – epistolarna forma zjadła swój ogon już dawno temu, niemal jak dream pop i Uroboros. Więc inaczej: gdy Harriet Pillbeam przestała z nabożną czcią i rozmarzeniem spoglądać w podłogę, zwróciła swój wzrok w kierunku nocnego nieba i zaczęła tańczyć, obsypując czułymi pocałunkami wszystkie gwiazdy na firmamencie. Ale proste metafory opisujące gatunkowy zwrot (gdy shoegaze ustępuje miejsca alternative dance i dream popowi) nie wyrażą subtelnego zniuansowania Keepsake. "its more Reading, Writing and Arithmetic than it is Cocteau Twins imo". "Tylko piosenki ma mniej błyskotliwe" przyp. red. Skowyra, z czym, rzecz jasna, należy się zgodzić, bo debiut Sundays to historia, gdy wszystkie pozostałe dobiegają końca i pozostaje tylko obrzygana sukienka i książki, za które kochamy. Banalny rytm, prosta arytmetyka, której wynik za każdym razem jest taki sam: każdy tekst jest listem miłosnym lub listem z pogróżkami (<5.0/10.0). Tyle że półprawdy na marginesach listów czy prawdy przemilczane na końcu języka – w przeciwieństwie do słów – są w stanie zranić: Sugar & Spice, czyli zeszłoroczna EP-ka, była zaledwie sprawnym ćwiczeniem stylistycznym, z którego niewiele pamiętam.

Na Keepsake Harriet Pillbeam wyrywa wampirycznego zęba Cocteau Twins z okolic Four-Calendar Café, bezpretensjonalnie osadza jangle pop The Sundays w elektropopowych fakturach, rozwarstwia echa Springsteenowskiego "Born To Run" ("Not That Kind"), korzysta z triumfalnych, rozlewających się po powierzchni synthów i wyraźnego bitu, jakby alternative dance było wciąż świeżą etykietką, jakby sobowtór Doppelgangera Curve czyhał na każdym kroku. Every(wo)manowość wokalu również nie jest żadną wadą: to nie Elizabeth Fraser czy Robert Smith, to twój kolega/twoja koleżanka, który/która nagrywa dream pop.

Dream pop, bo nocą łatwiej skleja się literki (p+o+p, "like bubble"). Dream pop oznacza lawirowanie pomiędzy grząską dialektyką rzeczywistości i nierzeczywistości a stałym lądem zwątpienia, niskokalorycznością zauroczenia a wysokokalorycznością uczucia. Dream pop to muzyka dla ludzi, którzy nie potrafią spać (dźwięki zastępują wszystkie nieprzespane noce), całkiem niezłe remedium na złamane serca, na zbyt duże serca, na niepełne serca, na zbyt małe serca. I utwory na Keepsake funkcjonują w eterycznej formie uczucia – mogę trwać wiecznie lub skończyć się w mgnieniu oka, szybciej niż najszybsze bicie serca. Gdy jest dobrze, to nie przestawaj, gdy jesteś refrenem "Without A Blush" – nie kończ się, gdy jesteś zwiewnym nuceniem w końcówce "When I Get Out" – nie kończ się, gdy jesteś Keepsakenaprawdę nie musisz się kończyć.

Na tak prześlicznie napisane listy miłosne do dream popu należy chuchać i dmuchać, nauczyć się na pamięć i schować głęboko w sercu, pod poduszką, czytać tylko w wyjątkowych chwilach: w łóżku i przy opuszczonych roletach. Więc inaczej: gdy Harriet Pillbeam przestała próbować ("I wanna go to heaven, but I'm scared of getting high"), pojawiła się płyta na 7.0/10.0, ale gdy o niej myślę, to nie potrafię się nie rumienić. Jak Jan-rapowanie: Ja-czytanie + ty-pisanie + ja-całowanie ("I didn't wanna end the dream") + ty-spanie (I didn't wanna end the dream) + ja-śnienie ("Let Friday ruin my Saturday yet again") + ty-smakowanie + ja-jedzenie + ty-chodzenie + ja-spacerowanie + Harriet-dreampopowanie = arytmetyka. Dobranoc, buziaki. RSVP. Z wyrazami szacunku. Smakujesz lepiej niż gwiazdy.

Paweł Wycisło    
27 czerwca 2019
BIEŻĄCE
FKA twigs / FKA twigs feat. Future"Cellophane" / "Holy Terrain"
Porcys Składak: Lush