RECENZJE

Four Tet
Everything Ecstatic

2005, Domino 4.7

Jak można się było spodziewać (check out daty wydania poprzednich albumów), Four Tet wydał w 2005 nową płytę. Niestety, wydaje się, że po wypracowaniu perfekcyjnej, zamkniętej formuły dla swoich dźwiękowych kolaży na Rounds, na nowym albumie Hebdenowi znów zapodział się do owej formuły klucz. Poprzednik błyskotliwie łączył skrajności: natłok dźwięków z "przestrzenią", gatunkowe unfocused z konkretną treścią. Teraz treści zabrakło. Co się dzieje na przykład przez sześć minut kawałka "You Were There With Me"? Nic. Kiedyś Hebden chyba bardziej kontrolował przebieg swoich utworów w czasie. Czuć było rękę na pulsie; nawet stosunkowo proste, jedno-motywowe kawałki przykuwały uwagę. Notabene, obecne dłużyzny, być może, wynikają właśnie ze słabszych motywów, na których budowane są poszczególne numery.

Inna sprawa to zauważalne przewartościowanie fourtetowych priorytetów w kwestii "rytm a melodia". To rytm zdaje się teraz bardziej absorbować twórcę. Słychać to choćby w otwierającym "A Joy", zresztą zdecydowanie najlepszym i jedynym autentycznie udanym kawałku na EE. Na tle potężnego, genialnie wibrującego basu to bębny grają pierwsze skrzypce. Przetaczające się kaskady werbli i kulminacje blach są solistą w tym utworze. Tak samo w za długim "Sleep, Eat Food, Have Visions" – melodia stanowi punkt wyjścia, ale to rytm jest odpowiedzialny za przebieg napięcia i generalnie wyznacza sens tego grania. Tegoroczna współpraca Hebdena ze znakomitym perkusistą Steve'em Reidem tylko potwierdza jego rosnącą fascynację membranowymi brzmieniami... Zatem, by nie narażać już recki na dłużyzny i słabsze motywy i motywiki, zakończę konkluzją, że o ile na plus trzeba policzyć Four Tetowi samą chęć odświeżenia swego stylu, to efekt wyszedł taki, że cztery koma siedem.

Piotr Piechota    
15 marca 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie