RECENZJE

Exploding Hearts
Guitar Romantic

2003, Dirtnap 7.9

Umiejętne operowanie kiczem to zdolność unikatowa. Exploding Hearts w krótkim czasie posiedli w tej materii pełną biegłość. Na ich buńczuczny wizerunek składają się postrzępione dżinsy, żółte (lub różowe) t-shirty, skórzane mokasyny, wytarte sweterki, łańcuchy, nabite ćwiekami paski i obrączki. W tekstach z chłopięcym zacięciem i frustracją wyrzucają z siebie zwierzenia będące obrazem kolejnych miłosnych rozczarowań. Postać pałkarza (Kid Killer), którego gro fotografii (w tym ta ze środka książeczki) przedstawia w trakcie manewrowania – do przesady – palcem wskazującym w ustach, zapewne w celu zmniejszenia cierpień zapitemu żołądkowi. Hasło "Yes we're total assholes", jakim legitymują się publice. Kolesie najwyraźniej rozkoszują się obraną stylistyką. A jak grają? Wydawałoby się, że marnie, w końcu u pozerów muzyka jest towarem deficytowym.

A jednak ich image nie jest tu jedynie tandetną prowokacją, a tylko otoczką do firmowanej twórczości. Guitar Romantic to wyśmienity, energetyczny debiut. Powiew młodzieńczej świeżości, ożywcze zjawisko na niezależnej scenie. Czterech nieznanych młodzieńców zmieszało lekkość i przebojowość popu z intensywnością emocjonalną punku, wydając na świat dwudziestoośmiominutową porcję perfidnie zaraźliwego, z dnia na dzień bardziej uzależniającego gitarowego odjazdu. Malkontenci powiedzą, że nie ma tu nic odkrywczego, a inspiracje widać jak na dłoni. Jednak nawet ci nie zaprzeczą, że płytka kręci jak skurczybyk. Nokautuje prostotą, frywolnością. Niewielu jest chyba słuchaczy, którzy daliby radę oprzeć się jej urokowi.

W obecnym składzie muzycy pracowali nad materiałem dwa i pół roku, jednak część pomysłów mieli gotowych znacznie wcześniej (Adam Baby i Terry Six znają się już niemal sześć lat). Najwyraźniej nie był to okres stracony, bo brak tu słabszego motywu, a wszystkie są imponująco nośne, dopieszczone. Nie oznacza to jednak, że chłopaki spędzili setki godzin w studiu, dobierając z pietyzmem brzmienia gitar, czy zmieniając koncepcje przestrzennego rozmieszczenia tekstur. Przeciwnie, całość robi wrażenie niedbałego (produkcja), piwnicznego dzieła, zrobionego tylko dzięki własnemu talentowi, bez specjalnych fajerwerków technicznych. Założę się o wszystko, że prawdziwym żywiołem zespołu są koncerty. Wystarczy jedna iskra, a będące w ekstazie audytorium eksploduje z wrażenia. Choć oddając sprawiedliwość, sporo z tego gorączkowego wariactwa udało się chłopakom przenieść na taśmę. To zresztą ich główny atut.

Jako się rzekło, jedyny zarzut jaki można postawić przed zespołem to zuchwałe czerpanie z dorobku rocka. Aczkolwiek mnogość i dobór inspiracji, a także kreatywność songwriterska są na tyle przekonujące, że nie rozpatrywałbym tego w kategorii jakiegoś przytyku. Zresztą tekst w stylu "łajzy, zrzynacie z Bowiego i ze Stonesów" narażałby na śmieszność oskarżyciela, bo niby kto nie zrzyna? W tym świetle widać, że wszystko jest w normie.

A zatem Adam Baby z ferajną siłę melodii zawdzięczają głównie New Pornographers i wiecznie żywemu Davidowi Bowie. Można nawet powiedzieć, że "Hang On To Yourself" z Ziggy Stradust to właściwe, pierwsze źródło inspiracji zespołu. Punkowy charakter to ślady wpływu Sex Pistols, a za kapitalną linie pianina w "Boulevard Trash" brawa należą się Rolling Stones z Exile On Main Street. Z kolei żar i słodka niedbałość o produkcję przypomina Clinic z Internal Wrangler. Posłuchajcie choćby błyskotliwego, prowadzonego w szaleńczym tempie "Rumours In Town", napędzanego dzikimi bębnami. Kojarzy się bez kitu.

Kolejnym wartym analizy aspektem zjawiska Exploding Hearts są teksty. Infantylne, śmieszne, ale też trafne. Nie trzeba większych słów aby opowiedzieć historię nieudanego podrywu, czy przykrego rozstania. Nie są to gorzkie żale zakompleksionych cieniasów, tylko codzienne historie zakochanych w rock'n'rollu dwudziestolatków, którzy biegnąc przez życie pełnymi garściami próbują wszystkiego, ciesząc się nowymi podnietami, a szybko zapominając o niepowodzeniach ("And if it hurt / When you left / Girl you know / You only hurt yourself!" ze "Sleeping Aides & Razorblades"). W "Jailbird" słyszymy historię więźnia liczącego w celi lata, które pozostały mu do ponownego spotkania z ukochaną, zakończoną odgłosem wciąganego nosem narkotyku (zamknęli go właśnie za wciąganie kleju, i to on jest chyba tą ukochaną do której tak tęskni). Kolorytu dodają fragmenty, gdzie wyśpiewana przez Adama kwestia jest powtarzana przez ustawione w tle wokale tworzące sztuczne echo, od czasu do czasu płatające figle, zamiast tekstu powtarzając "yeah yeah", czy jak w "Sleeping Aides & Razorblades" na skargę "And it did hurt you told all my friends I'm a retard" odpowiadając płaczliwą zagrywką gitary. Małe rzeczy, a cieszą.

Całość zmiksowana jest, co z dumą podkreślają autorzy, bardzo głośno. Gitary wycinają zgrzytliwe sola, nieustannie atakując nasze uszy, a perkusja zapamiętale podkreśla start/stopy. Basu praktycznie nie słychać, co nie znaczy, że Matt Lock to słaba strona kwartetu. Po prostu para założycieli tak rześko napierdala w struny, że dostarczane jazgotliwe riffy w naturalny sposób przysłaniają niższe dźwięki. Jest w tym zabiegu pewien haczyk. Otóż dzięki niemu uwaga słuchacza nie rozprasza się na detale. Słyszymy brudny hałas, w pełni przyswajalny za sprawą melodyjności. Jest impreza, jest klimat, jest zabawa. Od pierwszego przesłuchania widać, że płytka nie ma drugiego dna, nie kryje tajemnicy. A jednak uzależnia, wciąga, z każdym przesłuchaniem bardziej kopiąc w dupę. Ich pasja porywa nas w świat nieskrępowanej rozterkami młodzieńczej balangi. Jak słyszymy w "I'm A Pretender": "Give me one chance baby / Let me shatter my heart". Dajcie im szansę, nie zawiodą was.


[Uwaga: Wczesnym rankiem 20 Lipca 2003 na trasie z San Francisco do Portland doszło do wypadku samochodowego, w którym zginęli trzej z czterech członków Exploding Hearts: Adam Baby, Matt Lock i Kid Killer. Jest jakaś niewysłowiona niesprawiedliwość, o ile takie słowa w ogóle wydają się być adekwatne, w podobnych wydarzeniach. Skład, któremu w krótkim czasie od wydania swojego wyczekanego debiutu udało się podbić serca fanów entuzjastycznego pop-punku, już nigdy nie zagra razem. Wstrząsająca wiadomość zastała nas katujących Guitar Romantic na pełnych obrotach, po kilkanaście razy dziennie. Pragniemy przekazać wszystkim osobom bliskim ofiarom tragedii swoje najszczersze wyrazy współczucia i niezmierzonego żalu.]

Jacek Kinowski    
2 sierpnia 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie