RECENZJE

Ghost
Hypnotic Underworld

2004, Drag City 6.2

Wyjątkowo niestały personalnie (przez jego line-up przewinęło się jak dotąd kilkunastu muzyków) kolektyw długowłosych ekscentryków z Tokyo specjalizuje się w, bądź co bądź nadzwyczaj zgrabnie przeprowadzonym, o s z u s t w i e. Na to przynajmniej zdaje się wskazywać ostatni długogrający krążek składu – płyta, na której post-rockowy sound oraz sporadyczne nawiązania do japońskiego folku sprytnie kamuflują prawdziwe oblicze materiału: totalną kopię charakterystycznych, psychodeliczno-progresywnych tematów z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Najśmieszniejsze, że wielu dało się nabrać na ten przemyślany zabieg, przyczepiając Ghost etykietkę "eksperymentalistów" i stawiając w jednym rzędzie z Godspeed You! Black Emperor. Heh.

Wspomnianymi "oszustwami", drobnymi lub bezczelnie oczywistymi, album naszpikowany jest od początku do końca. "Hypnotic Underworld", czteroczęściowa, epicka kompozycja, to ukryty pod spójną warstwą rozedrganych smyczków i instrumentalnych kolaży, prog-jazzowy kawałek King Crimson (mniej więcej z okresu Lizard), po kwadransie przechodzący w nieskrępowany, gitarowy jam a la wczesne Jethro Tull. Z biegiem akordów postępuje jednak dekonstrukcja tej specyficznej "powłoki"; zza zamglonych krajobrazów powoli wyłaniają się prog-rockowe motywy w swej najczystszej postaci. Punktem załamania jest tu "Leave The World!", ostatni etap wspomnianej, czterofazowej sagi, będący idealną parafrazą swobodnej, Pink Floydowskiej psychodelii, z odrzuceniem jakichkolwiek pozorów oryginalności. Taki stan rzeczy utrzymuje się właściwie do samego końca, dodając jedynie kolejne partie do tej syntezy brzmień: Zeppelinowskie gitary czy też, jako kolejną próbę zmylenia słuchacza, elementy japońskiego folkloru (znawca źródeł muzyki Kraju Kwitnącej Wiśni ze mnie żaden, ale wstawki te prezentują najbardziej popularną i nieodzownie kojarzoną z filmami o samurajach formę gwizdów, pobrzękiwań i rytmicznego bębnienia).

Zespołowi należą się jednak gratulacje: ich szóste studyjne nagranie jest bowiem bardzo klimatyczną, a chwilami szczerze satysfakcjonującą kopią cudzych dokonań, mogącą z powodzeniem zachęcić wszelkich poszukiwaczy "nowości" do zapoznania się z szeroką twórczością inspirującą grupę.

Patryk Mrozek    
22 grudnia 2004
BIEŻĄCE
TuzzaMoon Mood (EP)
HelmChemical Flowers