RECENZJE

Game
The Documentary

2005, Interscope 6.6

Post-gangsta mainstreamowe wybryki skupione wokół G-Unit czy N.O.R.E.-go stoją ganz gut. Broń, narkotyki, dziwki w cenie, małolaty szaleją.

Bo co tu mamy. W stosunku do Game'a bardziej jest wygładzony flow 50 Centa, toteż jego stonowany ochryp stanowi pewną odmianę w sekwencji klipów. Zbyt dużo w MTV tego pierwszego i co mnie obchodzi kto ile razy został postrzelony w mordę. Westcoastwestcoast. Dre produkuje (pięć?), Timbaland, Kanye ("Dreams". Mikrodoznania z miejsca muszę przyznać.), Just Blaze, bez niespodzianki. "Nic sensacyjnego inside" także posiadają objawy się zapatrzenia Game'a w N.W.A. Wielki napis "Compton" nad tracklistą, straight outta, wiadomo. Prawdziwy gangster (postrzelony razy pięć, wyłapałem w Bravo bodajże). Namecheckuje, się odwołuje, również jest "ready to die", takie tam. "All eyez on me" i inne niezliczone klasyki (niezliczonych klasyków) wspomina. "They say sleep is the cousin of death / So my eyes wide open.". Na tym (plus konkretne braggowanie, "son of a gun" w ogóle) buduje raczej niezgorszy koncept, aniżeli kolejne w pełni pretensjonalne skoki na hajs.

Dobrych momentów nieco znajdziemy też, jak Eminem w "We Ain't" wychodzi z własnych cutów przeplatanych bitem. I nawija że coś tam, ale nieistotne. Tak tutaj jest, żeby nie było, że Jędras wkleił kilka ogólnikowych spostrzeżeń na odpierdol się i poszedł (gdyż to nie brak szacunku dla potencjalnego czytelnika, raczej lenistwo i wkład twórczy Game'a z ziomkami). Real shit świetna płyta w każdym razie płyta. Niby odtwórstwo, ale jednak przedstawiciel "zawżdy dobrej jakości" zbioru, wysoko budżetowe produkcje z inwencją.

Mateusz Jędras    
22 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie