RECENZJE

Goldfrapp
Seventh Tree

2008, Mute 4.6

Na wstępie warto zaznaczyć, że Alison w końcu porzuciła uwierający w bok image wampa w kaloszach, aby ponownie zaszyć się w górach. Szkoda tylko, że tym razem nie są to otulone śniegiem Tatry, a co najwyżej zmagające się z odwilżą Pieniny. Czyli nie ma już dyskoteki, są niestety mokradła.

Pchany nieśmiałym wewnątrzredakcyjnym lobbingiem poświęciłem Seventh Tree trochę za dużo czasu. Próbowałem i nadal próbuję przekonać się do tej żałobno-folkowej ubarwionej odrobiną psychodelii płyty. Ale koniec już z tym siłowaniem się, trzeba w końcu oddać tę reckę. Nie mam już siły, bo ile razy można słuchać tego rozwlekłego albumu w poszukiwaniu choćby jednego wyimaginowanego atutu? W każdym razie trzy razy to za dużo, choć z pewnością wystarczająco wiele, aby dostrzec główną wadę tej płyty, która niepoślednio wpływa na poziom najnowszego wydawnictwa Goldfrapp. Tym mankamentem jest tu kulejący songwriting. Doprawdy trudno porzucić myśl, iż gdyby lepiej, to znaczy w sposób bardziej nieszablonowy poprowadzić niektóre interesujące pomysły, to może i wyszłaby z tego wszystkiego płyta na 6.0.

Możecie wierzyć lub nie, ale żałuję, że tak się nie stało, gdyż naprawdę nie w smak mi krytykować Alison. Tymczasem nie pozostaje mi nic innego, bowiem ta płyta jest nudna i tak przewidywalna, że aż przezroczysta. Na domiar złego, kompozycje zlewają się tu w spójną acz bezbarwną całość. Mimo to nie uważam, żeby Seventh Tree była nikomu niepotrzebna, być może mi faktycznie nie, ale odnoszę wrażenie, że autorzy potraktowali pracę nad tegorocznym krążkiem jak jesienny pobyt w sanatorium dla reumatyków i jako chwilę wytchnienia od bezcelowej bieganiny na dystansie od Black Cherry do Supernature, tak więc przynajmniej oni są zadowoleni. Zresztą pewnie nie tylko oni, gdyż fani (ledwie kilku niedobitków) Alison i Willa znajdą tu także coś dla siebie. Gdybym na moment stał się jednym z nich, to na pewno doceniłbym podniebny trip hop ''Little Bird'' ogrzany refleksami twórczości wczesnych Floydów, a także efektowny, kłaniający się Neu!, ''Caravan Girl'', który w otoczeniu tutejszych przeciętniaków przypomina TGV pozostawiający za sobą peron w Kłodzku. Jedynie podczas trwania tych dwóch kompozycji zapominam na moment o mojej chwilowej metamorfozie i przygnębiającej przeciętności Seventh Tree.

Przykro mi, nie mam ochoty umierać za Goldfrapp, ale gdybym potrafił to z chęcią naprawiłbym jej zlew. A co do samej płyty to liczyłem na powtórzenie tego, niestety otrzymałem tylko coś takiego.

Wojciech Sawicki    
31 marca 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie