RECENZJE

Eluvium
Similes

2010, Temporary Residence 5.9

MZ: Znienacka Eluvium mrucząco śpiewa, niedźwiedzie zaczynają wychodzić ze swoich gwar. To jest niewątpliwie sympatyczne, podobnie jak występ wokalny Fennesza na Venice. Ale poszerzenie spektrum o odgłosy paszczą, jednocześnie pociąga za sobą uproszczenie tych jego ambientowych pejzaży, które brzmią teraz ładnie i smutno, ale nieco trywialnie i chwilami więcej mają wspólnego z lap-folkiem niż z Timem Heckerem. Na jednym biegunie mamy "The Motion Makes Me Last", brzmiące jak egzystencjalny pochód alt-country wytyczony w elektronicznym plenerze, na drugim intrygujący kolaż "Cease To Know", a najpełniej charakter Similes oddaje rzewny temat "Leaves Eclipse In The Night" z poetyckim, kojącym barytonem Coopera.

KFB: Faktycznie, nowa płyta Matthew Coopera przynosi na pierwszy rzut ucha sporo zaskoczeń. Wiążą się one przede wszystkim z pojawieniem się wokali, co z kolei sprawia, że niektóre utwory w jakimś stopniu zyskują na chwytliwości, tak jak "The Motion Makes Me Last", wybrane zresztą na pierwszy singiel. Ta piosenka to w ogóle chyba najlepszy utwór w całym zestawie, a wokale sprawiają, że skojarzenia wędrują w stronę jakiegoś Petera Brodericka, powiedzmy. Jest ciepło, delikatnie, a partie wokalne bezbłędnie wpisują się w ten nastrój. Z kolei opener, "Leaves Eclipse In The Night", to kawałek przy którym aż chciałoby się usnąć i nie chodzi mi w tym momencie o to, że dlatego, bo muzycznie nuży – nie, po prostu Cooperowi udaje się tam stworzyć wybitnie senno-melancholijny klimat. Tym większy jest mój zawód, że ten intrygujący początek płyty nie doczekał się rozwinięcia w kolejnych utworach, które poza chwilami ambientową atmosferką i oszczędnym aranżem nie oferują nic więcej, a to trochę za mało, aby Similes uznać za coś więcej niż tylko solidny album. Jako muzyczne tło do sytuacji po ciężkim dniu w pracy/na uczelni te piosenki sprawdzają się zaskakująco dobrze, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czegoś tu brakuje.

MHJ: Nawarstwione płachty ambientu, poplamione to tykającą perkusją (fokus: " Leaves Eclipse the Light"), to plumkaniem klawiszy, to, kwestią dotąd nieporuszaną – śpiewem samego Coopera. Akwarelowo się poczynia i transparentnie. Są co prawda elektroniczne "zwiastuny", żwawiej przebierające stópkami, ale jak się okazuje poniewczasie, też zostały potraktowane efektem niebiańskiej poświaty. Artwork, nie po raz pierwszy użyczany przez Jeannie Lynn Paske, jawi się szczawikiem w organicznej zawiesinie. Imputuje niezborne, dziewicze przestrzenie, od czasu do czasu naznaczane nibynóżką, albo szczątkowym kopytkiem. Udatnie spasowywuje się z dźwiękową horyzontalnością, serwowaną przez osiem ramion Mathew Coopera.

FK: Kiedy Rjd2 zaczął śpiewać to było bardzo smutne. W przypadku Eluvium nie ma tak wielkiego znaczenia, bo na początku trudno w ogóle zauważyć jego post-new-romantikowy głos, który – sądzę – służyć ma odwróceniu uwagi od drobnej niemocy. Nie ma potrzeby, bo wielokrotnie się przy Similes wyłączałem się i tak, bo i tak nudne. Myślałem chwilę, że w "Making Up Dreams" głos się tak psychodelicznie zakrzywia interwałami, po czym wyszło na jaw, że to od wielokrotnego ziewania, więc poszedłem spać, czym – sądzę – spełniłem jeden z postulatów tej muzyki.

Magda Janicka     Kacper Bartosiak     Michał Zagroba     Filip Kekusz    
8 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie