RECENZJE

Dntel
Dumb Luck

2007, Sub Pop 4.2

Ostatnio mama zapytała mnie – co ty tak słuchasz tej muzyki elektronicznej? Od razu uplastyczniłem sobie w wyobraźni ten błyskawiczny gest, to krótkie szarpnięcie, przekreślające cały gatunek. Blisko cztery dziesiątki lat, od Kraftwerk przez Aphex Twina po Akufena. Mamo! Odważna jesteś. I już chciałem o tym zapomnieć, kiedy pięć minut później jakoś tak mimochodem, usłyszałem w sobie – no i po co ja właściwie słucham tej muzyki elektronicznej? Winowajcą powrotu pytania był Jimi Tamborello. To przy jego Dntlelowskim Dumb Luck szczerze napadła mnie owa zdradziecka myśl. Jimi chyba przespał fakt, że rejony odkrywane przez niego na wspaniałym Life Is Full Of Possibilities na przestrzeni ostatnich sześciu lat zdążyły zostać zaludnione jak Japonia i zużyte jak woda w Wiśle. Po projektach Markusa Achera, kolejnych krążkach Múm, po Postal Service (Tamborello + Gibbard) i monsunowej fali radośnie zainspirowanych naśladowców, upiosenkowienie i ocieplenie elektroniki samo w sobie nie jest już wartością. Pięknie ambientowo rozlewające się na Dumb Luck brzmienie jest tylko ładnym opakowaniem, zaproszenie do studia szych niezalu (na przykład misia Droste’a z Grizzly Bear czy włóczykija Conora Obersta) również nie okazało się być gwarancją sukcesu. Otrzymujemy do rąk album nie tragiczny, nie zły, ale koszmarnie przeciętny, wyróżniający się z motłochu tylko nazwiskami twórców. Uleciała nie tylko odmienność Dntel, skoro z zestawu dziewięciu ścieżek w pamięci pozostaje ledwie jedno "Roll On". Mając odrobinę pamięci tak naprawdę wciąż trudno znielubić Jima Tamborello, a mama też nie ma racji, jednak bezpieczniej będzie do Dumbluck już nie wracać.

Jędrzej Michalak    
12 września 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie