RECENZJE

Elk City
Hold Tight The Ropes

2002, Warm 6.8

No i oto jest kolejna fajna płytka. Zdaje się, że byliśmy (a właściwie jeszcze jesteśmy) świadkami dobrego roku dla muzyki. Nie wystąpił wyjątkowy urodzaj, ale i susza naszym domostwom nie zagroziła. Oto kolejny dowód: Elk City. Amerykańskie trio wydało solidny, momentami ciekawy album, który – choć średnio oryginalny – jest świeży i przyjemny.

W skład zespołu Elk City wchodzi dwóch panów (nazwisk nie będę wymieniał, wystarczy, że będziecie kojarzyć sam zespół) zajmujących się perkusją, organkami, harmonijką, wokalami i gitarami oraz jedna pani – jej zadania to bas oraz wokale. Zestaw nie jest więc ubogi, ludzie uzdolnieni, a przede wszystkim – pomysłowi, bez problemu potrafiliby za pomocą powyższych składników coś miłego nagrać. Muzycy Elk City bez wątpienia legitymują się talentami: są dobrymi songwriterami, umieją świetnie sprzedać swoje pomysły, nawet, jeśli nie są one porywające.

Piosenki z Hold Tight The Ropes nie są niczym więcej niż folk-rockiem, często ocierającym się o pop. O pop dobry, na tyle wymagający, by nie przebojowy: muzyka zespołu taka nigdy nie będzie. Jest lekka, jest melodyjna, jest przejrzysta, ale wyciąga od przeciętnego radiowego słuchacza zbyt dużo, nie wpada od razu w ucho i nie ma zrozumiałych dla angielskich pierwszoklasistów tekstów. Wniosek? Płyta ta nadaje się na przykład dla ludzi słuchających na co dzień alternatywy, którzy czasem chcą się oderwać od zawiłości koncept-albumów, lub stukań elektroniki i pragną pomarzyć o komercyjnym radiu z dobrą muzyką.

Najoryginalniejszym punktem zespołu jest wokal Renee LoBue (no niech będzie, jedno nazwisko podam). Pani Renee śpiewa głosem dojrzałym (na taką zresztą na okładce płyty wygląda), wpasowanym w stylistykę kapeli. Nie jesteśmy wzywani do buntu, czy też do rozpaczy, właściwie LoBue nic od nas nie chce. Spokojnie i bez skrajnych emocji wykłada nam, co jej leży na sercu, a z czego się cieszy, i tyle. Czy zawsze chcemy czegoś więcej? Nie, choćby w środkach komunikacji miejskiej wystarczy nam sama ładnie śpiewana melodia, nic więcej (zresztą hałas zazwyczaj nie pozwala na jakieś urozmaicenia).

Oczywiście są i zrywy, natężenia poziomu decybeli, ale za każdym razem w swoim umiarkowaniu nie przekraczają one pewnej granicy. To znaczy spokojnie możecie sprezentować ten album rodzicom lubiącym rocka (czy raczej tego, co oni mają w zwyczaju nim zwać), nie obwołają was mianem "łobuza" czy też "wariata". Zbliżają się święta, Elk City możecie wrzucać pod choinkę bez obaw, szykując się na raczej pewny pozytywny odbiór. Hm, no tak, tylko zapomniałem, że Hold Tight The Ropes się w Polsce nie ukazał. W takim razie trudno, musicie wykpić się składanką Cohena albo, hehe, "największym wydarzeniem muzycznym 2002 roku" – Upojeniem Anny Marii Jopek i Pata Metheny'ego. Pech.

Jędrzej Michalak    
4 grudnia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie