RECENZJE

Elvis Costello
When I Was Cruel

2002, Island 6.8

Stary, ale jary. Costello wcale nie wygląda na zmęczonego, czy znudzonego funkcjonowaniem na rynku. Zresztą, rynku. Co tam rynek, jemu się te płyty chce trzaskać! Inna sprawa, że naprawdę ma wciąż sporo do powiedzenia. Choć napisał setki utworów, te nowe nie są gorsze od poprzednich. Ok, nie mówię, że na When I Was Cruel znajdziemy kolejne standardy, takie, jak "Alison", "This Year's Girl", czy "Pump It Up". (A propos: zauważcie, że pod "Alison" można podstawić kogo się chce, haha.) Ale obecnie sytuacja Elvisa jest inna niż wtedy, kiedy debiutował. W czasach natłoku średnich wykonawców, on pokazuje, że nadal jest w stanie eksperymentować, intrygować. Pozostając sobą.

Do nagrania When I Was Cruel Declan McManus zaprosił dwie trzecie swych słynnych pomocników, The Attractions. Na klawiszach pyka więc Steve Nieve, na bębnach Pete Thomas. Za to bas obsługuje tu niejaki Davey Faragher. Stąd porównania do klasycznych płyt zrealizowanych razem z The Attractions są ryzykowne. Inna sprawa, że When I Was Cruel najbliżej jest stylistycznie do Blood And Chocolate, klasycznego albumu z roku 1986. Ostre, gitarowe numery przeplatane sprytnymi balladami, z przewagą tych pierwszych. Różni te krążki dobór środków wyrazu: tegoroczne dziełko uwydatnia, że Costello sprawnie porusza się w terenach loopów, sampli i trip-hopowych efektów. Smaczki decydują o obliczu tej płyty. Jednak po kolei.

When I Was Cruel rusza wraz z "45", kawałkiem zdecydowanie "do przodu", obfitującym w przejścia dynamiki. "Spooky Girlfriend" zaaranżowano całkiem interesująco: na przedzie drumy, chodzący basik obok, a głos prowadzący wspomagany przez chórki i dęciaki. Interludium jest całkiem bristolskie, co by nie powiedzieć o tym określeniu. Jednak przy "Tear Off Your Own Head" sprawy przestają być "śmieszne", "fajne", czy "ok". Costello wycina jeden ze swoich najlepiej skonstruowanych rocków, z tajemniczą barwą (chyba keyboard) między wersami i dobrze wpasowanym, zwięzłym refrenem. To E.C. (nie mylić z Claptonem), który porywa, w formie jak z najlepszych lat.

Siedmiominutowy "When I Was Cruel No. 2" sygnalizuje, że Elvis będzie się z nami bawił na tej płytce. Utwór zbudowany jest na wolnym, egzotycznym samplu rytmicznym, z urywanym wycinkiem damskiego głosu. Na to nasz bohater nakłada sobie kolejne kolory, niczym na czarno-biały szkic, a do tego prowadzi kreatywną melodię, często z pięknymi zawijasami. Gitara i pianino sprawiają, że mamy ładną, smutnawą balladę, ale ten sample, to jest pomysł! Tak może wyglądałby dziś Sting, gdyby przestał zgrywać gwiazdora i wziął się do roboty. (Notabene: takie Brand New Day oczywiście nie umywa się do When I Was Cruel, ależ skąd.)

"Soul For Hire" na pierwszy plan wysuwa wokal, ciągle pełen wielkich możliwości, ale pod koniec znów jest eksperymentowanie. Potem robi się nieco ostrzej: "Dissolve" jęczy brudnymi gitarami i łączy je z pasażami harmonijki ustnej, właściwie na jednym chwycie. Dubowe echa w "Alibi" są wbrew pozorom przyjazne uchu, bo i sam motyw się podoba. A przed nami jeszcze "Daddy Can I Turn This?", znakomite rockowanie, które znalazłoby się na samym szczycie Binaural Pearl Jam (o co nietrudno, ale zwracam uwagę na fakt). Dylanowski flow, z jakiego pan McManus jest znany, otrzymujemy w "Episode Of Blonde". Wreszcie na zamknięcie "Radio Silence", rzecz maksymalnie poszukująca (soundu) z próbkami gitar, paletą aranżacyjną i wcale nieoczywistym śpiewem.

I tyle. Costello wydał nową płytę. Udowodnił, że zasadnie. Wiadomo, że zwykle w pewnym wieku należy już przestać, by nie psuć legendy, nie kompromitować się. Dla tego okularnika są to jednak problemy odległe. Wspaniała, jak zwykle (co zresztą zawsze było połową jego wartości) forma pisarska, prosi nas, by przysiąść i w spokoju, z tekstami w ręku, ocenić to, co nam serwuje Costello. Wiem, ja też bym wolał po raz enty zarzucić My Aim Is True, ale dzisiaj jest dzisiaj. I dzisiaj When I Was Cruel robi solidne, pozytywne wrażenie, nawet z przebłyskami czegoś świeżego, a jutro, kto wie?

Borys Dejnarowicz    
27 czerwca 2002
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra