RECENZJE

Dungen
Skit I Allt

2010, Subliminal Sounds 7.0

JM: Dungen chyba średnio pasuje do ciepłej pory roku – ta się jednak dostosowała i dokonała żywota. Nastał zatem czas natchnionego wgapiania się w mgły, wypytywania babci o stare dzieje i wspominania grozy niedzielnych wieczorów ("jutro szkoła!"). Skit I Allt jest idealna do tego typu projekcji: jej przeszlachetne aranże na spółę z perkmanem-poetą popchną wyobraźnię w odpowiednim kierunku. Kawałki też Szwedzi mają, i to lepsze niż na poprzedniku. Piękna płyta, porządzi (z Cieślakiem) przez najbliższe dwa tygodnie, a co będzie dalej, to zobaczymy.

JB: Pierwsza myśl: za dużo słodzika za mało kośćca, ergo Skip It All. Błąd. Gdy wgryźć się głębiej w najnowsze dzieło Dungen słychać, że zespół Ejstesa wciąż dostarcza nam pięknych kompozycji – tym razem jeszcze subtelniejszych, bardziej rozmarzonych niż na 4 (nucone "tu-ru-tu-tu" przy akompaniamencie przecudnych, daleko zmiksowanych wstawek gitary w "Soda"), momentami zahaczających o folkowe czy jazzowe środki wyrazu. Ta płyta prawdopodobnie spodoba się zarówno fanom Cream, jak i Metheny'ego (jeśli to kiedyś były oddzielne zbiory). Nie mogę się jednak zgodzić z Jędrzejem co do rzekomej wyższości Skit I Allt nad poprzednikiem. Po pierwsze, 4 odpowiadała mi bardziej brzmieniowo – głębsze bębny jak za czasów Ta Det Lugnt, rysujące się dużo wyraźniej w gąszczu melodii. Dalej, na tegorocznej płycie nie ma kawałka o tak doskonałym, zapadającym w pamięć refrenie jak "Det Tar Tid". Próżno szukać też tak szalonego hendriksowskiego jamu jak "Samtidigit 1". Groove "Fredag" raczej też nie do pobicia, choć "Brallor" jest bardzo blisko. Niemniej powyższe porównania nie powinny przynosić ujmy nowej płycie Szwedów – przecież 4 to była nasza rockowa płyta 2008. Skit I Allt jest zaś, niewątpliwie, więcej niż solidnym uchwyceniem psych-progowych materiałów przez pryzmat poetyzującego zmiękczacza.

RG: Wy wszyscy pewnie myślicie, że my siedzimy w tej redakcji i myślimy "Dungen ą, Dungen ę, Dungen u", a tymczasem okazuje się, że istnieje silna frakcja, która nie uważa tego projektu za swój zespół życia. Wojtek naliczył cztery osoby, które mu tak odpowiedziały przy próbach sklecenia grafiku i ja się od razu przyznaję, że jestem jedną z nich. Kurde, nawet z tej mocno umiarkowanej pozycji Skit I Allt okazuje się całkiem dobrą płytą. Mam tutaj lekkie skojarzenia z Green Mind Dinosaur Jr.: obie brzmią trochę podobnie, sprawiają dużo przyjemności i nikt nie będzie ich kosmicznie rozkminiał w takim stopniu jak poprzednie sprawy. Trochę szkoda, bo tak jak wolę czwórkę Dinozaurów od poprzedniego Bug, tak ta płyta działa mocniej niż wcześniejsze dwie płytki.

ŁK: Tylko ja uważam, że to piękna płyta i najlepszy album Dungen od Ta Det Lugnt? To szkoda, bo tak jest. Zabawne, że tytuł płyty znaczy "Jebać wszystko" – to ich najłagodniejsze dzieło, z pewnością dużo spokojniejsze od wulkanu zatytułowanego "Wrzuć na luz". Dungen wypuścili skromne, trzydziestoczterominutowe dzieło, na którym niemal brak charakterystycznych hendriksowskich eksplozji, gitarowa magma wypływa jedynie w finale "Högdalstoppen". Jednocześnie Skit I Allt jest dużo bardziej skoncentrowana, niż bardzo chwalone przez Porcys 4. Dziesięć utworów wypełnionych jest błogością, zespół gra krótkie formy prog-fusion-folkowe, które nie są patetyczne dzięki swej krótkości, i jednymi z lepszych melodii roku. Chyba tylko Microexpressions i Alcest mieli w 2010 tak wspaniałe rockowe kawałki jak "Brallor" czy "Skit I All" i przede wszystkim rozbrajające, szerokoekranowe zamknięcie albumu "Marken Låg Stilla". Sceptycy niech będą przeklęci.

Jan Błaszczak     Jędrzej Michalak     Łukasz Konatowicz     Ryszard Gawroński    
8 września 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie