RECENZJE

Fiery Furnaces
EP

2005, Rough Trade 7.2

Rodzeństwo Friedbergerów to wyjątkowo pracowity duet. Nie zdążyliśmy się jeszcze w pełni otrząsnąć po zeszłorocznej, zwalającej z nóg mieszance nurtów i konwencji w postaci ciężkiego do ogarnięcia umysłem, zjadliwie płynącego wyrafinowanym bluesem Blueberry Boat, a już Matt i Eleanor szykują kolejne porcje niezwykłych, acz tak typowych dla siebie, progresywnych kolaży. Oczekiwanie na następne dwie, po brzegi wypełnione nowym materiałem oraz, prawdopodobnie, ociekające niespotykaną, wręcz kosmiczną kreatywnością rodzeństwa płytki, umilić może kompilacja wszystkich singli i b-side'ów formacji, będąca kolejnym świadectwem ich nadzwyczajnej kondycji twórczej i anty-schematycznego spojrzenia na muzykę.

Analizując krążek przez pryzmat bodaj najbardziej odjechanej pozycji roku ubiegłego, można by pomyśleć, iż składa się zaledwie z dwóch-trzech kawałków, a nie, do czego usilnie próbuje przekonać oryginalna tracklista, dziesięciu. Zamiast oszalałych, psychodelicznych jamów, o stale fluktuującym tempie i rytmie, większość materiału to nietrudne w odbiorze, wpadające w ucho popowe perełki, takie jak "Here Comes The Summer" czy "Evergreen", sprawiające wrażenie zapętlonych i parokrotnie rozciągniętych w czasie "komponentów" wprost z szaleńczych, kilkunastominutowych kompozycji-gigantów na Blueberry Boat. Trudno jednak rozpatrywać ów zabieg jako wadę albumu: spowolnienie i rozrzedzenie treści częstokrotnie zmusza do spokojnej kontemplacji nad niezaprzeczalnym urokiem folk-rockowych motywów, akustycznych, rozkojarzonych melodii czy elektronicznych udziwnień.

Czyżby więc EP bliżej było do solidnego debiutu grupy, niż schizofrenicznego, ale jakże fantastycznego sofomora? Nie całkiem. Nad całością wisi bowiem specyficzna mgiełka produkcyjna – identyczna z zeszłoroczną aura brzmieniowa i aranżacyjna. Równocześnie, wraz z "Duffer St. George", nagranie zaczyna nabierać tempa: dramatyczne przeskoki napięcia zdarzają się coraz częściej, odsłaniając nieobliczalną i natchnioną twarz duetu, którą jednak wszyscy znamy najlepiej. "Smelling Cigarettes" i "Cousin Chris" to już klasyczne w swym paranoicznym przebiegu, Blueberry'owskie kompozycje, okraszone w dodatku smakowicie ironicznymi, absurdalnie dowcipnymi i równie jak muzyka pogmatwanymi tekstami. W momencie, gdy Eleanor intonuje "Now I'm in the clutches of my crutches" na tle funkującego, szelmowskiego bassu, możemy jedynie nieśmiało zgadywać, jak bardzo osobliwa, nadnaturalnie złożona melodia, czy nawet odrębna stylistyka wkroczy dziarsko w ciągu najbliższych kilku sekund.

Patryk Mrozek    
22 lutego 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy