RECENZJE

Florrie
Late (EP)

2012, Xenomania 5.8

Flaryczno-neonowe "I Took A Little Something" narobiło nam swojego czasu mocnego apetytu, ale z perspektywy miesięcy ("przeglądając kroniki") chyba nie było się za bardzo czym ekscytować. Co prawda o samym utworze do dziś nie powiem złego słowa (a i może nawet podciągnąłbym jego ocenę o pół punktu), ale ten fluorescencyjny skarb był raczej jedynym przykuwającym uwagę świecidełkiem na zaledwie poprawnej EP-ce Experiments. Podejrzliwą czujnością wykazał się w ubiegłym roku redaktor Gawroński, trafnie punktując słabość innego semi-przeboju z krążka, czyli "Begging Me" – wszystko to w momencie, kiedy z policzków podekscytowanych blogerów schodziły już rumieńce, a w ruch szły klawiatury.

Bardzo bym chciał, żeby "I Took A Little Something" było momentem ustanawiającym dołączenie Brytyjki na stałe do naszej drużyny, ale tak po prostu nie jest – Florrie zresztą znakomicie zdaje sobie z tego sprawę, zachowawczo zabezpieczając swoją pozycję kolejnymi krótkimi formami wydawniczymi i na razie milcząc na temat ewentualnego longpleja. O tym, że na przeszkodzie wydania tego ostatniego stoi tylko i wyłącznie brak wybijającego się materiału świadczy zręczność z jaką wokalistka radzi sobie w innych dziedzinach: prężeniu fashion-vintage'owego wizerunku, znakomitej produkcji, profesjonalnych klipach.

Late pozostawia poczucie niedosytu w niemal każdej kwestii: objętości, kompozycyjnego nasycenia, realizacji zaledwie zarysowanych tu pomysłów. Robiące karierę w sieci "Shot You Down" intryguje seksowną prostotą zwrotek i migotliwą chwytliwością mostka, by zupełnie rozczarować banalnością taniego dramaturgicznie refrenu. "I'm Gonna Get You Back" zupełnie niepotrzebnie poświęca produkcyjną ceramiczność openera dla przynudzającej konwencji bombastycznego radiowego hiciora z potężnym basem i przesterowanymi gitarami. Ale już "Every Ich" mogłoby być nieco bardziej cywilizowanym b-sidem z ostatniego, dzikiego krążka Brit, a "To The End" trawestuje w jakimś stopniu dyskotekową motorykę z "I Took A Little Something", chociaż w nieporównywalnie toporniejszy sposób korzysta z możliwości współczesnych syntetyzatorów.

Nie da się więc ukryć poczucia rozczarowania przy kolejnych odsłuchach Late – choć paradoksalnie, uśredniając, jest to chyba materiał minimalnie równiejszy od Experiments, bo pozbawiony ewidentnych wpadek. Skąd więc poczucie zawodu? Często przyłapuję się na nieco zbyt inkluzywnym stosunku do współczesnego popu, a Florrie otwiera swoim wizerunkiem, prezencją, urodą wystarczająco dużo frontów, by przynajmniej na części z nich odnieść spektakularne sukcesy (przy okazji nie popadając w posągową groteskowość, co narobiło wrogów Lanie). I cieszymy się, ale co z tą muzyką?

Jakub Wencel    
26 lipca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja