RECENZJE

Ducktails
Ducktails III: Arcade Dynamics

2011, Woodsist 6.9

Nie jest chyba specjalną tajemnicą, że w świecie muzyki niezależnej istnieją obecnie dwa rodzaje postawy, którą w różnych etapach istnienia zwaliśmy home-recording, lo-fi czy inne hypnagonic. Z jednej strony dogorywa punk-rockowe zarzucenie pogoni nad wiernością i przystępnością brzmienia ku podkreśleniu, że w muzyce chodzi przecież o melodie i hooki, a jeśli nie, to chociażby o spontaniczny, nieskrępowany pęd tworzenia. Z drugiej rzesze młodzian rewitalizujących obecnie podejście z okazji mody na ninetiesy zdaje się upatrywać nostalgicznego kasetowego szumu jako celu samego w sobie; zamiast estetycznego odrzucenia kategorii mamy kategorie estetyczną w postaci odrzucenia, if that makes any sense.

Ducktails wkracza w tym momencie jako jednoosobowy projekt, który to drugie podejście do sprawy miał w swoim mission statement od zarania, lecz obecnie dochodzić się zdaje do rozsądnej muzycznej konkluzji, iż żadne z nich nie jest do końca odpowiednie. Dźwiękiem samym w sobie można jarać się tak koło dziesięciu sekund, a zupełne odrzucenie kwestii brzmienia dostarcza z kolei nagrań, których doznamy raz, bo jakimś dziwnym trafem nie będzie się chciało później wracać. Miejscem idealnym, o które otarła się tym razem muzyka Matta Mondanile'a, jest tymczasem wzajemna symbioza aranżacji, soundu i kompozycji – dalej zwane prawem harmonii Rosenberga (patrz: dziewiąta odpowiedź od dołu).

Balans tenże właśnie sprawia, że Arcade Dynamics jest albumem przede wszystkim wyjątkowo słuchalnym, którego przyswajanie wypada pomyślnie w każdym możliwym kontekście warunkowym; zarówno, gdy poświęcamy mu całą naszą uwagę, jak też w charakterze mocno relaksującej muzyki tła. W porównaniu do poprzednich płyt i kaset projektu, nie jest on już tylko zgrabnym ćwiczeniem w wykorzystywaniu nietuzinkowych faktur i technik nagraniowych ku uczuciom estetycznego zaciekawienia. Spora część utworów, na czele z reprezentatywnym, skocznym Gie-Be-Fał "Art Vanderlay", to krótkie i nieskomplikowane popowe-hitowe misteria, podczas gdy wypełniacze jawią się być ich zwiewnymi instrumentalnymi odpowiednikami. Cieplutkie, organiczne analogowe brzmienie powoduje też, że każde songwriterskie posunięcie jest tu jak najbardziej "na miejscu", bowiem jawi się wariacją na temat pozytywnie jednolitego, eksplorowanego tu minimal-popowego tematu. Tematu, który przy całej swojej vintage'owości i równoczesnym zapatrzeniu w trendy ciągle potrafi zaintrygować, poruszyć, a nawet pochłonąć.

Patryk Mrozek    
30 marca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie