RECENZJE

Ford & Lopatin
Channel Pressure

2011, Software 7.4

Tigercity nie otrzymali co prawda takiego traktowania w zagranicznych mediach, na jakie zasługiwała fantastyczna EP-ka Pretend Not To Love, ale dzięki Channel Pressure nazwa projektu pojawiła się przynajmniej w recce na Pitchforku i podobnych opiniotwórczych serwisach. Ford & Lopatin to bowiem wspólny projekt Daniela Lopatin (odpowiedzialnego za Oneohtrix Point Never) oraz Joela Forda z Tigercity właśnie, a ich kolaboracja do niedawna znana była pod nazwą Games – pamiętamy przecież jakże solidny zeszłoroczny krótkograj That We Can Plan. Przed wydaniem pełnoprawnego debiutu byli panowie jednak zmuszeni do porzucenia gier na rzecz nazwisk, czyli symbolicznego ruchu, który z alteredzonesowego buzz bandu robi z nich w tym momencie stylowy projekt z przyszłością.

Progres ten odzwierciedlony jest przede wszystkim w muzyce, która wypełnia Channel Pressure; zamiast bezmyślnego fetyszyzowania lat osiemdziesiątych mamy przemyślane i kreatywne fetyszyzowanie lat osiemdziesiątych wzwyż. Ford i Lopatin używają dużej gamy synthów, których można by skojarzyć z czołówką Night Ridera (nagranie płyty w studiu Jana Hammera miało w tym na pewno swój spory udział), ale bezbłędnie umieszczają je także w gąszczu dźwięków, których pochodzenie zdaje się być co najmniej z wieku dwudziestego drugiego (jak na przykład witch-house'owy mostek najlepszego w zestawie "Too Much MIDI (Please Forgive Me)"). Kolejnym elementem innowacji są same wielowątkowe kompozycje, które w swoich osobliwych progresjach akordów zdają się być wypluwane z komputera na podstawie skomplikowanych algorytmów. Komputera, którego na pewno w roku osiemdziesiątym szóstym nie było jeszcze na świecie.

Największym atutem Channel Pressure jest jednak fakt, że relikty przeszłości oraz najnowsze zdobycze muzycznej techniki nie kontrastują tu w najmniejszym stopniu; autotune nałożony na gościnny głos Autre Ne Veut w "Break Inside" rezonuje jak najbardziej z epoki Miami Vice, podczas gdy soft-disco "Joey Rogers" poraża futuryzmem sterylnego soundu. Tak jak w innej tegorocznej rewelacji, czyli muzyce Kanadyjczyka D'Eon, archiwalny pop funkcjonuje tu w kategorii instrumentu, który w sprawnych rękach Lopatina i Forda przynieść jest w stanie tyle nowości, co post-house'owe producenckie eksperymenty. Rękach, które w ciągu tej nostalgiczno-postępowej pół godziny nie zawodzą nawet na sekundę.

Patryk Mrozek    
20 czerwca 2011
BIEŻĄCE
Porcys: Equalizer #4
M83Knife + Heart