RECENZJE

Field
Sound Of Light (EP)

2008, iTunes 6.5

Nowa EP-ka Axela Willnera, tego od Field i From Here We Go Sublime ma strukturę jak elementarz, a w nim pierwsza czytanka. Jest to jednak lektura dla kierunku hotelarstwo i elektrotechnika. Po prostu turystyczna piosenka. To również co najmniej sympatyczna chałtura na rzecz pewnego hotelu w Sztokholmie – Nordic Light Hotel i jego promocji polegającej na zaproszeniu różnych artystów do środka, a potem dania im instrumentów jakie chcą i powiedzenia, żeby grali na temat tego, co zastaną. Coś jak James Murphy i jego jakże dobra chałtura służąca niby do biegania. A ponieważ Nordic Light Hotel ma podobno wyjątkowo świetlisty wystrój i ogólnie lampy są tam podstawowym umeblowaniem, więc tematem dla zaproszonych muzyków miało być konkretnie to, jak brzmi to oświetlenie, tego hotelu znaczy. Ale dla chcącego Szweda nie ma tu nic trudnego. Tym bardziej, że już debiutancki album Field zapowiadał przecież świetlaną przyszłość. A więc najpierw zaprosili właśnie Willnera, co swoją drogą jest dosyć niesłychane. U nas kogo by zaprosili w celach reklamowych to strach pomyśleć.

Piosenki są cztery, ale długie jak na piosenkę – każda trwa po 15 minut. Wszystko jest więc długie jak na EP-kę. W zupełności można zrozumieć tych, których tyle Fieldowej hipnozy znudzi. Trzeba to lubić. W pierwszych słowach swojej płyty reklamowo-promocyjnej Willner omawia zagadnienie dnia, a właściwie poranka. Robi to trochę przy użyciu tego, co już raz słyszeliśmy. Ale trudno się na niego za to gniewać. Przypomina się jednak "Paw In My Face" czy "Over The Ice" nieuchronnie. Potem jest moja chyba ulubiona część EP-ki, czyli "Day", który brzmiał mi jak Braxe. Nie powiedziałabym, że "Morning" jest bardziej kofeinowy, "Day" specjalnie przynudzający, a "Evening" barowy, jak by chcieli coniektórzy piszący o Sound Of Light (EP) blogowcy. Mi się wydaje, że to jakby taka autosugestia, na którą ironicznie, żartobliwie łapie nas Field. Bo w sumie to wszystko jest do siebie tak podobne, że po poprzestawianiu nazw pasowałoby równie dobrze. Co gdy się już zorientujemy, że się daliśmy złapać, ma doprowadzić nas do wniosku: tylko w naszym hotelu pory dnia są takie same, a jednak każda jest inna. I gdy tu wejdziecie, niby będą takie same jak w realu, ale jakieś inne. Jest u nas normalnie abstrakcyjny dzień, abstrakcyjny wieczór i noc. Nie dopatrujcie się w tym koniecznie niczego przylegającego do rzeczywistości. W końcu to ma być luksusowa ścieżka dźwiękowa. No bo coś musi być extra, około 200 lub więcej dolarów za coś w końcu chyba człowiek tam płaci, a nie żeby zobaczyć oświetlenie takie, jakie zobaczy nawet obok swojego bloku za darmo. Z drugiej strony kto wie, jakie były zamierzenia w sytuacji choćby i szwedzkiej, turystycznej chałtury świetlnej. Być może tam też istnieje dzień i przeciwnie, noc. Co jednak nie przeszkadza. Zwłaszcza nie przeszkadza polecić Sound Of Light (EP) jako bezpretensjonalnej, synth-transowej odnogi zeszłorocznej płyty. Przesłuchacie ją na stronie, a kupicie przez iTunes lub gdy akurat będziecie w Nordic Light Hotel, tam w postaci płyty. Na recepcji.

Zosia Dąbrowska    
25 lutego 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy