RECENZJE

Espers
Espers

2003, Locust Music 6.0

Formacja Espers kocha przyrodę i stara się wydobyć z niej tajemnicę. Załoga z Filadelfii podchodzi do tematu "natury" z nabożeństwem: wielbiąc lasy, czcząc łąki i błogosławiąc jeziora. Jednostronicowa, ale przygotowana z pietyzmem elegancka wkładka debiutu cieszy oko gustownym, kaligraficznym pismem z ozdobnymi krzaczastymi i liściastymi wzorcami (wszystko utrzymane w zielonej tonacji), oddając hołd ziemskiej florze. Muzycznie mamy do czynienia z ilustracjami do uwodzicielskiego baletu rusałek i leśnych stworków, chorałami driad, fletowymi pląsami faunów. Ale zamiast optymistycznej new-age'owej plumkaniny Espers starają się wydobyć "mistyczno-mityczny" aspekt natury i wykreować nastrój, który, poprzez ekstremalną, przerysowaną ezoteryczność, mógłby wręcz wzbudzić lęk. Pod wieloma względami ten self-titled przypomina senne spotkania z celtyckimi duchami na ostatnim albumie Jessiki Bailiff albo sporadyczne odwiedziny tybetańskich klasztorów w wykonaniu Low.

Jednak zaliczanie Espers do grupy wykonawców slo-core'owych stanowiłoby pewne nadużycie. Wymyślna bajkowa obudowa opiera się na klasycyzujących akustycznych wprawkach i tradycjonalistycznych melodiach, przywodząc na myśl termin etno-folk. "Flowery Noontide" oraz "Daughter" to, u podstaw, ukłon w stronę rycerskich ballad sprzed wieków, przepełniony jednocześnie aurą dobiegających z gąszczów kiści liści szamańskich zaklęć. By osiągnąć nietypowe efekty tercet sięga po garść różnorodnych zabawek: fujarki, dulcimer, harfę, po nowoczesne generatory pozwalające zagęścić tło i odwrócić uwagę od konkretu. Ta szeroka gama środków zostaje najpełniej wykorzystana w śmiałym, epickim closerze "Travel Mountains" – może niezbyt przystępnej, ale niezwykle frapującej przygodzie z dźwiękiem i strukturą kompozycji, przypominającej pokręcone soniczne modulacje uprawiane przez Animal Collective. Wyładowania elektryczne lepią się z abstrakcyjnymi plamami sprawiającymi wrażenie rozlazłych jęków dobywających się z zaklętego stawu. W tej masie złożonej ze strzępków utworów i przeciągłych pejzaży, brzmiącej jednak spójnie, próżno szukać wyrazistej formy, co z pewnością przyciągnie antypopowych kontestatorów i tropicieli eksperymentów.

Takiej odwagi starczyło tylko na koniec. "Meadow" to repetycja kilku średnio wyszukanych wzorków, choć złowrogo drgające tło smyczkowe odpowiednio zapewnia atmosferę z dziewiętnastowiecznej powieści gotyckiej rodem. Niestety, jak udowadnia następny w kolejności "Riding", powtarzanie patentu kompozycyjnego polegającego na duetach wokalnych niczym z chórów muzyki dawnej i jednym "barokowym" obiegu akustyka gęsto przykrytym ciężkimi reverbami lub kwilącymi skrzypcami to najlepszy sposób na popadnięcie w monotonię. Dlatego niespodziewane oddalenie, free-folkowa wyprawa drugiej części "Hearts & Daggers" działa jak ucieczka z dusznych piwnic starego zakonu na świeże powietrze, do lasku nieopodal, i przechadzka bosymi stopami po miękkim mchu. Euforyczne improwizacje satyrów z fletami i odsyłający do "Lark's Tongues" szaleńczy świergot ptactwa wlewa w nazbyt statyczne i chyba nieco przesadnie mistyczne obrazy trochę życia. Kolejne urozmaicenie to "Voices", próba zobrazowania schizofrenicznego umysłu w konwencji etno, zakończona co najwyżej drobną schizką, ale mimo wszystko ciekawa. Pośród wydłużonych sprzężeń i wyzgrzytów całkiem mile widziany jest również przerywnik w postaci harfowo-fletowej kołysanki "Byss & Abyss".

Zachowując obiektywizm trudno cokolwiek Espers zarzucić. Niełatwa koncepcja połączenia folku z muzyką średniowieczną z psychodelią realizowana jest starannie, z ogromną dbałością o szczegóły zwłaszcza w sferze produkcyjno-aranżacyjnej. Mimo to, ten w sumie niedługi krążek potrafi zanudzić powtarzaniem tych samych melodii i chwilami zbyt "jaskrawym" klimatem. Egzaltacja nie pozwala poddać się nastrojowi i popłynąć z Espers w śnie, a przeciętne kompozycje w pełni doznawać przy wyostrzonych zmysłach. W efekcie zamiast czegoś wyjątkowego, mamy bardzo solidną pozycję.

Michał Zagroba    
14 sierpnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie