RECENZJE

Foreign Exchange
Leave It All Behind

2008, Nicolay Music 7.6

Wszystko wskazuje na to, że interkontynentalne duo Foreign Exchange zaskoczyło nas robiąc dokładnie to, czego się po nich spodziewaliśmy: nagrywając równie fantastycznego następcę hip-hopowej uczty Connected. Skąd więc powyższy paradoks? Otoż po ciętej i rzeczowej, precyzyjnej niczym ostrze skalpela nawijce Phonte nie pozostał praktycznie ani ślad, a żwawe miejsko-rapowe podkłady ustąpiły miejsca wielowarstwowym pejzażom kontynentalnego soulu, czy też prawie-drumowym kawalkadom o podłożu ambientowych impresji. Ostatecznie, z dala od przenikliwego spojrzenia dziennikarskiego światka (gdyby nie czujność redakcyjnego kolegi, sam Leave It All Behind bym przegapił), Foreign Exchange przeistoczyli się z jednego z najciekawszych głosów rapowego undergroundu w dojrzałych mistrzów płynącego r&b, nie tracąc przy tym nadludzkich umiejętności klejenia kompozycyjnych schematów, kojenia i urzekania organizacją struktur dźwiękowych w czasie, oraz – w konsekwencji – poprawiania mi humoru.

Drugi owoc kolaboracji Nikolaya i Phonte to z pozoru dziełko radosne i wszech-pozytywne (chwilami nawet na granicy przesłodzenia), jednak równie intensywne momenty goryczy i posępnej refleksji pojawiają się w całkiem niespodziewanych momentach. Tematem krążka jest w końcu miłość; członkowie projektu, z pomocą wyjątkowo pasujących tu głosów panien Muhsinah i Yahzarah, postarali się sportretować ów odwieczny motyw sztuki ze wszystkich możliwych stron, dotykając pełnej gamy wywoływanych przez ten niepojęty stan ducha nastrojów: począwszy od skrajnej ckliwości wyrażonej wręcz cukierkowymi motywami, przez zwięwną sielankowość, aż po głęboką melancholię. Spójrzmy choćby na taki kawałek jak "Sweeter Than You" – słodko-brzmiące deklamacje Phonte postawione są naprzeciw nerwowych bitów perkusji i niepewnej linii basu, zamieniając straight-forward-uroczy kawałek w deklaracje ulotności szczęścia. Efekt tego typu rozstrzału jest wręcz piorunujący, i odpowiada tu za nadzwyczajne przyciąganie dźwiękowych wątków. To płyta, po która nie sięgamy będąc we wcześniej zdefiniowanym nastroju, lecz niemal godzinna sesja terapeutyczna, album zdolny manipulować naszymi uczuciami i wprowadzać w obrane przez siebie stany samopoczucia – spełniając więc główne zadanie prawdziwej sztuki.

Podróż po nastrojach zbiega się także z eksploracją muzycznych wrażliwości. Tak jak relaksujące, a przy tym jakże natchnione r&b króluje w przodującej w miksie (i melodycznej linii krążka) warstwie wokaliz Phonte oraz gości, tak misternie zaaranżowane tła to już większy rozstrzał w brzmieniowych tematach i gatunkowym koncepcie. Balansujące na granicy wpadania neo-soulu w lajtowy drum and bass, jazzującego roczka, a nawet onirycznej elektroniki, backgroundy płyty to temat na osobny referat. Zarówno minimalne i łagodne, tak jak prawie w całości syntezowane "All Or Nothing", czy też pełne żywych instrumentów i producenckiej mgiełki (wymiatający "House Of Cards"), wielowymiarowe podkłady LIAB żyją własnym życiem, i jakże łatwo się w nich całkowicie zatracić. Nikolay posiada tę niezwykłą umiejętność, która sprawia, że jego kompozycje mogą brzmieć zarówno jak Timeless (nocna przytulność "If This Is Love"), czy niemiecki Thief (patrz closer), a przy tym ciągle wpisują się bezbłędnie w stylistyczne pole czarnej muzyki Stanów Zjednoczonych.

W kontekście powyższego mocarny otwieracz "Daykeeper" to już nie tylko prawdopodobnie najlepszy utwór w zestawieniu, ale także próbka i mikrokosmos błyskotliwości całego albumu. Ambitny mishmash chillowego elektro z klasycznym rytm i bluesem, tętniących życiem instrumentów perkusyjnych z zimnymi synthami keyboardu. Phonte brzmi tu na zmianę doniośle i przekonująco niczym jeden z tych, których-imion-nie-wolno-profanować, oraz słodko i jakże aktualnie – tak jak Ne-Yo czy inna młoda gwiazda stylu. Wspaniały featuring Muhsinah okrasza idylliczny tekst – "We lay together in daylight / I love him so (she loves me)", dopieczętowując marzycielską atmosferę kawałka. Kawałka, którego wariację na Leave It All Behind pojawiają się jeszcze razy dziesięć; wprawiając w stan euforii, uniesienia, pokrzepienia i otuchy, oraz – finalnie – spokoju ducha; bez sekundy niepotrzebnego wypełniacza na tej, jak dotąd, najlepiej zrealizowanej porcji muzyki roku dwa tysiące osiem.

Patryk Mrozek    
18 listopada 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie