RECENZJE

Go! Team
Thunder, Lightning, Strike

2004, Memphis Industries 7.8

Garstka ciekawych spostrzeżeń:

Wyznawców dziejowego Since I Left You debiutanckie dzieło brytyjskiego sekstetu zachwyci swobodą zaadoptowania stylu Australijczyków przy pomocy niemal wyłącznie "żywych" instrumentów. To zachwycające jak sprawnie, z jaką swobodą członkowie kolektywu radzą sobie z tak deejayowatymi kompozycjami jak "Ladyflash".

Ol' schoolowe rapowanki rozchmurzą opłakujących złote lata hip-hopu. Misz-masz Run-DMC, De La Soul i Beastie Boys w "The Power Is On" czy "Bottle Rocket" to głownie sprawka ciemnoskórej Ninji. Ciężko zrozumieć co dokładnie mówi, ale intuicyjne kminimy o co jej chodzi: "We’re here to rock the microphone!".

Kochających Becka za jego imprezowe oblicze i słabość do dęciaków, na Thunder, Lightning, Strike ucieszy potężna ilość trąbek i puzonów rozdymywanych do przesady ustami zwariowanego sekstetu. Jest też masa smyków, dzwonków, piszczałek, klawiszy, harmonijek – wszystkiego.

W bijącej od Teamu "sile braterstwa", silnie wyczuwalnej atmosferze wspólnoty, jedności, odnajdą siebie wszyscy ziomale, klanowicze, (Je Suis) Friendsi i Broken Social Scenowcy. A za sprawą "Huddle Formation", gdzie można podskórnie wyczuć klimat absolutu "Verti-Marte", nawet wrażliwcy nie mogący zasnąć bez Twilight As Played By The Twilight Singers.

Rasowa dynamika prawdziwej rockerki, garażowy posmak (recorded in Jan&Ed's basement), swobodne podejście do takich niuansów technicznych jak różnica między mono a stereo, bezkompromisowość i spontaniczność zaciekawią katujących rok temu Guitar Romantic.

Szerokopasmowy przekaz energii: jeśli płyty zespołów "koncertowych" są namiastką ich występów na żywo, to szkoda, że trasa Go! Team nie zahacza o Ojczyznę.

Nie wgłębiający się z zasady w warstwę liryczną odetchną, świadomi podejścia odpowiedzialnego za muzykę Iana Partona. W skrócie, najpierw pisze on kompozycję, a słowa dobiera bardziej na zasadzie kolejnego instrumentu: nie mogą być za głupie, żeby nie drażniły, za to muszą zajebiście podkreślać walory kawałka. Skandowanie bez sensu, niezrozumiałe zaśpiewy są jak najbardziej cool, bo wokal ma pomagać w lepszym przepływie energii.

Teraz te głupsze:

Łapiących zawieszki i zamuły krążek postawi na nogi i otrzeźwi umysł. Zbyt dużo tu koncertowego feelingu, żeby dało się przy tym wysiedzieć. "Come on, everybody, let's rock this break!", bo trochę disco nie zawadzi.

Jak ktoś lubi odetchnąć przy ciut słabszym fragmencie, to uspokoi się na wysokości "Friendship Update". A może i nie słabszy fragment to, ale odetchnąć można.

Amatorzy skreczy chętnie obczają technikę Roba Wintersona w "Get It Together".

Emo'wcom spodoba się tytuł closera (genialnego zresztą) – "Everyone's A – V.I.P To Someone".

Jacek Kinowski    
27 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors