RECENZJE

Echinacea
Echinacea

2011, Aloha Entertainment 6.1

Podobno na tym albumie są fantastyczne teksty. Bardzo chciałbym coś o nich napisać, ale nie jestem w stanie utrzymać uwagi na rapie Parkera, Pudla i Siódmego na tyle długo, by móc z pełnym przekonaniem określić, o czym właściwie chcą opowiedzieć. Nie potrafię przytoczyć ani jednego wyrazistego wersu, nawet chwilę po przesłuchaniu któregoś z kawałków. Gubię wątek. Nie będę jednak kręcić nosem, bo chociaż to nawijka pozbawiona bodaj cienia charyzmy, to poprawna technicznie i bardzo przyjemnie brzmiąca. Panowie gładko suną po bitach, czasami urzekają swoją wrażliwością, by za chwilę dać odpłynąć słuchaczowi w świat jego własnych skojarzeń i przemyśleń. Może zdarzyć się, że te refleksje po chwili znowu zetkną się z introwertycznymi historiami Echinacei, ale równie dobrze z zadumy mogą wyrwać dopiero ostatnie bity wieńczącego album "Dobranoc". Wtedy będzie czas na sen, relaksujący i spokojny.

Bo to hip-hop ciężkich powiek i błogiego leżenia na kanapie. Zwiewny i niezobowiązujący, ale również wysmakowany. Koi opanowaniem, dojrzałym dystansem, subtelnością. Bity Kixnare'a oraz Roux Spany hipnotyzują łagodnym groovem i rozczulają kruchymi ozdobnikami. Przenoszą na eteryczny, lekko ospały spacer ulicami miasta po zmroku. Upajają rześkim powietrzem i nieskrępowaną przestrzenią, przyciągają ulotnymi szczegółami. Paradoksalnie, opowiadają bardzo spójną historię z pogranicza jawy i snu. Niekiedy wydają się zdumiewająco znajome, ale częściej zaskakują świeżością doznań.

Echinacea stanowi nową jakość w polskim rapie o inteligenckim sznycie. Pozbawiona pretensjonalności Fisza czy koślawości Sinego, unikająca mentorskiej spinki Eldoki, z wyobraźnią nawiązuje do ich dokonań i porusza się w obrębie podobnej estetyki. Tworzy czułą, refleksyjna, daleką od blichtru, przechwałek i parkietu muzykę na wieczory po zapracowanym dniu. Płynie swoim własnym tempem, stwarza wrażenie niewymuszonego porozumienia i czaruje błogą zmysłowością. Przypomina w tym nieco Blefa z Mam Taką Twarz, Że Ludzie Mi Ufają, ale to jednak coś innego. Chociaż niektórych może znużyć, to koniecznie posłuchajcie tego warszawskiego składu, a może znajdziecie w ich debiucie upragnioną równowagę.

Krzysztof Michalak    
11 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy