RECENZJE

El-P
I'll Sleep When You're Dead

2007, Def Jux 6.7

Ambicją El-P jest zniszczenie świata za pomocą muzyki, ale – dziwnym trafem – w ogóle mu się to nie udaje, choć próbuje od kilku lat. W 2002 roku może i był tego bliski, no ale nie wyszło. Teraz lekko wstrząsa konstrukcją cywilizacji, ale zarejestrują to co najwyżej najczulsze sejsmografy. Natomiast nie odpuszcza, a determinacja z jaką rapuje momentami wręcz boli.

Jeśli za punkt odniesienia weźmiemy Fantastic Damage (High Water to nie było w pełni jego dzieło, więc się nie liczy), to podkłady są jeszcze bardziej zagęszczone. Więcej – są tak straszliwie naładowane dźwiękami, że momentami wylewają się z ramek wyznaczonych przez bity i kapią tłustą mazią na ulicę i to nie jest estetyczne. Więcej nie znaczy lepiej, toteż momentami miałem wrażenie przedobrzenia. Zwłaszcza, że – i tak niezbyt oszczędne – podkłady Fantastic Damage konstruowane były według rozmaitych recept, a tutaj przepis wydaje się jeden: dużo sampli gitary i zgrzytów, odrobinę plam elektronicznych i czasem jakieś trąbki. I chociaż układane jest to w najrozmaitsze konstelacje, gdzieś w drugiej połowie słuchanego ciurkiem albumu łapałem drobne zawieszki. A dodajmy do tego jeszcze oryginalny biały flow rapera, który brzmi jakby na karku miał piąty krzyżyk i czasem również ma problemy z tym, żeby upchnąć treść w strukturę utworów.

Natomiast na plus zaliczamy klimat od początku do końca trzymający w napięciu. El Producto jedzie na adrenalinie równe 65 minut i nie zwalnia na wirażach. Bardzo rzadko wrzuca luz. Atmosfera totalnego wkurwa połączonego z jakimś wyczerpującym cynizmem unosi się nad całym albumem. "Is my mommy in heaven? / Well, she's definitely not here" to mój prywatny klasyk, definiujący też odrobinę charakter zawartych tutaj tekstów. Zero lasek, zero kasy. Broń, demolka i wszechobecny smród rozkładu. Największą bombę stanowi oczywiście dwuminutowy monolog "Dear Sirs", w którym El-P kontestuje... Eee... W skrócie - wszystko kontestuje.

Ale mimo przeładowania brzmieniowego I’ll Sleep When You’re Dead trzyma nieustannie mocny poziom. Nawet kolesie z Mars Volta całkiem naturalnie odnajdują się w otwieraczu płyty (nadając mu charakter mglistego space-hip-hopu, czego to ludzie nie wymyślą). Kurde, nawet Trent Reznor wpasowuje się ze swoim napuszonym refrenem i gdyby nie charakterystyczne dla niego syntetyczne pianinko u schyłku, to "Flyeontology" byłoby bardzo porządnym trackiem. A kiedy gość reprezentuje sobą wysoki poziom to powstają wspaniałości, wśród których zwrócę Waszą uwagę na numerek siódmy – "Run The Numbers" – w którym naszą gwiazdę wspiera nie mniej charakterystyczny Aesop Rock, co skutkuje efekciarskim przeuroczym refrenem.

El-P to jest gość i musimy to zaakceptować. I nawet nie o to chodzi, że jak zanegujemy ten prosty fakt to przyjdzie do nas z kijem ("I'm tired of sitting here pretending im not fucking dangerous" – akurat). Tylko zwyczajnie – za wysoki poziom wydawnictw, skłonność do poszukiwań i solidność albumów należy mu się elementarny szacunek. I oby chciało mu się dalej niszczyć świat.

Filip Kekusz    
19 listopada 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy