RECENZJE

Emperor X
Central Hug/Friendarmy/Fractaldunes (And The Dreams That Resulted)

2005, Discos Mariscos 6.2

Wow, Emperor X to jeden koleś. Chad Matheny. Zaskakujące, gdy weźmie się pod uwagę kreatywność odwrócenia do góry nogami trzeciego już krążka (pierwszy jest self-released) sygnowanego tą nazwą. Wyalienowane i sięgające gdzieś tam hen do post-punku Miracle Chosuke i Single Frame uszlachetnione są tu awangardą podchodzą momentami pod rytuały Animal Collective czy też przestrzenne pasaże z puszczy Yume Bitsu. Acha i wpada też falsecik około-Coyne’owski oraz popowe szuru-buru. Wobec zajścia tych faktów nazwanie tworu Central Hug/Friend Army/Fractaldunes (And The Dreams That Resulted dziwi nieco mniej.

Ale właśnie, co tam w głowie tego Matheny'ego siedzi? Zdiagnozujmy. Na pewno sporo choroby, powiedzmy wirusowego miksu schizofrenii z nadpobudliwością. Czyli na muzyka materiał przedni, no przecież. Tym bardziej, że w makówce jankesa uchowała się komórka, z której płynie całkiem niezgorszy song-writing. Yup, chwilami wręcz killerski, jak w przypadku openera, którego wyśmienicie złożoną melodię koleś nagle, całkiem od parady, mieli i wrzuca w wir rytmicznych krzyków. Brzmi to jak wyjście duszy z ciała, mniej więcej. Jeszcze ciekawszy jest utwór zamykający album, "Coast To Coast" – dym ciepłej psychodelii (post-punkowe Circulatory System?) ze stopniowo nabierającym konkretu, mamroczącym bezsłowia wokalem, prowadzi wprost do mini-raju.

Pomimo iż płycie brakuje spójności, a przypadek dolegliwości Chada nie jest na podwórku precedensem, szacun dla niego i dla jego familii za jeden z najciekawszych eksperymentów zeszłego roku. Na koniec kolejna ciekawostka: ten koleś jest (był?) nauczycielem "science'u" w Jacksonville na Florydzie. Rano czyta listę obecności i wstawia gnojom pały za brak pracy domowej, a wieczorem eksploruje inne światy, nieźle.

Jędrzej Michalak    
14 lutego 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie