RECENZJE

Gary War
Horribles Parade

2009, Sacred Bones 6.8

KFB: Naprawdę, jestem wielkim idolem Ariela Pinka, Johna Mausa lubię chyba jeszcze bardziej, dlatego każdemu albumowi, który "penetruje podobne klimaty" przyglądam się z nabożną atencją. Gary War ma (mają?) korzenie w niezależnej wytwórni Shdwply, która w tym roku wypuściła chociażby płytę Sore Eros, dlatego opisywany dzisiaj longplay (który chyba stanowi syntezę jakichś wcześniejszych EP-ek) wydaje się być pozycją z wszech miar interesującą. I tak jest w istocie, chociaż ja mam kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim - słuchanie tego albumu bez wcześniejszego znieczulenia się jakimiś używkami może mijać się z celem, bo gdybym miał krótko opisać tę płytę to użyłbym jakiejś wyświechtanej frazy typu "Ariel Pink na kwasie w wehikule czasu". Ciężko zrozumieć takie granie, trudno za tym nadążyć, ale nie sposób się nudzić, bo dzieje się sporo. Nawiązania do lo-fi, 80sowej elektroniki czy podobieństwa z zawodnikami z Paw Tracks to niby oczywiste typy, ale kto tego nie lubi? Zatem daję porządną ocenę i pozdrawiam. A takie "God Trip" (heh, tytuł właściwie mówi całkiem sporo) będę jeszcze długo męczył, kapitalne przecież.

JM: Imię Gary podobno wywodzi się od słowa "włócznia", co w połączeniu z nazwiskiem autora tej płyty nie daje mu wyboru – zapomnijcie o fajce w pokoju, rodzice wrócili. Tą nieco ponad godzinną wojnę trudno będzie jednak Warowi wygrać, za dużo wybrał sobie przeciwników: piosenki, sound, słuchaczy. Rzeczywiście obserwuje się ten wrestling z całym światem z zainteresowaniem, ale trochę mnie niepokoi rośnięcie w siłę gatunków, których jedynym celem jest eksterminacja muzyki.

PM: Horribles Parade to półgodzinny loop instrumentala zwrotki "Among Dreams" z bonusowym wokalem nagranym pod wodą (to mi podpowiedział naczelny); płyta, która prawdopodobnie lepsza jest jeszcze niż się nam tu wszystkim wydaje, lecz nigdy się o tym nie przekonam – zanurzanie w niej okazuje się być bowiem całkowicie wycieńczającym doświadczeniem. Ostatecznie stanowi także dowód, że opłaca się być subscriberem na last.efemie, bo to za pomocą tamtejszego "radia" został artysta właśnie zauważony.

FK: W co drugim fragmencie Horribles Parade słyszę "Trepanated Earth" i "Oblivious Peninsula" tylko (jeszcze) bardziej poschizowane brzmieniowo. I podobnie, jak w przypadku większości dzieł Pinka, nie ma co ogarniać tego burdelu. Przyjmuję, że elementy – dzięki delikatnym sugestiom twórcy (twórców?) – trafiają na właściwe miejsce, by stworzyć genialny hałas z fragmentami piosenek pochowanymi gdzieśtam. Tu nie ma piosenek, tu są indeksy. Oniryczny bełkot wynika z moich pierwszych doznań – album dwa razy przetoczył się po odtwarzaczu podczas mojej dziennej drzemki (o ile szesnasta w grudniu to jeszcze dzień), a potem Anka zawołała "Ale się jara za oknem!" i poszliśmy obejrzeć i zadzwonić na 112, bo płomienie sięgały drugiego piętra.

Jędrzej Michalak     Kacper Bartosiak     Patryk Mrozek     Filip Kekusz    
10 grudnia 2009
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors