RECENZJE

Galvin Paris
Parysz (EP)

2010, self-released 6.4

AG: Dobrze się stało, że recka Parysz (EP) wchodzi na bit nazajutrz po Niwei i pokazuje światu jak może, jak powinno brzmieć kombo "anty-flow, z dupy teksty i łupiące podkłady". W wykonaniu Galvina brzmi rozbrajająco. Nie będę się rozpływać nad wskrzeszaniem ducha OH, bo ileż można – najważniejsze, że lirycznie i pod względem maniery dostarczania wersów to potomstwo w najprostszej linii. "Produkcyjnie" utwory są bardziej dopieszczone od najlepszych autorskich bitów Jurgena Kaczówki. Bassline'owy "Parysz", bliższa house'owi "Kronika Mietków" czy psychodeliczny "Sen" są brzmieniowo naprawdę, no, niezłe. Ogólnie dwanaście minut kopania po tyłkach.

ŁK: Tak, świetna sprawa to zestawienie Niwei i Parisa, aż zastanawiam się, czy Wojtek celowo nie ustawił tak grafiku. Mroczny "Sen" wystawia na pośmiewisko całą zawartość 01. Nowsze utwory ogólnie robią wrażenie, pokazując muzyczny postęp w stosunku do towarzyszących im "Nuty O Mnie", czy, bardzo zresztą fajnego, pastiszu "Wearing My Rolex" w postaci "Kroniki Mietków". O zaskakującym Prefuse'owym "Solaris" był już porcast, ale tytułowy utwór na EP-ce udowadnia, że to nie był jednorazowy wypadek. Używając jakichś freeware'owych programów, ktoś (sam Galvin, jego starszy brat?) zrobił zwyczajnie świetne bity. Cięcie wokalu i rave'owa coda w "Paryszu" – nie będziecie w stanie temu odmówić. Nie wiem czy to dzięki lekturze Lema, ale Galvin Paris zrzuca skórę naśladowcy Obrońców Hardkoru i zmierza w miejsce, które mnie bardzo interesuje.

MHJ: Ile haseł panoramicznych rozgromił Galvin, nim wysmażył tę oto EP-kę. Wie jak żyć, co napisał Lem. Dobre rady od 2 Unlimited pozawijał w avant bity, nieskalane wapnem. Żaden z pięciu liryków nie daje powodów do rodzicielskich trosk, poza trochę letargicznym "Snem" z adnotacją okolic trzepaka i nieposortowanych odpadów. Mały chowa się zdrowo, ma apetyt, lubi bawić się z rówieśnikami. Ma swój styl i swoją gitarę. Nie usiedzi.

KFB: Galvin Paris naprawdę nazywa się Marcin Kowalski, mieszka w Opolu, kończy drugą gimnazjum, a bity robi mu stary – czterdziestoletni fan Kraftwerk, stały czytelnik Porcys. Tak to widzę. Bo jeśli nie, to mamy do czynienia z jakimś wunderkindem, talentem czystej wody czy jak tego tam nie nazwać. Poważnie – tak świadomej zabawy różnymi konwencjami nie może się przecież podjąć ktoś przypadkowy. Flow jak flow – młodszy brat MC Terminatora, to już ustaliliśmy – ale te pancze naprawdę są czymś strasznie świeżym (albo tak tęsknię za OH że sam nie wiem co opowiadam). Bo przecież czy to rozbrajające urokiem "Siemacha / Galvin Paris Ci macha", czy odważna, ironiczna odpowiedź na zarzuty redaktora Zagroby, o których pisał Borys w swoim caście w postaci wersu "Jem dużo piachu żeby dawać tutaj ostro czadu" czy wreszcie "Trzymajcie za mnie meble a kciuki wyrzućcie", które spokojnie mógłby rzucić Afrojax w którymś miejscu Połącza – każda z tych odsłon urzeka autentycznością i po prostu "trafia w punkt". A to tylko wybrane wersy, bo rozwala praktycznie co drugi. A muzycznie to króciutko się postaram – jeden "Sen" wciąga jedną dziurką od nosa współczesną krajową scenę psycho-rapu, "Parysz" zalatuje jakimś Global Deejays (rozwala zwłaszcza prostacki patent z zabawą głośnością utworu i podbicie tego tłustego bitu pod koniec) a "Kronika Mietków" to prawdziwy feel good track – ciężko się przy tym nie uśmiechnąć. Strach pomyśleć co ten gość wyda za następny kwartał jeśli zachowa obecne tempo progresu.

Aleksandra Graczyk     Magda Janicka     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak    
27 kwietnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie