RECENZJE

Elbow
Cast Of Thousands

2003, V2 6.3

Trudno o mniej skomplikowane zadanie, niż streszczenie charakteru brzmienia Elbow. Temat zamyka zdanie o wpisaniu się zespołu w najbardziej rozchwytywane, senne trendy z Wysp. Niewiele umniejszy lakoniczność stwierdzenia porównanie piątki z Bury do Doves (przede wszystkim) oraz Coldplay (w nieco słabszym stopniu). Oczekujący na wywołanie z lasu nazw mniej znanych zawiodą się: nie znajduję w głowie konkretniejszych inspiracji kapeli od wymienionych bożyszczy angielskiego rynku. Co nie oznacza, że chłopaki skaczą na kaskę.

Wydany dwa lata temu debiut Asleep In The Back nie przynosi Elbow ni chwały, ni wstydu. Podobnie jest teraz, z dostrzegalnym minusem, bo Cast Of Thousands zakrawa na album rzadszy w materii tego, co dobre, wzbudzający ociupinkę mniej emocji (brak tu natchnienia tracków pokroju "Any Day Now" czy też "Newborn", nie mylić broń boże z "New Born"). Poza tym zmian nie nastąpiło zbyt wiele. Głównie rozchodzi się tu o dominującą obecnie jeszcze wyraźniej aurę rozprężenia. Rozprężenia wycelowanego nie tylko w rzesze lubujących się na zabój w sztampowo brytyjskim graniu. Zadowolenie tych chyba nieprzebranych mas ludzkich nie jest bowiem oszałamiająco uciążliwe w osiąganiu. Zarówno aspiracje, jak i pomysłowość Elbow sięgają wyżej, stąd obie ich płyty nie są bez szans również na terytoriach nie podlegających mackom szmatławców. Przejdźmy do konkretów.

Miarodajną próbką krążka jest "Fallen Angel", nad którego produkcją patronat przejmują Doves, roztaczając opiekę właściwie nad każdą sekundą utworu. Dzięki temu, wśród puszystych dźwięków Elbow można się leniwie rozłożyć, dajmy na to, jak w hamaku rozpiętym pomiędzy sosnami. Chwytliwy refren odwraca wszelką uwagę od wpływów, oto potęga trafionego hooku. Tylko bowiem za jego sprawą widoczne gołym okiem zrzynki tracą na znaczeniu aż tak, że kawałek zadawala. Tym właśnie sposobem Cast Of Thousands broni się najczęściej.

Krążek jak już wspomniałem skrojono według popularnych, post-brit-popowych szablonów. Do miana ewenementu urasta każdy moment odważniejszego wykroczenia poza nakreślone kontury. Spotykamy takowe na przykład w "Snooks (Progress Report)", gdzie strumień (strumyczek?) lightowej kompozycji rozbija się niespodziewanie na wysokości 1:13 o zrzucone w odstępach pątnicze wrzaski, logicznie sprzężone ze sprzężeniami elektryka. Powiew Xiu Xiu? Niezbyt, za mało tu depresji, a zbyt dużo zdrowego rozsądku. Zwłaszcza, że motyw każdorazowo zderza się z odwetem luzu pod postacią zagrywki akustyka i sylabizującego Guy'a Garvey'a. Tego typu zabiegów na debiucie nie było. Podobnie jak nie zastosowano na nim smyków czy chórów, podpór Calexicowego "Fugative Motel". Szczerze mówiąc nie mam pomysłu jak Elbow zwiali w tym utworze przed patosem (nie przysłużyłby się on najlepiej). Być może przyczynił się tu Garvey, dekoncentrujący swoim zagadkowym głosem. Niby przykłada się, ale niedbały efekt przedstawia się jakby koleś śpiewał przez sen po dopiero co przeprowadzonej operacji płuc. Przy gorszym nastroju to drażni, nie powiem.

Znacie zapewne to badziewne uczucie po zjedzeniu trzech kawałków tortu za dużo. Nękające wówczas przesłodzenie z powodzeniem odnieść można do jedynego mankamentu albumu – ballady "Swithing Off". Miło, że chłopaki znają Maquiladorę (senną osnowę utworu żywcem wzięto z Ritual Of Hearts). Ale. Wzruszenie, melancholia, Weltschmerz, silnie akcentowane uduchowienie – to wszystko prezentowane hurtem nie jest moją drużyną. Chwila poświęcona na przeczekanie smęcenia opłaca się. Kolejne piosenki orzeźwiają, najpierw za sprawą dryfu przestrzennego "Not A Job". Pozytywne przejawy umacnia dostojny "I've Got Your Number", w który znów wrzucono kilka agresywnych szarpnięć. Nie przeszkadza to całemu utworowi w kreowaniu wizji chill-outu poobiedniej siesty. Słowa te odnoszą się zresztą do całego Cast Of Thousands. I choć Elbow kroczy naprzód nie tworząc płyt świetnych, to jednak są to pozycje całkiem solidne. A że na rozgłos sto razy bardziej zasługują choćby Clearlake? Kto widział ostatnio Manchester United versus FC Porto nie łudzi się już zabobonami o istnieniu czegoś takiego jak sprawiedliwość.

Jędrzej Michalak    
21 marca 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja