RECENZJE

Farben
Textstar

2002, Klang Elektronik 8.3

Kolejna porcja porażającej elektroniki z podziemia. I znowu Jan Jelinek. I znowu nokautująca godzina muzyki wpisanej w pewien teraźniejszy trend, ale niewątpliwie będącej tak naprawdę poza czasem i poza klasyfikacjami.

To już trzecia w przeciągu ostatnich trzech lat płyta Jana i tak jak poprzednia, ta również, dylemat "która z jego płyt jest najlepsza" poszerza o kolejnego kandydata. Pierwsza, nagrana jako Gramm, do dziś prezentuje się zachwycająco. Piękne, click-dubowe kompozycje wciąż czarują swoją subtelną "przebojowością", a płyta Personal Rock to chyba najbardziej przejmujący debiut wśród dźwiękowych architektów, zaczynających się wówczas kolegować z laptopami. Tym, którzy mają jakieś wątpliwości co do tego, kto tworzy najpiękniejszą muzykę w Berlinie, polecam kawałek "Legends / Nugroove" z tego cholernie kopiącego krążka.

Loop-Finding-Jazz-Records zawierała robotę jeszcze ambitniejszą. Jazzująca eteryczność i hipnotyzująca gęsta konsystencja, z której rodziły się delikatne perły, obezwładniała i jak lawa wlewała się w nasze mózgi. Głęboka jak Rhythm & Sound i dojrzalsza od swojej prekursorki, była dowodem na artystyczną konsekwencję i niezwykły talent Berlińczyka.

Textstar jak gdyby łączy w sobie oba te klimaty, co czyni go albumem jeśli nie najlepszym, to na pewno najbogatszym. Narracja nie jest już w całości tak celebrowana i senna jak na Loop-Finding-Jazz-Records, mało tego, doskonale może sprawdzić się nawet w dużej sali, w której ludziom do dobrej zabawy brakuje jedynie dobrej muzyki. "Live At The Sahara Tahoe, 1973", oprócz nieźle kiwającego tytułu, charakteryzuje się właśnie takim średnim tempem i podskórnym groovem, ukradkiem wkradającym się do naszej świadomości.

Przy "Farben Says: Love To Love You Baby" już raczej wszyscy pospuszczaliby głowy w zadumie, której ton nadawałby jednostajny, sekundowy "wyraz" trąbki, przykrytej zdigitalizowanym dubem. Tak wygląda to od strony formalnej, ale należy pamiętać, że w tym minimalizmie i monotonii kryje się spora dawka subtelnej dyrygentury. "Suntouch Edit" to typowy jelinkowy dryf, odpowiadający jego microhouse'owej orientacji. Weselej robi się przy "Beautone", gdzie paradiscowy temat dodaje smaku, jakiego można by sobie życzyć od każdej microhouse'owej kompozycji.

Są tu cuty, które tak jak "Farben Says: So Much Love" bez żadnego zgrzytu można by doczepić do L-F-J-R, albo tak jak "Farben Says: Love Oh Love" nie burzyłyby atmosfery Personal Rock. Obok nich świetnie egzystują na przykład żwawiej fikający "FF", albo klik-majstersztyk "Silikon" (jeśli takie określenie ma sens w sytuacji, gdy na płycie występują właściwie same klik-majstersztyki). Prawda jest taka, że wszystkie trzy płyty Jana stanowią trylogię, w której każda z części posiada własną tożsamość.

Choć nie zanosi się, aby Thomas Brinkmann miał wkrótce złożyć broń (niedawno ukazał się jego kolejny kompilacyjny materiał Row, który na Porcys wkrótce postaram się przybliżyć), to już można powiedzieć, że Jelinek jest jego godnym następcą na polu inteligentnego minimalu, jeśli tak określilibyśmy ich muzykę, a wierzę, że się rozumiemy.

Gdybym miał komuś zaproponować jedną jedyną pozycję prezentującą osiągnięcia dzisiejszego dubu, minimalnej elektronicznej muzyki, to oprócz Nek Salanet Kita Claytona byłaby to właśnie Textstar Farbena. I fakt, że zbiera ona do kupy single, które pojawiały się na przestrzeni paru ubiegłych lat pod flagą Klang Elektronik, absolutnie nie wyklucza tego, żeby ogłosić ją jednym z najlepszych elektronicznych wydawnictw 2k2. Esencja i klasa upoważniają do wskazania tej pozycji jako klasyki współczesnej elektroniki, reprezentującej sporą część muzycznego, niemieckiego e-podziemia.

Krzysztof Zakrocki    
8 listopada 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie