RECENZJE

Groove Armada
Soundboy Rock

2007, Jive 4.7

No to Groove Armada nagrali nowy album. Lepszy niż Lovebox i Northern Star. Gorszy niż Vertigo. W ogóle ten zespół mnie jakoś mało obchodzi, a że na na Soundboy Rock nie zaznamy żadnego house'owego bangera – promujący całość "Get Down" to w ogóle ma jakiś pokraczny rytm co do którego nie wiem jak się ustosunkować, tzn. na koncercie nie wiedziałem, bo teraz to podoba mi się do słuchania – to przestanie obchodzić chyba sporo fanów. Chociaż z drugiej strony może pozyskają nowych, bo zrobili się jacyś bardziej frontem do mas – celują w prostych zwartych formach, rozkoszują się schematami piosenek popowych. Zrezygnowali prawie całkowicie z sześciominutówek, równają do standardu 220 sekund.

Fajnie, nie? Nie, bo odbiór całości rodzi problemy. Płyty duetu do zbyt spójnych nigdy nie należały, ale Soundboy Rock to jak zawartość pokaźnego wora umiarkowanie udanych pomysłów, zapełnianego chyba od początku kariery. Piętnaście fragmentów zahaczających o reggae, trip-hop, kalekie r'n'b, różne rodzaje muzyki klubowej, których nie jestem w stanie nazwać i to, co było popularne kiedy nasi rodzice po raz ostatni wybrali się na dyskotekę. A wszystko to wrzucone bez ładu i składu jak na składance z telesklepu, bądź kultowej, dwudziestej czwartej części Bravo Hits. Żeby rzeczywiście oddać całość, to trzeba by tu poniżej ustosunkować się do kolejnych pozycji. Tyle, że nie są one tego warte. W skrócie więc: z "Soundboy Rock", "Save My Soul", "The Girls Say", "Lightsonic", "Drop That Thing" i "Song 4 Mutya" zrobiłbym EP dla siebie, z "What's Your Version", tytułowego i "From The Rooftops" zrobiłbym prezent dla wroga, a resztę odesłał na naukę.

Filip Kekusz    
8 sierpnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie