RECENZJE

Earl Sweatshirt
Doris

2013, Columbia / Tan Cressida 6.5

Recenzje Doris otwierają długie opisy krótkiej, acz burzliwej kariery jej autora, więc przypomnę tylko najważniejsze: to właśnie jego mixtape z 2010 roku wzbudził największy entuzjazm wśród osób spoza Los Angeles i to on zwrócił uwagę jako największy post-DOOMowy szermierz słowa pośród członków kolektywu. Jego zniknięcie, gdyby nie to, że prawdopodobnie było rzeczywiście podyktowane troską matki, byłoby genialnym chwytem marketingowym. Chłopaka szukał cały świat, a hasło "Free Earl" weszło do słownika białych nastolatków (i kilku czarnych też pewnie) w całych Stanach Zjednoczonych. Uwolniony Earl, dogadany z Columbia Records, wypuścił trzy single, prezentujące trzy skrajnie różne kawałki: piekielnie smutny, osobisty "Chum", bardzo Odd-Future'owy pastisz "Whoa" i przerażający (ale nie że dekompozycja ciał, a raczej ten moment w horrorze, kiedy wiatr już wieje, ale kamera wciąż pracuje bardzo spokojnie) "Hive". A potem okazało się, że Doris to dokładnie taka płyta, jakiej spodziewaliśmy się po singlach, postaci i otoczeniu Earla, biorąc pod uwagę upływający czas.

W niecałe trzy kwadranse Earl Sweatshirt wyrasta na najważniejszego *treściowo* członka Odd Future. W obliczu jego debiutu najważniejsze pozycje kolegów, może pomijając Wolf i Rolling Papers, są jedynie przecieraniem szlaków przed największą gwiazdę. Przesada? Owszem, ale nie zmienia to faktu, że życie wewnętrzne Earla jest bogatsze niż połowy jego kolegów razem wziętych. A już na pewno zna więcej słów. Zawiłością liryków konkuruje z tym, co znalazło się na Good Kid M.A.A.D City, więc w pierwszych odsłuchach ogarnąłem jedynie jakiś niewielki procent sensów, a szczegółowo dłubać nawet nie zamierzam, ale nawet względnie powierzchowne obcowanie dostarcza silnych wrażeń.

To daleka od przebojowości, trudna, nieimprezowa, odstręczająca płyta, nawet jak na DIY standardy OFWGKTA. Earl konsekwentnie mamrocze swoje chore obrazki na tle hipnotyzujących, jednostajnych, nierzadko topornych podkładów, z bardzo rzadka wychodząc poza swój flow, czy raczej brak flow. Nie że charyzma, zabawa z wizerunkiem, hooki, motywem płyty mógłby być dwuwers ze wspomnianego już "Chum": "I'm indecisive, I'm scatterbrained, and I'm frightened, it's evident / And them eyes, where he hiding all them icicles at?". Earl nieustannie stąpa gdzieś w okolicach klinicznej depresji, a w tym kontekście Doris wydaje się być autoterapeutycznym mixtapem dla wąskiej grupy ziomków, a nie wielkim albumem w barwach najstarszej wytwórni świata. Wizje tu zawarte są niesamowicie sugestywne – i nie ma co rzucać cytatami, bo trzeba byłoby przytoczyć całe pierwsze zwrotki "Burgundy" albo "Hive", więc w zastępstwie będzie strona wizualna. Taki Tyler albo Hodgy operują najbardziej komercyjną symboliką – horror i szok to w ich wydaniu trumny, żaby, robaki, wózki inwalidzkie, nic nowego. Earl wkłada w klipy wczorajszego banana, kapcie, kałużę i PRAWDZIWEPOTWORY. Dodajcie do tego te blizny na łokciach, które znajdziecie w Over / Under. Earl lubi horrory, czego najlepszym przykładem atmosferyczny instrumental "523". Earl jest też smutny.

Oczywiście gwiazda Earla blaskiem lekko przykurzonym świeci (o rety rety), bo Doris nie ustrzegła się błędów typowych dla całego katalogu OFWGKTA – jest czasem zanadto topornie ("Guild"), czasem nudno ("Pre"), czasem niepotrzebnie ("Sasquatch"). Featuringami naćkane w opór i nic z nich nie wynika, bo poza RZA czy Makiem Millerem nie ma tu nowości. Cóż, jak się ma 19 lat to się w niczym nie jest bardzo dobrym. Zresztą to dopiero wstęp do kariery.

Podczas gdy banda zadowolonych z siebie 24-latków skanduje radośnie "Sha-Shabba Ranks", gdzieś z boku, bez pośpiechu, Earl rozpoczyna mozolne budowanie tożsamości, obliczone na co najmniej kilka lat. Znany jest już tytuł kolejnej płyty (Gnossos), deklaracja o chęci robienia ładnej muzyki, a nie gówniarskich kawałków o gwałtach pozostaje w mocy i ostatecznie to właśnie ten popierdolony nastolatek będzie z nami długo. Mam nadzieję.

Filip Kekusz    
23 sierpnia 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie