RECENZJE

El Guincho
Pop Negro

2010, Young Turks 6.6

FK:To zacznę ja, bo zaraz wychodzę. Nie znam Pablo Díaz-Reixa, nie wiem jak się on ma do Noah Lennoxa, ale instynktownie tych, przewijających się przez dwa teksty, skojarzeń nie kupuję. Ja sobie wyobrażam, że El Guincho to jest taki podrasowany odpowiednik naszych Golców – typ prezentuje się tak, jak sobie wyobrażam, że Hiszpan powinien się prezentować. Wesoły, energetyczny, inteligentny, rytmiczny, ma kastaniety zawieszone na gałce od szafki i dużo znajomych na Facebooku. Za piękny nie jest, ale z plerezą za to. Z chęcią przyswoję sobie trochę wiedzy teoretycznej na temat odwołań w Pop Negro do czegokolwiek, po czym niezwłocznie je zapomnę, bo jak widzę tytuły "(Chica-Oh) Drims" czy "Danza Invito", oraz okładkę z Paulem, to choć języka ni w ząb, to wiem, że o zabawę tu chodzi. I naprawdę wkurwia mnie, że odkąd się wyprowadziłem z domu to mam właśnie pierwszy urlop, a moi starzy w tym czasie już pół świata zwiedzili, z Barceloną włącznie.

JM: Wbijam swój mosiężny Cyrkiel Krytyka w następujący punkt mapy: między Pandą Bearem a Basement Jaxx, z zauważalną korektą w kierunku hawajskiego "Odcinam Się" Tedzika Teda Tedego. Ciekawe miejsce, z potencjałem by wejść na chwilę do historii. Nie udaje się to, bo w Czarnym Popie za mało popu (takiego jak w openerze czy w "Soca De Eclipse"), a za dużo bawienia się samymi barwami. Acha, i jako przedstawiciel Porcys na rynki iberyjskie i iberoamerykańskie, wyjaśniam kwestię tekstów: opowiadają o miłości.

KM: Ja też u El Guincho słyszę coraz mniej Pandy Beara, a za to coraz więcej Hispanoameryki. Na Pop Negro szczególnie silnie akcentowane są wątki karaibskie – czasem w sposób oczywisty, jak w "Soca De Eclipse", ale najczęściej zapożyczenia nie są aż tak wyraźne. Choć jest jasne, że Pablo skwapliwie sięga do klubowych odmian calypso czy cumbii, to jego styl nie powiela jedynie tropikalnych wzorców. To raczej barwny misz-masz, pod palmy i na plażę wysyłający rytmiczną intuicją i ciepłą radością fiesty, ale kreowany za pomocą bardzo silnie zindywidualizowanych środków. Hiszpan łamie, przetwarza, igra z konwencją, cały czas przyciągając uwagę i ciesząc. Czy to wystarczy, by zapisać się w annałach muzyki popularnej? Nie wiem, ale nic mnie to nie obchodzi, dopóki jest mi dostarczana taka dawka solidnego, południowego słońca.

RG: Jeżeli gdzieś szukać tego nieszczęsnego Panda Beara, który strasznie przyczepił się do kolesia, to debiutanckie Folías mogłoby być wydane przez Animal Collective, kiedy jeszcze nic kompletnie nie umieli. Tylko, że oni zawsze kminili, a El Guincho dopiero się nauczył na wymiatającej totalnie Alegranzie, gdzie już bardziej dominowały tropiki, a nie ten wymęczony w kosmos miś. Teraz, na Pop Negro, jest mniej intensywnie niż na poprzedniej poprzedniej płycie brzmiącej poprzedniej płycie brzmiącej płycie poprzedniej właśnie tak brzmiącej poprzedniej płycie poprzedniej jak ten tekst teraz. Repetycji jest trochę mniej, a przez wszystko przemyka się więcej kolororów, tropików i scen z wymarzonych obcych krajów. Pop Negro jest całkiem kozacki, ale tak jak Jędrzej, mam wrażenie, że jeszcze nie został w pełni wykorzystany potencjał tej świetnie wypracowanej stylistyki. Liczę w przyszłości w końcu na definitywną listowość.

Krzysztof Michalak     Jędrzej Michalak     Filip Kekusz     Ryszard Gawroński    
14 września 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie