RECENZJE

Grimes
Visions

2012, 4AD / Arbutus 4.8

Eh, ta Claire... W wywiadach papla coś o post-internetach i o tym jak bardzo jej muzyka jest "modern". Co więcej, krytycy wydają się z nią zgadzać, skoro Pitchfork w odniesieniu do jej najnowszej płyty posługuje się tyleż intrygującym co dziwacznym tagiem "cyborg-pop". Ja zaś kolejny raz słucham Visions i – wciąż nie mając pojęcia o co im wszystkim chodzi – zaczynam podejrzewać, że dzieją się tu jakieś niezrozumiałe dla mnie żarty. Nie dajmy się zwariować – jeśli ktoś rzeczywiście robi coś takiego jak "cyborg pop" to: a) są to Japończycy; b) traktują rzecz zupełnie dosłownie; c) wydają rzeczy od nowej płyty Boucher zwyczajnie lepsze. Drugą z etykietek wolę pozostawić bez komentarza , skoro najbardziej "post-internetowe" na Visions okazuje się być głupawe w gruncie rzeczy wklejenie sampli z "Tuba Mirum" do "Nightmusic".

Odsuwając jednak na bok tego typu jałowe polemiki, rację trzeba przyznać Filipowi Szałaskowi, który pisze, że głównym balastem spychającym Visions na dno jest wokal Claire. Nie pomaga nawet intensywne tuszowanie dowodów zbrodni reverbem i delayami – swoje nietrafione wokalizy i zaśpiewy, brzmiące jak odbite w krzywym zwierciadle najgorsze maniery gwiazd popu, Boucher aż do ostatnich taktów wpycha słuchaczowi z uporem godnym lepszej sprawy. Naprawdę groźnie zaczyna się jednak robić gdy w ruch idą butle z helem – bezlitosna masakra dokonana na "Eight" wręcz prosi się o stosowny artykuł w kodeksie karnym. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio zdarzyło mi się skipować jakiś kawałek z takim zapamiętaniem.

Zamierzony bądź też nie, bezład kompozycyjny poprzednich albumów Grimes działał do pewnego stopnia na ich korzyść, czyniąc odsłuch Geidi Primes i Halfaxy przyjemnie ulotnym (nie żeby była to specjalnie oryginalna w ostatnich latach cecha). Na Visions Boucher pragnie stworzyć coś bardziej konkretnego, jednak synth-popowe klocki raz po raz wysypują się jej z rąk, a przyzwyczajony do zbytniej swobody songwriting rozjeżdża na różne strony. Nawet jeśli jest to wciąż celowy środek, to nie zdaje w tym przypadku zupełnie egzaminu, sprawia za to, że odsłuch co chwila waha się między irytacją a nudą – choć trzeba przyznać, że zdarzają się też momenty przynoszące satysfakcję, przykładowo "Oblivion" z przyjemnie hipnotyzującą końcówką czy też utrzymane w duchu subtelnie bujających fortepianowych miniatur Erika Satie outro.

No właśnie – momenty. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że po poddaniu pomysłów Claire odpowiedniej selekcji, Visions mogłoby skończyć jako dobra, może nawet bardzo dobra płyta. W zasadzie w większości tracków czuć tu pewien potencjał – patrząc z tej perspektywy 4.8 to być może zbyt surowa ocena – jednak tym większy mój żal do Kanadyjki o tak lekkomyślne jego roztrwonienie. Pomimo więc faktu, że Visions odkładam ad acta z wyraźną ulgą, moje nadzieje i oczekiwania związane z Grimes paradoksalnie lekko wzrosły. Do usłyszenia kiedy indziej, panno Boucher.

Marcin Sonnenberg    
6 marca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja