RECENZJE

FKA twigs
EP2

2013, Young Turks 7.0

Wydaje mi się czasem, że oceny nagrań to sfruwające lekkomyślnie skrawki audiobrykietów, księgowanych co dnia na 5.5 w dowolnej skali. Czasem są to fragmenty nad wyraz niewygodne swą obecnością, jak The Bones of What You Believe spoczywające drwiąco na Anything In Return – ot, jeden z wielu przykładów. Taki obraz musi wywołać rezonans, gdy patrząc zastanowimy się, czy prawdą jest, że długie trwanie chillwave'u prasuje słuch do momentu, gdy nie potrafimy uszeregować nowych singli Jessy Lanzy, Banks, Keleli i Rhye we właściwej kolejności.

Rezonans stanowi efekt współpracy i jest jednocześnie dźwiękiem marzenia. Lanza i Greenspan, Kelela u Kingdoma, Banks z TEED, Milosh i Hannibal – wszystko to kooperacje mniej lub bardziej pokrewne stylistyce reprezentowanej przez ukrywającą się pod pseudonimem FKA Twigs Tahliah Barnett. Duety producent-wokalistka / wokalista, mniej lub bardziej udane, mniej lub bardziej rezonujące i mniej lub bardziej odnoszące się do powiedzenia o całości jako czymś więcej, niż sumie swoich części. Jedną z jaśniejszych miar jest tu rozpiętość – i dlatego Chance the Rapper u Jamesa Blake'a brzmi przejmująco, podczas gdy porównywanie utworów Brytyjki do dokonań Abla Tefsaye'a jest zwyczajnie obraźliwe, gdyż ten ostatni na nowo wyznaczanej przez r'n'b i bass wszelkiego sortu skali wyznacza przedział 0.0-0.9, rezonując najdoskonalej z samym sobą, wybraną kończyną i wszelkim prymitywem. Z tego punktu widzenia rewizji domaga się tautologiczny sentyment How to Dress Well, Banks lokuje się gdzieś w połowie stawki, Lanza w średniej, a świeżynka Twiggy bez kompleksów może supportować występy autora Overgrown czy zostać uhonorowana solidną siódemką.

Marzenia tej 25-latki mają bowiem kształt nie chmur, lecz noży. Tak wyostrza się pamięć i zdolność oceny – dzieje się to w chwili, gdy zamiary nie są dźwiękami dzieciństwa spowitymi mglistym lo-fi, lecz stają się precyzyjnie odmierzanymi komunikatami o przerażającej jasności. W ten sposób, purpurowy głos Barnett owija krawędź łyżwy, wyrzynającej piruety na produkcyjnym szkle znanego jako Arca Alejandro Ghersiego. Techniczny trik zależny od miary stłumionego oddechu gwarantuje gość ewidentnie utalentowany w dziedzinie tworzenia wysoce abstrakcyjnych kodów, zwiększających wspomnianą rozpiętość EP-ki i generujących nieoczekiwane, czego przykłady stanowią jego obecność na Yeezusie czy ostatni mixtape &&&&&. Brzmi na nim jak James Ferraro nieposiłkujący się satyrą, lecz odwłokami rapsów, których nie poznaliby własni ojcowie.

Jego dziwny i oschły język to sufler pragnień, które zasadniczo nie powinny być artykułowane; dopełnione obrazem, jak w przypadku klipu do "Papi Pacify", są skandalem. Płyną więc podskórnie: rozwleczone po dychających w "How's That" membranach, poruszanych wolnymi do granic uderzeniami automatycznej perkusji, wyznaczają – wraz z wejściem tamburynu, który odzywa się zapomnianym i kuszącym tonem, o który od dawna nikt go nie podejrzewał – moment, w którym dekadencji wykazać można zrozumienie. Choć to nie ono będzie nicować minimalistyczne, atłasowe podkłady klekotem pustego hallu.

Perwersyjne jak rzadko co "Papi Pacify", bezsprzecznie najlepsze na EP2, osiąga niespiesznie poziom trip-stepowej symfonii noir; monotonna dosłowność "Water Me" na warstwach świdrujących synthów mogłaby być z powodzeniem pretekstem do zlania po mordzie lub do wymierzenia kary w postaci nocnego zastraszania zdeformowanymi samplami wokalnymi z "Ultraviolet". Nie dziwi zatem, że warstwa liryczna to jakieś bąknięcia przygłupa, tyleż bolesne, co seksowne, Tahliah.

Rezonans, jaki wywołują dymno-krystaliczne podkłady Ghersiego i przerażenie w głosie Barnett, odpowiedniość agresji rytmów i kruchości wokalnej frazy sprawiają, że EP2 niewątpliwie wyróżnia się spośród pozostałych produkcji z kręgu dark r'n'b. Nie wiem, co sądzić o perspektywach dalszej kariery Twigs i możliwościach kontynuacji współpracy z ziomkiem Kanyego – może rzeczy, stawiając opór, mają lepszą intuicję niż my – lecz na tym etapie udało im się uchwycić wymiary niewyrażalności; EP2 dotyczy przeżyć z marginesów pamięci, marzeń i zamiarów, o których nie ma prawa wiedzieć nikt, a które są z nami w każdej, najmniejszej sytuacji; nierozpoznane, kierują naszymi decyzjami i uparcie każą się pielęgnować nawet wtedy, gdy chcemy się ich pozbyć. EP2 nie tyle odsłania je, co podświetla ścieżki, którymi próbują wydostać się na powierzchnię. A jest to zdolność wysokiej próby.

Karolina Miszczak    
29 września 2013
BIEŻĄCE
Piotr KurekPolygome
Billie EilishWhen We All Fall Asleep, Where Do We Go?