RECENZJE

Haim
Something To Tell You

2017, Columbia 5.9

Zupełnie szczerze przyznam, że Haim nie należy do zespołów, które jakoś specjalnie mnie zajmują. Nie chodzi nawet o to, że piosenki siostrzanego tria to kompletnie nie moja drużyna – w końcu takie składniki jak żeńskie wokale, pachnący ejtisową nostalgią soft-rock i dużo klawiszowych barw mogą ułożyć się w znakomity pop. I z wierzchu może wszystko brzmi całkiem dobrze i przyzwoicie – tak, że trudno się przyczepić. Gdy jednak wejrzeć nieco głębiej w to, co proponują na swoich płytach Este, Danielle oraz Alana, okaże się, że pod warstwą "opakowania" znajduje się nie aż tak atrakcyjna zawartość jak wydaje się na początku.

Zwłaszcza nachalna "stylizacja" na Fleetwood Mac (choć dziewczyny kurtuazyjnie, ale niezbyt wiarygodnie odcinają się od takich porównań: "If I read: «check out this band; they sound like both Fleetwood Mac and Beyoncé», I'd be like, «What?! I get squeamish when people say that. Fleetwood Mac is one of the greatest bands out there! Let's start a little smaller, you know»") próbuje sprytnie odwrócić uwagę od tego, co najistotniejsze, czyli od samego kształtu numerów. Gdyby nie ten odnośnik pozwalający na skok w strefę komfortu retromanii, Haim nie miałyby w ręka żadnego oręża. Spójrzmy na sytuację z innej perspektywy. Tym, co odróżnia zespół sióstr od Roman À Clef jest właśnie płaszczyzna kompozycji – Abandonware to istotnie wypieszczona, wręcz bezczelna kopia Prefab Sprout, ale zbudowany z songwriterskiego materiału mur odpiera wszelkie ataki. Z Haim odwrotnie – otoczka jest umiejętnym zabiegiem maskującym przeważnie niezbyt imponujące, ograne pomysły na utwory. "Fleetwood Mac naszych czasów" mogą powiedzieć co niektórzy. No cóż, nie muszę chyba pisać, że to spory absurd.

Niesprawiedliwością byłoby mimo wszystko totalne krytykowanie Something To Tell You. Nie można odmówić kawałkom zawartym na longplayu poptymistycznego zacięcia, a w towarzystwie niezbyt narzucającej się, naprawdę porządnej produkcji wypadają one całkiem nieźle. I gdy słucham na przykład "Something To Tell You" potrafię docenić zalety pierwszego planu, jednak w żaden sposób nie jestem w stanie przygarnąć piosenki do swojej muzycznej świadomości – zupełnie nie widzę dla niej miejsca, nie jest w stanie niczym mnie zaintrygować, zatrzymać przy sobie na dłużej. Tymczasem "You Never Knew" to wręcz śmieszna próba stworzenia własnego "Dreams". Śmieszna, ale nie żałosna – niech sobie żyje, właściwie nie denerwuje mnie zupełnie. Mniej więcej podobne rzeczy dzieją się na całej długości płyty – kopiowany Fleetwood Mac przepleciony z dość dosadnymi próbami przebojowego popu, który wcale nie okazuje się taki super. Skłamałbym jednak, gdybym napisał, że "Walking Away" jest mi obojętne – ta delikatna r&b impresja z precyzyjnie rozłożonymi liniami wokalnymi wyróżnia się na tle reszty. No i "Nothing's Wrong" pokazuje, że siostry mogłyby mieć naprawdę fajne płyty gdyby tylko było na nich więcej takich refrenowych drive'ów – wtedy potrafię nawet przymknąć oko na kopiowanie stylu Buckinghama i spółki.

A porzucając już wszelkie argumenty, myśląc totalnie na luzie i przyjmując kompletnie subiektywną perspektywę: zwyczajnie trochę szkodami mi czasu na słuchanie Haim, skoro wokół tyle muzyki (tej dzisiejszej i tej dawniejszej). Zapoznałem się z Something To Tell You i właściwie na tym kończy się mój kontakt z żeńskim rodzeństwem w tym roku, choć gdzieś z tyłu głowy będę miał dwa wyróżnione wyżej utwory. Cóż więcej mogę dodać? Po prostu wszystko już wiem i chyba rozumiem zamieszanie wokół Haim, ale zdecydowanie wolę postać obok i posłuchać czegoś innego.

Tomasz Skowyra    
30 sierpnia 2017
BIEŻĄCE
Tłusty Piątek: 22 września 2017
Oneothrix Point NeverGood Time