RECENZJE
Doss

Doss
Doss (EP)

2014, Acéphale 6.9

Śmieszna sprawa z tą nostalgią; nie odkryję raczej nowego terenu twierdząc, że równie często wspomnienie wspomnienia nieznośnego przynosi nam tyle samo cieplutkiego sentymentu, co echa pierwszej wyprawy nad morze czy trzeciej serii Deep Space Nine na Polsacie. Osobiście zaskakuje mnie jednak myśl, że melodyjny trance z piskliwym damskim wokalem, który do niedawna z "retro" nie miał naprawdę nic wspólnego (będąc po prostu irytującym jazgotem zza przyciemnionych szyb rozklekotanych beemek), w tym momencie przypomina o życiu (patrz: w tył) i śmierci (patrz: do przodu) niczym widmo gromu z jasnego nieba.

Zaczęło się od Here We Go Sublime Field siedem lat temu, który subtelnie, bo w ambientowej mgiełce i wśród produkcji godnej Anthony’ego Gonzalesa zwracał uwagę na uroki "czterech na podłodze" i jaskrawej jak opakowanie gumy Turbo dychotomii rejestrów niskich i wysokich. W dwa tysiące urzekał z kolei trochę niedoceniony Electronic Dream AraabMuzik. Abraham Orellana niekwestionowanym wirtuozem MPC jest, a pod względem powyginania jego synkopowane rytmy dorównywały momentami rozkręcającemu się wówczas crossoverowi inspirowanej jukiem elektroniki, ale jednak w krążku najbardziej ujmowały mnie winiety (Google Translate) pokroju "Golden Touch" czy singlowego "Streetz Tonight", czyli wypisz wymaluj ścieżka dźwiękowa nocnej podróży autokarem do Niemiec w epoce przed-autostradowej.

Ukryta pod pseudonimem Doss dziewczyna z Minnesotty już bardziej odważnie pomaga w procesie powtórnej oceny kiczowatości ninetiesowego dance'u i trance'u, choć jej debiutancka EP-ka zakotwiczona jest wciąż w świecie ironizującego elityzmu pod pseudonimem "alt/indie". Wytwórnia Acéphale znana jest jako wydawca takich projektów jak chillwave’owe Korallreven czy czołowego protagonisty PBR&B (najgorsza metka od czasu seapunku) How To Dress Well, więc nawet Doss nie udało się obronić przed wpływami cipiącej sie trochę urbanoutfittersowości. Najlepszym przykładem jest tu zamykający EP-kę "Extended Mix", w którym post-kolonialna żwawość perkusji i balearyczny bas przenoszą Doss niepokojąco w stronę "the whatever Summer of Love", czyli wychillowanego roku dwa tysiące dziewięć.

Esencją i powabem Doss (EP) są jedną dwie nieparzyste kompozycje: opener "The Way I Feel" i rejestr trzeci, "Here Tonight", w których na pierwszy plan wzbija się melancholijna melodyjność synth-padów, nieco jungle’owe rytmy perkusji i szepcząco sensualny głos Doss, który zdaje się – ciekawostka – wypełniać głównie terytorium tonów średnich. A może raczej – jeden z głosów Doss, bowiem artystka eksperymentuje ze stylem i efektami w taki sposób, że jej wokal można porównać do syntezatora o szerokiej gamie osiągalnych tweaków. Barwie użytego instrumentarium należy się tymczasem tyle samo uwagi, co wykonywanym przezeń motywom; mamy tu do czynienia z brzmieniem z gruntu cyfrowym, ale cały materiał spowity jest mgiełka duchologii z kręgu tych zrozumiałych tylko dla pokolenia 0202122. Duchologii, która różni się jednak od kasetowych widm z dolnych rejestrów podświadomości, zamiast eskapizmu oferując jakże codzienne, przywracające na ziemię muzyczne doznanie.

Patryk Mrozek    
30 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie