RECENZJE

Furia Futrzaków
Kalejdoskop (EP)

2013, Wytwórnia Krajowa 7.0

Myśląc o popie w kontekście Furii Futrzaków nieodłącznie przychodzi mi na myśl kategoria jego skuteczności. No bo od pierwszego castu zamieszczonego na vortalu Porcys dotyczącego ”Cukru w kostkach” minęło już przeszło 5 lat, a sytuacja wcale radykalnie się nie zmieniła – mam wrażenie, że to dalej ulubiony zespół środowiska wywodzącego się z ”alternatywy” zajawionego progresywnym popem. Pomimo, że grupa gościła już wielokrotnie w mainstreamowych mediach (od Trójki po TVN), zaznaczając swoje miejsce na krajowym polu muzyki popularnej, to jednak nie przebiła się do świadomości szerszego odbiorcy. Wciąż wyczuwam wyraźny dysonans pomiędzy recepcją w kręgach recenzenckich, gdzie przecież ciężko napotkać jednoznacznie krytyczne opinie względem muzyki Futrzaków, a przeciętnym odbiorcą deklarującym zainteresowanie muzyką. Oczywiście, żeby w pełni docenić kunszt kompozycji, zabiegi aranżacyjne oraz te na płaszczyźnie produkcji, należy posiadać rozwinięte w jakimś stopniu zdolności percepcyjne oraz ogólne wyczucie estetyczne. Z drugiej strony nieodłącznym elementem muzyki kolektywu jest ogromny potencjał przebojowości, który oczywisty jest od pierwszego kontaktu i ciężko mi sobie wyobrazić kogoś trzeźwo myślącego, kto by temu zaprzeczył.

Można ten stan rzeczy zrzucić na karb rockismu, z którego wciąż nie otrząsnęła się krajowa muzyka popularna, choć teza ta nie wydaje mi się uzasadniona, bo pomimo że ciągle takie zjawisko występuje, to jest nieco rozdmuchane przez kręgi recenzenckie, a jeżeli nawet ograniczyć się do utkanego na potrzeby tej recki pojemnego worka zwanego ”krajowym electro-popem” sytuacja wciąż dla Futrzaków nie jest zbyt korzystna. Jeżeli jednak założymy, że kwestia złożoności tej muzyki ma zasadnicze znaczenie w kontekście jej skuteczności – skomplikowane aranżacje, nieoczywisty songwriting, wielowymiarowa produkcja etc. – i pominiemy czynniki natury czysto muzycznej, skupując się na tych z nią stricte niezwiązanych, to przynajmniej w teorii FF wciąż posiada wyraźne atuty na tym polu. Postać Kingi Miśkiewicz-Hoffmann jest medialna wręcz do bólu (ej uroda oraz charyzma sceniczna tej dziewczyny!). Dodając do tego nośną nazwę projektu, intrygujące teksty, stylizacje graficzną nośników fizycznych, mamy do czynienia ze zjawiskiem, które pretenduje do miana ”szerzej konsumowanego produktu”.

Ten obszerny wstęp nie jest bez znaczenia w stosunku do treści zawartej na tegorocznym wydawnictwie. W porównaniu z debiutem, kalejdoskopowy materiał jest łatwiej ogarnialny dla słuchacza, stawiając na bardziej taneczne oblicze oraz rezygnując z nadmiernego eklektyzmu. Brak tutaj ”wokalnych odjazdów” Miśkiewicz-Hoffmann – głos wokalistki jest bardziej naturalny i nie występuje tutaj element przeprodukowania wokalu. Sama produkcja jest bardziej przejrzysta, podkłady są "łatwiejsze” w stosunku do tych wcześniejszych, co nie znaczy, że nie zawierają zajebistych motywów w mikroskali, ujawniających się podczas recepcji poprzez słuchawki. Jest to w dalszym ciągu muzyka wielowymiarowa, ułożona ze znakomicie zazębiających się planów, gdzie każdy z osobna może być poddany oddzielnej analizie.

Odrzucenie ”freakowego” pierwiastka oraz postawienie na bardziej tradycyjny sposób artykulacji jak i jeszcze większy nacisk na przebojowość sprawdza się niemniej jednak bardzo dobrze. Otwierający ”Kalejdoskop” oraz ”Centrum” stanowiące idealny przykład wspomnianego wcześniej, bardziej klubowego charakteru, powinny świetnie sprawdzić się zarówno podczas indywidualnego odsłuchu jak i na parkiecie. Z całego zestawu wyróżnia się "Noc wystarczyć ma na dłużej” nie tylko z uwagi na dynamikę oraz tempo utworu, ale przede wszystkim ze względu na oszczędny wokal oraz zabarwiony housem podkład, który wraz z pulsującym beatem trzymającym go w ryzach, może kojarzyć się produkcjami Sasu Ripatti. Z kolei ”Złodziejka” uzależniająca swoim songwritingiem oraz intensywnością jest moim ulubionym trackiem i obok ”Stanów” Sorji Morji chyba jednym z najczęściej zapętlanych przez ze mnie utworów w tym roku.

Tegoroczne wydawnictwo utwierdza mnie w przekonaniu, że Futrzaki oferują najwyższej jakości pop, który według skali popularnego magazynu sportowego można określić jako ”klasa światowa”. To, co jest tym wszystkim jednak najbardziej smutne to to, że jedyny mankament grupy, który przychodzi mi w tym momencie do głowy wiąże się z aspektem w gruncie rzeczy pozamuzycznym oraz nie do końca od niej zależnym – wspomnianą na początku kategorią skuteczności.

Marek Lewandowski    
20 września 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie