RECENZJE

Elbow
Asleep In The Back

2001, V2 6.5

Recenzent powinien mieć pomysły na recenzje. Inaczej popada w rutynę, zaczyna zwyczajnie nudzić. Tak, każda recenzja z oddzielnym pomysłem na jej napisanie. Tak właśnie powinno być. Aha. Właśnie tak. Cholera, nie mam pomysłu na recenzję Asleep In The Back Elbow. No nie mam. Nie będę tego ukrywał. Zupełnie nic mi nie przychodzi do głowy. Ale nie w sensie, że nie potrafię opisać muzyki, czy coś. Płyta jest całkiem przyjemna. I chyba nie ma nic trudnego w opisaniu tych dźwięków. Chodzi o to, że nie mam pomysłu. Więc zrobię recenzję o braku pomysłu na recenzję. Podobnie do tego, co niegdyś Nosowska zrobiła w "Teksańskim". Proszę bardzo.

Brzmienie. Po prostu je opiszę. Suche słowa. Nie czuję dziś weny. No dobrze. Ballady. W przeważającej większości są to ballady. Ciekawie zaaranżowane. Bo obok akustycznej gitary, sekcji i głosu kolesia, który podpisał się Guy, pojawiają się też jakieś skrzypce, jakieś pianino i saksofon. A więc warstwa brzmieniowa – jest spoko. Tak. Ale oni jakoś robią z tych ballad transowe kawałki. Weźmy takie "Little Beast". Porypana ballada, nie? Tajemniczy utwór raczej. Ale jednak ballada. W ogóle Elbow tak balansuje między zwykłymi, spokojnymi piosenkami ("Red", "Powder Blue"), a czymś odrobinę bardziej skomplikowanym (otwierający całość "Any Day Now" to w ogóle jakaś mroczna "niby-mantra", podobnie jak "Bitten By The Tailfly"). Dobra, starczy.

Melodie poszczególnych kawałków. Jest naprawdę dobrze. Proste, a jednak nie banalne. Moja ulubiona to ta z "Don't Mix Your Drinks". Nocna ballada, niby nic wielkiego, ale jednak wokalista wznosi się tu na wyżyny. No i ta gitara w środku. Szkoda tylko, że tak krotko trwa. Poza tym interesująco się robi w "Little Beast", "Presuming Ed (Rest Easy)" (momentami) i "Scattered Blach And Whites". Zwykle są to senne klimaty, w których raz na jakiś czas mamy do czynienia z ostrzejszym wejściem. Po chwili wszystko wraca do normy – nastrój, który dla jednych może być przegięciem w stronę flegmy, choć może inni coś w tym odkryją.

Porównania. No, kolesie chcą bardzo być Coldplayem. O tak, bardzo chcą. Być może dowiedzieli się, ile kasy przyniosło Parachutes. A może po prostu lubią tak grać. Dość, że momentami słychać to aż nadto. Na przykład "Powder Blue". Coldplay jak z kuriera wycięty! Ale też coś z rocka progresywnego. Słychać sporo klimatów floydowych na tej płycie. Melodia refrenu w "Any Day Now" to wolniej zaśpiewane "I know what I like" z pieśni pod tym samym tytułem (Genesis oczywiście). Lata siedemdziesiąte to właśnie nudziarskie rozwijanie tych samych motywów, jak w "Newborn". Ogólnie można dopisać Elbow do ambitniejszych brytyjskich zespołów gitarowych, które kombinują na drodze melancholii i spokoju. Tylko częste porównania z Radiohead – nie za bardzo to rozumiem.

Podsumowanie. Asleep In The Back to rzecz miła, nie przeszkadza mi. Z całą pewnością nie zaśmieca rynku. Oczywiście, nie jest to żadne zjawisko, ale jak na debiut to naprawdę coś porządnego. Życzę im jak najlepiej. Może jeszcze o nich usłyszymy. Uff, skończyłem.

Borys Dejnarowicz    
11 grudnia 2001
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy