RECENZJE
Fair Weather Friends

Fair Weather Friends
Hurricane Days

2014, Warner 5.8

Po takich cymesikach jak "Fly By" czy "Fake Love" ciężko nie kibicować Fair Weather Friends, nawet jeśli przypadkowe zerknięcie na zakładkę "powiązani wykonawcy" na Spotify kwituje się jedynie cynicznym uśmieszkiem. Nie zaskoczę więc nikogo, gdy powiem, że spore miałem oczekiwania względem debiutu Czeladzian, a znakomite "Fill This Up" – o którym pisał niedawno Jacek Marczuk – jeszcze je dodatkowo podsyciło. Marzyła mi się pobudzająca kanonada wykurwistych melodii, niezapomnianych hookówi i nieprzewidywalnych wybuchów kreatywności. I tak jest, ale tylko w nielicznych, imponujących fragmentach, a reszta grzęźnie niestety w bagnie zazwyczaj całkiem trzeźwo wyprodukowanych, ale w dużej części jałowych elektronicznych cutów, które ciężko docenić, gdy już poznało się Aphex Twiny, J Dille i Flying Lotusy tego świata. Z drugiej strony strasznie słabe i mocno krzywdzące wydaje się notoryczne wrzucanie całego Hurricane Days do jednego worka z The Dumplings, xxanaxx i BOKKĄ, bo nie trzeba mieć tysięcy przesłuchanych płyt na koncie, żeby usłyszeć, że Fair Weather Friends to goście o znacznie szerszej od całego tego towarzystwa perspektywie.

Płyta zaczyna się od quasi-ambientowego "Earth Is Flat, There’s No Coming Back" (nawiasem mówiąc – lubię myśleć, że tytuł to błyskotliwa igraszka z "3rd Planet"), jawiącego się bardziej jako nieco przedłużone i nieźle budujące napięcie intro. Dalej mamy przyzwoite "Gravity", ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo zaraz potem wchodzi indeks trzeci i jest POZAMIATANE. "In The Way" odzwierciedla wszystko to, co pisałem powyżej o oczekiwaniach, wykurwistych melodiach, hookach i imponujących fragmentach. Znakomita narracja duetu gitka-wokal wije się zwiewnie po funkującym, poszarpanym groovie, zuchwale machając przed nosem pojęciem podzielności uwagi. Zachwycają zgrabnie wprowadzane zmiany tempa, mnogość koncepcji harmonicznych, doskonały dobór i timing sampli, no i oczywiście wysyp wyśmienitych, serwowanych z lekkością jakiegoś Curtisa Mayfielda melodii. Po takiej dawce wrażeń wcale nie dziwi oderwane, ostatnie dwadzieścia sekund utworu, czyli taki jazzowo podbarwiony kacyk i chwila oddechu przed "Fill This Up", które akurat umiejscowiono na trackliście jako następne. Na przestrzeni tych dwóch kawałków widać jak na dłoni, że oto mamy do czynienia z zespołem mogącym stawać w szranki z Crab Invasion w kategorii najzajebistszego wykorzystania tysięcy pomysłów i inspiracji naraz. Tym bardziej więc smuci drastyczny zawód, jaki doświadcza się w dalszej części wydawnictwa.

W wywiadzie udzielonym w Jedynce, muzycy podkreślali pewien eklektyzm Hurrican Days i różnorodność kierunków, w jakich porusza się każdy następny utwór, stwierdzając jednocześnie, że dla niektórych odbiorców może to okazać się wadą płyty. Oczywiście daleko mi do takiego podejścia, bo akurat eksperymentowanie i kombinowanie chłopaków w obrębie kompozycji czy produkcji należy pochwalić, jednak trudno przyklasnąć niektórym efektom tych poszukiwań. Tytułowy to nieudana próba zmierzenia się z alt-r&b – brak tu choćby punktu zaczepnego, a żenujący zabieg wprowadzenia do bitu dźwięków odbijającej się piłeczki do ping-ponga wcale nie ułatwia sprawy. Chyba jeszcze gorzej wypada wydany jako singiel "Cardiac Stuff", który balansuje niebezpiecznie blisko mody na szmirowatą elektronikę, o której pisaliśmy tu i ówdzie.

Mógłbym się tak poznęcać jeszcze nad kilkoma innymi pozycjami, ale nie w tym rzecz. Problemem jest delikatne znudzenie, którego słuchając Fair Weather Friends zupełnie nie spodziewałem się doświadczyć. Album zamyka świetne przecież "Fake Love" i słuchanie go na sam koniec uświadamia, jak bardzo przez ostatnie pół godziny (czytaj: od "Fill This Up") nie działo się nic do czego warto by wracać. Hurricane Days definiuje ogromna przepaść. Niby "Bit Of Me" jeszcze się broni dobrym refrenem i generalnym aranżacyjnym rozbuchem, a "Bloodstream" jest fajną reminiscencją wydanej w 2012 EP-ki Eclectic Days, ale w dalszym ciągu daleko temu do wyżyn "In The Way", "Fill This Up" czy "Fake Love". Przygarnięcie przez Warner Music nie zaowocowało więc spektakularnym, pukającym do drzwi rocznego podsumowania Porcys albumem, ale przynajmniej te trzy wspaniałe kawałki na pewno zapamiętamy na dłużej.

Wojciech Chełmecki    
12 października 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie