RECENZJE

Dominique Young Unique
Domination

2010, Toast Press 6.0

Sam Los chciał, żeby to właśnie mi przypadło zrecenzowanie tego mixtejpa (przez Los rozumiem własne niedowłady w przetwarzaniu informacji, w wyniku których polecenie "napisz + o tym kawałku" odczytałam jako "napisz + o tej płycie"). W każdym razie chyba dobrze się stało, bo w naszym zmaskulinizowanym biurowcu należę do mniejszości, która na rapujące nie macha ręką, a stara się w wolnym czasie jakoś, nawet, powiedzmy, śledzić.

No i co z tym fantem? Zacznijmy od garści faktów. Domination zaczyna od ledwo-ponad-minutowego wejścia na poziomie "szkic to czy odrzut z Arular", czyli mocno zaczyna, i chociaż reszta rozwija się w stylu biegu przez płotki, to są wśród dwunastu kawałki lekką stopą przeskakujące siódemkę. Bity sprawne: dużo electro, trochę crunku, okazjonalne baltimory. Głosik nieodżałowanej Rye Rye – Mad Decent mogliby się pokusić. Słychać sąsiedzkie (via Tampa, Floryda) inspiracje Yo Majesty, z którymi Dominique wiąże niejasna i dementowana współpraca. Gameboyowa wrażliwość Spank Rock przebija gdzie może. Teksty, jak u wyżej wymienionych, krążą wokół standardowego, post-Salt-n-Pepa, post-Freak Nasty, imprezowego promiskuityzmu. Ilościowo, Domination to cztery kawałki bardzo dobre, jeden listowy, i reszta wypełniacza oscylującego między fajnym a irytującym.

Po obiecującym "Hot Girl" oraz pokrytym w playliście, skittlesowym "Blaster" na ripit wskakuje "Hard Luck", pod względem estetycznym stąpające po cienkim lodzie (sorry, ale nie opracowaliśmy jeszcze nie-suchych zamienników dla popularnej niegdyś kategorii guilty pleasure). Turpistyczny, 3-segmentowy podkład z syntezatorem, na którego przykładzie można by tłumaczyć ludziom uczącym się języka znaczenie słowa "zaiwaniać", jest sam w sobie okropny. Dominique zachowuje się jak najgorszy rapowy niechluj. Ale serca nie oszukasz a oczy wyobraźni już widzą swoje: najbrudniejszy soundsystem na całej paradzie i ciągnący się za nim tłum ludzi o ruchach Paula Kalkbrennera. Chciałoby się tam być. I wanna see you getlowgetlowgetlow. Nie poradzisz.

Zapada w pamięć także "Pussy Popping" (on a heeeadstaaand), czyli hołd płci ciemiężonej złożony znanemu i lubianemu hitowi Ludacrisa, w którym wektor mega i wektor oblechy przecinają się na wysokościach. Parę uwag, skoro już zgooglowaliście teledysk. Powinnam niby odczuwać jakiś imperatyw walki z uprzedmiotowieniem fragmentów ciała mojego i moich sióstr. Niestety, Chicken-n-Beer uważam za nieomal Blueprint stanów południowych i doprawdy, wystarczy mi, żeby uprzedmiotowienie miało klarowność i swagger Ludacrisa. "Pussy poppin" Dominique Young Unique muzycznie nie ma startu do oryginału, ale jest nieźle. Tak mogłaby brzmieć Peaches, gdyby potrafiła rapować.

Najjaśniejszym punktem i blingiem w koronie Domination jest późno przeze mnie docenione "Can't Touch Me". W istocie, nie ma w całym zestawie ani dojrzalej brzmiącej nawijki, ani bitu który by lepiej negocjował między tandetną słodyczą a zimnosuczością. Liryczne bicie po pysku "yous a wa-cko" w otoczeniu maczanych w cukrze chórków to jeden z moich ulubionych tegorocznych momentów muzyki popularnej. Dominique z "Can't Touch Me" ma pewność siebie i klasę osoby, która posiadła mądrość tego świata, i jeżeli kiedykolwiek uda jej się jeszcze nagrać coś dorastającego poziomem, będzie mogła uznać karierę za owocną.

Ciekawe, że raperka cieszy się dość sporym zainteresowaniem białych rachitycznych ludzi, co wnioskuję po jej zbliżającym się występie na Pukkelpopie. Na ile wynika ono z "niezależnej", "undergroundowej" otoczki, a na ile z remiksu Hood Internet, tego nie wiem. Dość, że nie uważam hajpu za do końca adekwatny wobec wachlarza ekspresji prezentowanego w tym momencie przez Dominique. Innymi słowy: są lepsze. "CEO Girl", gdzie Domi nieudolnie próbuje być Weezym (chociaż prztyczki w nos dla Teyany Taylor popieram) najdobitniej pokazuje, że technicznie to Lil' Mama ma dziś znacznie więcej do pozamiatania. Poza tym, musimy patrzeć perspektywicznie. Z Dominique już nie taka dzierlatka. Rye Rye zaczynała w wieku bieberowym, a dziś sama jest młodą mamą. To, co Dominique odstawia na mikrofonie, za pięć lat straci cały swój urok. Głos jej zgrubnie, zniżki w muzeach przestaną dotyczyć. W dziedzinie epatowania estrogenem i miejscami intymnymi aktualnie królują dziewczyny od Lil Wayne'a i raczej nie planują w najbliższym czasie ustępować miejsca aspirantkom. Z kolei w rapie społecznie zaangażowanym i rapie z "tekstami o czymś" Dominique, sądząc po wywiadach, raczej sobie nie poradzi. Wygląda na to, że tak szybko jak słodycz i urok znikną wraz z dziecięcymi naleciałościami, Dominique znajdzie się nagle na głębokiej wodzie, a ze swoimi wychudzonymi chwytakami i paletą może jej być ciężko utrzymać się na powierzchni. Chciałabym móc jej życzyć lirycznego wyjścia poza tematykę parkietowego potu i własnych cycków, bo choć to w kobiecym rapie ważna i fajna nisza, to aktualnie w opór zapchana, a parę lepszych kandydatek do przejęcia, hm, pałeczki da się już wypatrzyć w kolejce.

Aleksandra Graczyk    
21 czerwca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie