RECENZJE
Drake

Drake
If You’re Reading This It’s Too Late

2015, Cash Money 7.4

Zupełnie nie rozumiem, jak bardzo trzeba być wczutym, a jednocześnie oderwanym od rzeczywistości, aby w 2015 w ogóle zarzucać Drake’owi jakiekolwiek braki na płaszczyźnie autentyczności czy czegoś takiego (pedalstwo, lol). Excuse my French, ale chuj mnie to jebie. Jest on przede wszystkim muzykiem i to o tym aspekcie w jego wypadku warto mówić.

A mówić jest o czym, bo skoro koleś jednym śmiałym posunięciem potrafi przyćmić premierę debiutanckiego tomiku poezji Dawida Starejki, to chyba coś jest na rzeczy. Wypuszczając mixtape bez wcześniejszych zapowiedzi i żadnej promocji, zamknął mordę nie tylko Birdmanowi (w ogóle ta cała sytuacja z Cash Money niespecjalnie mnie interere, chcecie, to sobie sprawdźcie), ale też wszystkim niedowiarkom. Bez promocji, bo chyba ten filmik z dnia wcześniej trudno brać na poważnie, nie?

No dobra, skoro mamy mówić o muzyce, to darujmy sobie już background, bo chyba i tak każdy wie o Drake’u, co wiedzieć powinien i z czym się go je. Od razu zaznaczam, że If You’re Reading This It’s Too Late nie jest lepszym albumem od Take Care, ani nawet Nothing Was The Same, ale znajomość tamtych płyt jest niezbędna nie tylko do zrozumienia samego dzieła (dyskusyjne), ale także całej ścieżki rozwoju (to bezsprzecznie). Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że muzyka, którą Drake nam oferuje, systematycznie, z albumu na album, traci swoją barwność, koloryt. Bardzo wyraźne było to już na poprzedniej płycie, będącej dziełem znacznie bardziej hermetycznym od poprzednika, czymś wyjątkowo chłodnym i oszczędnym w środkach. Ewolucja przebiega linearnie – tegoroczny mixtape jest najmroczniejszym, najzimniejszym i najbardziej introwertycznym dziełem Drizziego. Brak tu ewidentnego przeboju i choć zdaję sobie sprawę, że taka jest specyfika podobnych wydawnictw, to i tak daje się to wyraźnie odczuć.

Drake na majku bezsprzecznie wymiata i wbrew temu, co niektórzy chcą wam wmówić, jest kompletnym raperem i swoim podejściem do flow wysyła do domu twojego ulubionego rapera. Sposób, w jaki nawija, jest niezwykle zaraźliwy ("6 Man"!) i wiele patentów, które pogrążyłyby wielu, wychodzi mu w sposób nieskrępowany i jest naturalną częścią jego stylu. Ale If You’re Reading This It’s Too Late jest dla mnie nawet bardziej albumem producentów niż gospodarza. 40 i Boi-1da, bo to oni są głównymi bohaterami warstwy muzycznej, wychodzą na pierwszy plan, innych producentów jest tu zdecydowanie mniej niż na wcześniejszych płytach. I choć z jednej strony nie ma tu niczego, czego byśmy w jakiejś postaci nie słyszeli już wcześniej, to takiego nawarstwienia skomplikowanych faktur w mainstreamie nie było od Yeezusa. Tyle że twór Westa wypełniony był zgrzytami, glitchami i pełnymi garściami czerpał z industrialu (oczywiście te wpływy wykorzystane były w zupełnie odrębny sposób, nie jak u Death Grips). Album Drake’a to coś innego. Muzyka bardzo często jest wycofana i powściągliwa. Wszystkie bity na pierwszy rzut ucha są do siebie podobne, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Warto w spokoju, na słuchawkach, skupić się na tłach, pogłosach, ślizgających się po zdehumanizowanych układach perkusji basach. W tej materii rzeczywiście – Wu-Tang Forever.

Wspomniałem wcześniej o braku wyraźnych hooków. To prawda, poza wyciem Drake’a ("I was runnin' through the 6 with my woes!") produkcja raczej nie oferuje słuchaczowi mnogości motywów. Większość podkładów podąża ścieżką wytyczoną przez "Started Form The Bottom", będąc niejako wyblakłym odbiciem bitów DJ Mustarda, eksploatując przez całą długość utworu jeden maniakalnie powtarzany motyw. Tylko o ile produkcje Dijona dają słuchaczowi pewnego rodzaju ciepło (nieoczywiste, ale jednak), o tyle na przykład pętla z drugiej części "Know Yourself" czy metaliczne dźwięki "Now & Forever" emanują przenikliwym zimnem i smutkiem. Ale nie smutkiem w postaci gorącej rozpaczy, raczej szarym i nudnym wyrazem znieczulicy. Innym środkiem do przekazania tych samych emocji czasem staje się wyjście pogłosów i rozmytych sampli na pierwszy plan), jak dzieje się przykładowo w drugiej części "No Tellin'"czy "Wednesday Night Interlude" z gościnnym udziałem PARTYNEXTDOOR (mógł sobie darować to wycie w "Preach"). Nie przesadzałbym jednak z szufladkowaniem tego jako cloud rap, to zupełnie inna forma, bardzo właściwa Drake’owi.

Czyli co? Drizzy wydał mixtape, który ma być dopiero rozgrzewką przed Views From The 6 (odrzuty, jeśli się nie mylę?). Tak się jednak składa, że na chwilę obecną jest to moja ulubiona rzecz z tego roku, więc na pełnoprawny album czekam z niecierpliwością i liczę, że okaże się jeszcze lepszy niż nawet Take Care. A to byłoby całkiem niezłe.

Antoni Barszczak    
23 lutego 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie