RECENZJE

Grinderman
Grinderman

2007, Anti 5.7

Część pierwsza:
Czy sądzicie, że Nick Cave mógłby chcieć się załapać na revival garażowych brzmień i przesterów? O nie, zdaje się, że sam raczej zahacza o swój własny garaż na wysypisku śmieci, który z kolegami z Birthday Party stworzyli na Junkyard (1985). W każdym razie po kilku (a może i kilkunastu nawet, bo przecież wszystko zaczęło się od płyty The Good Son z 1990 roku) latach uspokajania i spłacania kredytu dla Leonarda Cohena, z jakiegoś powodu wraca do jazgotu. Może nie jest to ta formuła z czasów Birthday Party, którą można było określić jako torturowanie dźwiękiem ("chcieliśmy obrażać słuchaczy" – coś takiego mniej więcej mówił Cave w wywiadzie sprzed paru lat), ale hałas, prostota i kierunek do przodu to najważniejsze cechy znajdującej się na płycie muzyki. Znowu – podobnie jak pierwsze płyty solowe i twórczość Birthday Party – mamy tu wyraźne odniesienie do bluesa, tylko że tutaj w związku z rytmizacją i noisowością słyszalny jest bardzo wyraźnie punkowy pierwiastek. Odjazdy tyczą się raczej dysonansowego brzmienia niż struktury utworów, bo te oparte są na klasycznym schemacie zwrotka-refren. Dlatego też jako odjazd kontrolowany płyta może przyciągnąć słuchaczy późnej solowej i przed/wczesno-solowej twórczości Nicka.

Powyższy opis stosuje się w największym stopniu do następujących piosenek: "Get It On", "No Pussy Blues", "Love Bomb", "Honey Bee".

Część druga:
Cave jak wiadomo nie dość, że jest wariatem, jest także poetą. Poeci jak wiadomo w przeważającej mierze cenią sobie tak zwany klimat, szczególnie gdy są śpiewającymi poetami, a do tej kategorii Cave jak najbardziej się zalicza. Od wielu już lat wykorzystuje on z powodzeniem schemat folkowych anglosaskich ballad, zazwyczaj fabularyzowanych i lekko perwersyjnie je aranżując, osiąga równowagę pomiędzy brzmieniem miłym dla ucha, a całkiem mrocznym. Nie inaczej jest na tej płycie. Może tylko brzmienie instrumentów, szczególnie altówki, która przywodzi na myśl płytę Desire Dylana, podkreśla dysonansowy pierwiastek. Nie będzie tu przebojów na miarę "Into My Arms" czy tego, w którym ginie Kylie, a może i będą, jeśli publika zaciśnie zęby na zgrzyty i wsłucha się w melodię i teksty "Chain Of Flowers" czy "Decoration Day".

Opis stosuje się w największym stopniu do następujących piosenek: "Chain Of Flowers", "Decoration Day", "Man In The Moon", "Rise".

Wniosek:
Płyta zawiera zróżnicowaną treść muzyczną. Nick Cave kombinuje. A może natchnęło go towarzystwo. W każdym razie miło i dobrze jest słuchać muzyki, która nie poddaje się łatwym klasyfikacjom.


PS: A w ogóle dlaczego ciągle używam słów "Cave to, Cave tamto…"? Przecież płyta firmowana jest przez Grinderman w składzie: N.C., Martyn P. Casey, Warren Ellis i Jim Sclavunos.

Piotr Cichocki    
16 maja 2007
BIEŻĄCE
TuzzaMoon Mood (EP)
HelmChemical Flowers