RECENZJE

Emade
Album Producencki

2003, Asfalt 5.1

Entuzjaści talentów rozrastającej się grupy ambitnych niezal-około-hip-hopowych eksperymentatorów zrzeszonych w kręgach bliskich sercu Fisza po raz kolejny mają powody do radości. Debiutancki album Emadego, który po znakomitym F3 poszedł za ciosem stawiając czoła wypowiadanym ostatnio pod jego adresem pochlebstwom, jest bowiem ich kolejnym zwycięstwem. Nie spektakularnym tryumfem porównywalnym ze wspomnianą kolaboracją, ale z pewnością produkcją potwierdzającą jego potencjał i wyjątkowość. Wyjątkowość, która sprawia, że dziś stylu Mada, wypracowywanego także w trakcie produkcji albumów starszego brata, trudno pomylić z kimkolwiek na krajowym podwórku.

Na Albumie Producenckim kontynuuje on śmielej podjęte już na F3 microhouse'owe poszukiwania, których nie ma sensu na siłę kojarzyć stricte z hip-hopem. Podkłady edytowane w dużej części w oparciu o brzmienia żywych instrumentów, nie zawsze stroniące od mechanicznego, jednostajnego bitu (jest nawet taki jeden "daft punkowy" w "Trzecim Stopniu Wtajemniczenia"), chętniej jednak uciekają w stronę charakterystycznego dryfu, który leniwą atmosferą wskrzesza ducha kultowego (przynajmniej dla Jelinka) Around The House Herberta, czy metafizycznych rozważań Gas. I właśnie owa kompilacja subtelnej, "nowej" elektroniki z wnoszącym szlachetność "starym" jazzem jest pewnym wyróżnikiem owego stylu autora.

Wracając jeszcze do niezwykle istotnych tu zagrywek żywych instrumentów, należy zaznaczyć, że wygrywane na nich motywy mają zazwyczaj formę luźnych, jamowych improwizacji (często loopowanych), które wplatane pomiędzy pasaże syntezatorów wraz z urozmaicającymi fakturę klikami nadają całości kolorytu. I choć tematycznie utwory zawarte na Albumie Producenckim oscylują wokół melancholii, niespełnienia i rozmaitych, acz stonowanych frustracji, to osobisty charakter i nie nachalny, dyskretny (czyli inteligentny) sposób ich ujęcia wpływa kojąco na samopoczucie odbiorcy. Element ten ratuje także słabsze kompozycje, jak "Tylko Tobie" z Fiszem, czy "Jesteś Tylko" z Izą Kowalewską, które choć klimatyczne i lekko hipnotyzujące (zauważcie, że taka bywa też nuda), to jednak formalnie są dość wtórne, i bezbarwne.

Niestety nie zawsze za muzyką nadążają goście, czy może ładniej będzie: poziom reprezentowany przez ich teksty. W tym miejscu muszę podzielić się z wami moją konfuzją. Co do kurwy nędzy robi tu nasz milusiński grafoman i populista, (mimowolnie i bezwiednie, ale jednak) wielbiony przez miliony (wpcn) "Papież Polskiego Hip-Hopu", Sokół?! Gdyby nie pajacowanie tej tragikomicznej postaci, "Dam Ci Przeżyć" z kapitalnym, zapętlonym samplem kobiecego zaśpiewu (jawny uśmiech w stronę trip-hopu) byłby moim numerem jeden w zestawie. A tak, zaznaję niesmaku obcowania z najzwyklejszą profanacją – prześliczny bit szpeci prymitywna rapowanka kolesia, który mimo wielkiego serca i zapału zdaje się być pozbawiony krztyny wyczucia i przemawiającej do mnie wrażliwości.

Drugi fragment budzący zakłopotanie to remix "Żebra Adama" Włodiego. Może cytacik:

"Różne fałsze kobietom są wpajane / Na przykład by do zdobycia celu użyły dupy jako fortelu / By na portfelu położyć piękne łapy błędne koła mają dalsze etapy / Dzieciak przekonany, że wszystkie to szmaty / Usłyszał to od taty, jego tata od taty / Bzdury – nie wszystkie kobiety to rury".

To jest właśnie prymitywne, odpychająco banalne, bez klasy, żałosne i gówno warte. Jak mówiłem muzyka jest przeciwieństwem, czyli jedno nie pasuje mi do drugiego. Konstrukcja na zasadzie kontrastu? Nie, do chuja, to nie było niestety pomyślane jako żart. To miało być śmiertelnie poważne. Wpierw nieznośna maniera Sokoła, a potem Włodi z tonem oświecającego ciemnotę mędrca, który "wie co to miłość i może o niej rapować". No wybaczcie, ale nie łapię tego, nie przyswajam. Czy Emade sugeruje, że emocjonalność zawarta w tych wersach jest mu bliska? A może zwyczajnie chce pokazać, że tuzy warszawskiej sceny to jego dobre ziomki? W każdym razie traci na tym muzyka, bo ogólne wrażenie jakie wynosi słuchacz po przesłuchaniu krążka leci na łeb. Mimo wszystko na pewno warto znać.

Jacek Kinowski    
27 lutego 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie