RECENZJE

Futro
Futro

2002, Sissy 3.2

Znacie historię Nowickiej? To znaczy, jak to się stało, że zaczęła na poważnie śpiewać? Otóż pracowała sobie spokojnie w firmie fonograficznej, jak to sama mówi – "głównie pakując płyty". Pewnego pochmurnego dnia Artur Rojek poprosił wytwórnię Myslovitz o przetłumaczenie kilku tekstów z Miłości W Czasach Popkultury na angielski. Tak się złożyło, że zadanie to powierzono Kasi Nowickiej, która wykonała je, dołączając do tłumaczeń swoje wokalne interpretacje. Domyślam się, że rozmowa Rojka z Nowicką o jej – dokonanych na dyktafonie – nagraniach wyglądała następująco:

– I jak, podobało się?
– Yyy, no ok.
– Ale poważnie mówisz?
– Yyy, no tak, tak, jasne, że poważnie.
– A myślisz, że mój głos jest podobny do Suzanne Vega?
– Yyy, możliwe, nie przysłuchiwałem się.
– Wow, w takim razie nie pozostaje mi nic innego jak założenie zespołu!
– Ttttak, dobry pomysł. Dobranoc.
– Pa.

No i stało się, wkrótce potem powstało Futro. I wydało płytę. Nie wiadomo dlaczego, zrobiło się wokół niej sporo zamieszania. Może przez Smolika, który "przetarł szlaki" podrasowanemu łagodną elektroniką popowi, może dlatego, że po prostu tak chciała wytwórnia. Bez różnicy, grunt, że hałas wokół Futra jest bezpodstawny – ten ich krążek jest słabiutki.

Główny zarzut? Irytujący wokal i często śmieszność samej muzy. Nowicka nie dość, że nie ma interesującego głosu, to jeszcze śpiewa w większości piosenek po angielsku, co jeszcze zaniża poziom otrzymanego efektu. Momentami jest po prostu tragicznie, zwłaszcza, gdy przysłuchamy się treści śpiewanych wersów. Przykład? Proszę bardzo, oto refren openera "Where Is...": "Where is the love / I lost it somehow / Where is the future / I can't point it out / What is this future / We all fear so much". Totalnie wymiękam (to znaczy wymiękałem, bo już pewnie nie będę musiał tej płyty więcej słuchać), gdy dochodzi do powtarzania "I lost it / I lost it" (ten akcent!!! A mi zdawało się, że ona skończyła anglistykę?).

Ale spoko Kasiu, nie tylko ty przeszkadzasz tej płycie w byciu dobrą. Gdyż są jeszcze podkłady, z lekkim beatem, z klawiszami, wszystkie utrzymane w podobnej, popowej stylistyce. Zbyt często ich prostota poraża, zbyt szybko ich podobieństwo nudzi. Appel i Kucz mnożą schematy, które pogarsza jeszcze – o czym pisałem wyżej – głos Nowickiej. Na upartego można znaleźć tu jednak jakieś plusy. Kilka melodii – gdyby nie sposób ich wykorzystania – mogłoby stanowić oparcie o dobre kawałki. Zdarza się, że Futro jest nawet tego blisko, niewiele do sukcesu brakuje. No ale jednak brakuje, bowiem na płycie nie ma utworu, do którego miałoby się ochotę jeszcze kiedyś powrócić.

Futro brzmi, jakby było w stu procentach było ze sztucznego materiału. A do tego – na co już okładka wskazuje – jest ono różowe. I nieprzyjemnie drapie. Blee, nie radzę nawet przymierzać.

Jędrzej Michalak    
19 marca 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie