RECENZJE
Future

Future
DS2

2015, Epic 6.7  /  8.0

 

Tak jest, recenzja Future'a na Porcys. I to nie tego z Drakiem. W listopadzie (W MARCU). Cóż, nikt nie był skory do podjęcia się tego wyzwania, a jednak stało się. Sam bardzo długo się wzbraniałem nie tyle przed tym tekstem, co samą płytą ("PUSSY GOOD ENOUGH TO MAKE ME LOVE YOU"). Oczywiście o Panu Przyszłości słyszałem już dużo wcześniej (W PRZESZŁOŚCI), ale nigdy nie garnąłem się do głębszego wejścia w jego twórczość ("NOW I'M BACK FUCKIN' MY GROUPIES"). Posłuchanie chwalonego zewsząd DS2 utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że nic nie traciłem (JAK WIELE TRACILIŚMY), omijając go szerokim łukiem. Może nie uznałem tego albumu za jakąś wyjątkowo złą rzecz, ale odrzucił mnie bardzo mocno i potrzebne było trochę czasu, aby to zmienić (PÓŁTORA ROKU).

Do ponownego podejścia zachęciło mnie What A Time To Be Alive, na którym co prawda obecność Hendrixa momentami mnie drażniła, a całość materiału nie była specjalnie porywająca ("YOU CAN'T UNDERSTAND US 'CAUSE YOU'RE TOO SOFT"). Druga część Brudnego Sprite'a zaczęła mnie wciągać. Słuchanie Future'a na pewno wymaga odpowiedniego nastroju, w którym niewyraźny, statyczny bełkot stanie się raczej zaletą niż wadą (W KTÓRYM STATYCZNY BEŁKOT PRZERODZI SIĘ W 13 FLOW NA PŁYTĘ)1. Kreacja zamulacza jest jednak nieprzypadkowa, a po wniknięciu w temat objawia całą gamę kolorów skrytą pod tymi niby podobnymi do siebie kawałkami okraszonymi monotonną nawijką (''YOU KNOW I AIN'T SCARED TO LOSE YOU / THEY DON'T LIKE IT WHEN YOU'RE TELLING THE TRUTH").

"Tryna make a pop star and they made a monster". Jego postać jest wręcz modelowym przykładem gwiazdy zmagającej się ze swoimi demonami pod płaszczykiem obłudy. Otoczony bogactwem i sławą mały człowieczek zmagający się z samotnością i uzależnieniem ("ME AND THE MOLLY GOT MARRIED"). Hedonizmem przykryte cierpienie. To oczywiście nie pierwszy taki przypadek w popkulturze, ani nawet w rapgrze (Ready To Die fajna płyta, polecam), ale w nowej odsłonie. Nie czuję się na siłach ("NOW SHE'S REPPIN' MY CLIQUE CAUSE IT'S BETTER FOR HER"), by przeprowadzać dogłębną egzegezę twórczości Future'a, bo po pierwsze nie poznałem jeszcze całej, niesamowicie obszernej dyskografii typa2, a po drugie jestem niemal (JA TEŻ)3 pewny, że moje starania i tak spełzłyby na niczym. Nie jest to po prostu zadanie dla zwykłego śmiertelnika (TYLKO DLA DWÓCH ALBO POTWORA), ale nie trzeba wnikać zbyt głęboko ("I'MA PUT MY THUMB IN HER BUTT"), żeby dostrzec tę dychotomię, to rozbicie pomiędzy siłą i możliwościami, jakie daje bycie gwiazdą, a smutkiem i niemożnością poradzenia sobie z własnymi, ludzkimi problemami. "Mo' Money Mo' Problems" ("THE LUXURY OF HAVING PASSION, I WANT IT, I WANT IT, I WANT IT, I WANT IT"). Można nie lubić Roberta Christgau, ale jego słowa dobrze streszczają zjawisko – "proof we needed that money can't buy happiness" ("I SEEN THAT MONEY MAKE A BITCH EVIL"). Prosta prawda przekazywana dzieciom od przedszkola, a ciągle tak niezrozumiana4.

No dobra, pogadaliśmy sobie o kontekście, postaci samego Future'a, ale muzyka? Powiedzieć, że doskonale współgra z warstwą tekstową byłoby dość oklepane, ale w sumie... bardzo sensowne. Gość ma dostęp do wielu świetnych producentów i korzysta z tego faktu. Za większość podkładów odpowiada rewelacyjny Metro Boomin, ale przewijają się też Southside czy Zaytoven5. Na pierwszy rzut ucha bity są bardzo do siebie podobne i nie jest to duże przekłamanie (NA PIERWSZY RZUT UCHA BITY WYDAJĄ SIĘ BARDZO DO SIEBIE PODOBNE, ALE NAWET WTEDY SKŁAMIĘ). Niemniej jednak po kilku odsłuchach dostrzec można szerokie spektrum producenckich sztuczek, a klimat momentami niszczy i pozostawia na twarzy ironiczny uśmieszek, gdy porówna się podkłady takie jak "Thought It Was A Drought", "Blow A Bag" czy "Kno The Meaning" do różnych naśladowców. Na takiej bazie jedzie bohater tego tekstu i radzi sobie bardzo dobrze. Pierwsze wrażenie okazuje się niesłuszne i może nie jest to taka bomba energii (POMIJAJĄC WKURWIONE "GROUPIES"), jak dajmy na to Young Thug, ale nie poddaje się totalnej monotonii. Największe wrażenie z całego repertuaru robi na mnie chyba w "I Serve The Base", w którym na futurystyczno-upiornym bicie prowadzi zdehumanizowaną, potworną, podbitą auto-tunem nawijkę. Równie mocnych fragmentów na płycie jest jeszcze przynajmniej kilka (IDEALNY CLOSER "BLOOD ON THE MONEY'' – SYROPOWY LAMENT Z FLETEM, ZNAKOMITY FEATURING DRAKE'A, WIRTUOZERSKI PRZELOT WILBURNA W "BLOW A BAG", PIANINKO ZAYTOVENA W "COLOSSAL"6). Niestety nie cała płyta trzyma podobnie wysoki poziom i momentami po prostu przynudza (CAŁA PŁYTA TRZYMA PODOBNIE WYSOKI POZIOM I MOMENTAMI PO PROSTU ZACHWYCA). Wtedy ten skostniały, kodeinowy klimat zaczyna bardzo męczyć (ZACZYNA HIPNOTYZOWAĆ) i przesłuchanie całego albumu na raz może stać się trudne (STAJE SIĘ OBOWIĄZKIEM JAK NAŁÓG). Tak wysoka (ZACHOWAWCZA7) ocena jednak nie stoi w konflikcie z tymi słowami, bo pozostaje w tym materiale jednak jakaś nieuchwytna tajemnica, która zachęca mnie do kolejnych odsłuchów, nawet jeśli momentami mam przysnąć (NAWET PO WIELU ODSŁUCHACH POZOSTAJE W TYM MATERIALE JAKAŚ NIEUCHWYTNA TAJEMNICA, KTÓRA NIE POZWALA ZASNĄĆ). A to już coś. (A GDY JUŻ ZAŚNIESZ, TO "WAKE UP, TRYNA MAKE MOTHERFUCKIN' HITS, NIGGA"8). Do zobaczenia za 15 mixtejpów (W PODSUMOWANIU DEKADY9).

1 Na numer
2 Poznałem
3 Ja nie
4 O człowieku
5 I nie tylko
6 I nie tylko
7Ulegająca zmianie
8 Can't wake up
9 Już niedługo

Antoni Barszczak     Paweł Wycisło    
16 listopada 2015
BIEŻĄCE
Hockeysmith"Lonely Loving Me"
10 najlepszych płyt 2018