RECENZJE

Dziun
A.M.B.A.

2011, EMI 6.3

Żeby opisać choć część z życiowych przygód i modowych kreacji Dziun, musiałbym mieć do dyspozycji specjalną, plotkarską rubrykę. Jednak wcale nie chcę poruszać tych tematów. Zdecydowanie chętniej zgłębiłbym nietuzinkową urodę debiutantki, ale tym już zajęły się różne bogato ilustrowane periodyki. Napiszę więc nudny, schematyczny tekst o piosenkach. Zamiast go czytać, lepiej od razu włączcie omawiany album. Odsłuch powinien wyglądać mniej więcej w ten sposób:

1. Chihuahua
Letniakowo startujące r'n'b, które od razu ustawia model interpretacji kolejnych kawałków. Nienachalna muzyka miejska, dość odległa od klubowych parkietów, a zarazem bujająca swą pieprznością i wyrazistością. Na tym Nosowska, znaczy się Dziun, śpiewa przewrotny tekst, który zdradza spory dystans autorki do swojego wizerunku, a zarazem z dozą wyrozumiałości sprawnie obnaża konsumerski sen klasy średniej. Sympatyczny numer, który może śmigać na składankach Volta z równym powodzeniem, co po playlistach Trójki, w galeriach handlowych, biurach, domach i samochodach.

2. Dobrze Jest
Próba implementacji polskiego tricku songwrtiterskiego (czyli mulące zwrotki na odpierdol i wznoszący, "wybuchający" refren) do standardów intymnego elektropopu. Oczywiście wybitnie radio friendly, każdy z chęcią usłyszy, że "tararamtam" i "dobrze jest nam", ale w gruncie rzeczy niewiele się tu dzieje, więc jedziemy dalej z całą płytką.

3. Dobre chęci
No i mamy trochę szaleństwa. Taką piosenkę mógłby zrobić Czerniawski Ramonie Rey, gdyby wybrał się w długą podróż na Karaiby i przybił piątkę z bezpretensjonalnym popem. Selektywna, drobiazgowa produkcja, chłodny bit miesza się z ciepłym i radosnym groovem, a uśpiony synthowym tłem refren uroczo kontruje skoczne zwrotki. Rety, jakie fajne, może repeat? Albo nie, co dalej?

4. Ściemniony
Bardzo przyjemna, nieco timbalandowa pierwsza zwrotka, ale później robi się jakaś masakra, o co chodzi w ogóle, co to za kolesie, co to za obrzydliwe gitary? Szkoda, bo gdyby inaczej zrealizować ten pomysł, to byłby prawdziwy killer, a tak jest tylko ściemniony. No trudno, zapomnijmy.

5. Razem
Uff.. z piekła do nieba. Elegancki, intymny pop o urodzie kameralnego nu-disco podlanego juniorboysowym sosem. Kolejna niesamowicie uniwersalna piosenka z zestawu, ale to chyba właśnie ją chciałbym słyszeć najczęściej. Repeat murowany, za chwilę dalszy ciąg programu.

6. A.M.B.A.
Timba powraca i tym razem nie przepędzają go żadne opryszki. Tytułowy to wciągająca, repetytywna balladka z wyrazistym podkładem, której można słuchać do samego końca.

7. R&B
O, a tu wszystko znowu. Znowu mięciutkie r'n'b, oszczędność, repetycja, jamajska pulsacja, schemat uśpione zwrotki – porywający refren i sypialniany tekst. Do tego fajna gitarka pomyka między bitem, jestem kupiony.

8. Coś Nie Tak
Nie, właściwie wszystko ok. Ciekawe nu-whirled r'n'b i chociaż refren pobrzmiewa jakimś telewizyjnym duetem z Mieczem Nieszczęśnikiem, to zwrotki ratują wszystko zdradziecko ekscytującym tekstem. No a podkład zaskakuje egzotyką, nawet jeśli nie porywa (choć właściwie to i "zaskakuje" może trochę na wyrost, przecież sama Beyonce uderza już w podobne klimaty). No dobra, wszystko ok, ale posłuchajmy następnego.

9. Te sytuacje
Miła kołysanka. Unikający sztampy bit, ładne subtelności w tle, wszystko trochę odrealnione, a melodia rozmyta. Może to dobrze, chociaż ja zaczynam się trochę gubić i rzeczywiście poszedłbym tak ugłaskany spać, a przecież jeszcze dwa kawałki na playliście.

10. O Tobie
Już kumam, to taki pomysł na wyciszenie te numery pod koniec. "O Tobie" jest cudowne, wymiękam przy melodii refrenu, wymiękam przy kruchości tej piosenki, rozpływam się, leżę pod kołdrą i coraz trudniej mi pisać.

11. Wiem
No, ale to chyba powinien być bonus track. Propsy, bo tu wszystko zmierza ku katastrofie, peszkowo-czesławowej, infantylnej dosłowności, a jednak "Wiem" okazuje się być całkiem sympatycznym zakończeniem albumu. Kto tak potrafi: brassy, biesiadno-folklorystyczny feeling, wobble'owy breakdown i jest spoko? No kto?

Rafał Malicki. Może jeszcze za wcześnie, by namaścić go na zbawiciela rodzimego popu, ale tegorocznymi krążkami Mariny i Dziun udowodnił już, że jest twórcą bardzo wszechstronnym i pomysłowym. A.M.B.A. to przede wszystkim popis jego wyczucia w kreowaniu subtelnego adult contemporary (r'n'b). Te kompozycje są na tyle charakterystyczne i niesztampowe, że mimo łudząco podobnej maniery wokalnej i barwy głosu łatwo jest przestać kojarzyć Dziun z Nosowską – wokalistka Hey nie ma (już) tak dobrych piosenek! A ponieważ podopieczna Malickiego ma szansę stać się równie rozpoznawalną osobą i przebić się ze swoim materiałem do szerokiego audytorium, wypada trzymać kciuki za jej karierę. Oby mijający rok okazał się przełomowy dla polskiej muzyki także w tej przegródce stylistycznej.

Krzysztof Michalak    
21 listopada 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja