RECENZJE

Field Music
Plumb

2012, Memphis Industries 6.4

Poziom nerdowskiego melanżu bijącego od tej płyty pozwala mi sądzić, że musieli się sunderlandczycy wybornie bawić przy wymyślaniu i nagrywaniu Plumb. Biorąc sobie głęboko do serca nasze uwagi i spostrzeżenia dotyczące Measure (znanego również jako Field Music), ich obrastającego miejscami w mieliznę podwójnego albumu z lutego dwa tysiące dziesięć, na następcy wyzbywają się niemal całkowicie irytujących wypełniaczy i przynudzających epizodów. Tegoroczna płyta przepełniona jest nieskrępowaną nonszalancją songwritingu, spontanicznym wypluwaniem napakowanych energią pomysłów oraz geekowską pogonią za dobrym hookiem. Field Music wzięli sobie za punkt honoru granie na nosie wszystkim negatywnym stereotypom na temat przesentymentalizowanego, rzewnego i sztampowego angolskiego grania, równocześnie cementując te pochwalne, czyli wywodzący się już z czasów brytyjskiej inwazji nie-całkiem-na-serio liryczny sznyt i radośnie-melancholijną melodyjność.

Kolesie zapomnieli jakby o poprzednim albumie, który – paradoksalnie – wydawał się dziełem prog-rockowym, choć "eksperymentował" z bardziej klasyczną i mniej pokręconą formułą piosenek niż wcześniejsze nagrania (stosunkowo długie wprowadzanie motywów, ich całkiem oczekiwane powroty, okazjonalne gitarowe solówki). Drugi długograj Tones of Town to tymczasem dobry punkt odniesienia dla Plumb, bo już tam współczynnik pysznych motywów na minutę utrzymywał się na stale wysokim poziomie (pamiętacie singlowy "A House Is Not a Home"?). Plumb świadomie zdaje się podnosić jednak chwyty tamtego albumu do kilkukrotnej potęgi, ofiarowując pół godziny post-punkowo zabarwionego indie popu.

Opener "Start The Day Right" nawiązuje do co bardziej beatlesowskich kawałków ELO, nadając mocno barokowy ton całej kolekcji (Kevin Barnes pojawia się zresztą często w chórkach). Najfajniejszy w gronie "Choosing Sides" przywołuje tymczasem klimat i zamysł kawałków Everything Everything, w refrenie będąc kompozycyjnie wręcz (ciut uboższym) kuzynem "MY KZ, YR BF". Strona punkowa ma ostatecznie swoich reprezentantów w geometrycznych jangle'ach "Is This The Picture" oraz "I Keep Thinking About a New Thing", które zbliżają Field Music do drugiej świetnej załogi z Sunderlandu, czyli chwalonych przez nas swego czasu Futureheads. Field Music zyskują przede wszystkim na bezceremonialności swoich wybryków; zarówno ich zabawy z sixtiesową psychodelią, jak i nieco snobistycznym post-punkiem, są właśnie tylko i wyłącznie tym – zabawami. Bezpretensjonalnie inkorporując elementy "poważniejszych" estetyk w swoim przebojowym koglu-moglu brzmią ostatecznie nie jak hybryda czy pastisz, a – najzwyczajniej w świecie – dobry zespół, tworzący pop bez podziałów gatunkowych i wyraźnie nakreślonych inspiracji. I za to można ich – najzwyczajniej w świecie – lubić.

Patryk Mrozek    
2 marca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja