RECENZJE

Eleanor Friedberger
Last Summer

2011, Merge 5.9

Przyznawać się – kiedy ostatnio słuchaliście czegoś Fiery Furnaces? To w ogóle jest ciekawa sprawa, bo na początku swojej działalności ten duet jawił się przecież jako powiew świeżego powietrza na skostniałych terytoriach księstw przyległych współczesnego indie-światka. Słodzili im wówczas praktycznie wszyscy, nawet tu na Porcys, ale z każdą kolejną płytą rodzeństwo Friedbergerów przechodziło przyśpieszony kurs zbierania cięgów i coraz boleśniej mijało się z ewoluującymi zainteresowaniami większości dotychczasowych słuchaczy. Definitywnie straciliśmy z nimi kontakt w okolicach 2007 i chyba nie była to jakaś wielka strata, dlatego tym większe wrażenie na tym tle robi niewątpliwie zadowalająca jakość Last Summer, debiutanckiego albumu Eleanor.

Bo trzeba wam wiedzieć, że po latach wspólnych nagrywek rodzeństwo postanowiło poświęcić obecny rok na realizowanie swoich wizji w pojedynkę. Matthew ambitnie planuje wydanie ośmiu solowych albumów w krótkich odstępach czasu (z Bogiem, ziom), natomiast jego siostra nagrała intrygujący koncept album o lecie w Nowym Jorku. Piosenki na Last Summer poza pewnym kluczem geograficznym łączy jeszcze jedno – niespotykana solidność i brak skuch. Z tego obrazu zdecydowanie in plus wyróżnia się "Roosevelt Island", z napędzającym kompozycję porywającym basem, który trochę ewokuje wyobrażenie o St. Vincent inspirującej się Księciem (w przeciwieństwie do większości piosenek z jej ostatniego albumu). Taki groove nie gości tu zbyt często, ale przyjemny klimat reszty materiału w jakimś stopniu to rekompensuje. Najlepiej, gdy dochodzi do tego tak interesujący storytelling, wsparty aranżem spod znaku Twilight Singers z okolic drugiej płyty, jak w "Owl’s Head Park", ale i bez tego jest zupełnie w porządku.

Konkluzje jakie nasuwają się po seansach z debiutem Eleonor Friedberger nie mogą nie być pozytywne – okazuje się bowiem, że nawet ci, na których zdążyłem już dawno postawić krzyżyk potrafią czasem zaskoczyć czymś z wszech miar pozytywnym. Z racji tego, że muzyczne lato 2011 nie obfituje w zbyt wiele atrakcji, warto dać tym zgrabnie skrojonym kawałkom z Last Summer parę okazji do tego, by wybrzmiały w waszych głośnikach – zwłaszcza duszną, wieczorową porą.

Kacper Bartosiak    
18 sierpnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie