RECENZJE

Gus Gus
Forever

2007, Groove Attack 6.5

"Welcome to the world of gusgus" – ta płyta tak się nie zaczyna (a jest to cytat z piosenki "If You Don’t Jump You’re English"), natomiast tak zaczęło się moje jej poznawanie, dzięki myspace'owi, chociaż to nieistotne. A właściwie istotne bo ich myspace'owy profil zrobił na mnie świetne wrażenie ze względu na ciekawą grafikę, interesujące zdjęcia (czy wiecie że trio – bo teraz zespół stanowią Biggi Veira, President Bongo i Earth – są święci? Ja nie wiedziałem, a od czasu obejrzenia świadczących o tym fotek, już wiem). Istotne po drugie, ponieważ jasno i precyzyjnie zaklasyfikowali tam własną twórczość jako techno-soul. To tylko pozornie może wydawać się mieszaniem kawy z rozpuszczalnikiem: w końcu (a właściwie początku) korzenie techno i house'u sięgają obszaru powiązanego z muzyką soul, a mistrzów w rodzaju Christiana Vogela opisuje się poprzez porównania do jazzu. (Zresztą po co szukać tak daleko – posłuchajcie Jamiego Lidella.) W każdym razie takie łączenie stylistyk nie jest tu czysto designerskim zabiegiem czy kombinowaniem na siłę – raczej całkiem logicznym i harmonijnym wyborem.

Tak, tak, lubimy stylizacje i klasyfikacje, ale kiedy włączamy płytę to słuchamy utwory, a nie abstrakcyjne pojęcia autoryzowane przez krytyków. A piosenki są, co tu kryć, dobre. "Need In Me" powinno być przebojem, "Hold You" nic nie ustępuje tej pierwszej, a klubowe wymiatacze typu "Porn" czy "Mallflowers" sprawdzają się w swojej roli świetnie. (Wspomnę jeszcze "Moss", gdyż utwór ten wyjątkowo przypadł mi do gustu.)

W przypadku Forever mamy do czynienia ze sprytnym zabiegiem – maksymalnym zrytmizowaniem i repetytywnością w zderzeniu z zaraz powiem czym. Ten maksymalny minimalizm jest co prawda zbudowany na frazach odnoszących się do disco, niż ultra-technowych produkcji spod znaku, powiedzmy, Maurizio. Dodam jednak, że to baaardzo chłodne disco (tak jak superchłodny był ice-pop na pierwszej ich płycie Polydistortion). A z czym się zderza ten minimalizm? Z melodią, moi drodzy, i to melodią zaśpiewaną melodyjnie i ekspresyjnie, w końcu nie wyssali tego soulu z palca. Kiedy wokalu brak, odpowiednia motoryka napędza utwory i też jest dobrze. No właśnie, zarówno techno, jak i soul, mimo że jedno jest stricte dla ciała, a drugie dla ducha, działają na zasadzie zaangażowania i uczestnictwa. Tak też działa nowy Gusgus, za co szacuneczek.

Więc: generalnie: jako metadresiarz bardzo polubiłem tą płytę (przykład wcześniejszych gusgusów wskazuje, że może z tego wyniknąć bliższa znajomość), wobec powyższego z czystym sumieniem polecam ją innym metadresiarzom.

Piotr Cichocki    
13 kwietnia 2007
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors