RECENZJE

DJ Rashad
Double Cup

2013, Hyperdub 7.7

Dochodzę do wniosku, że Saint Dymphna to jednak był wizjonerski album. Jego aktualność staje się w kontekście obecnej pozycji footworku nadspodziewanie adekwatna. Za punkt wyjścia do przyjęcia takiej optyki niech posłuży, nomen omen, “Afoot”. Na pierwszy rzut oka takie porównanie wydaje się być nieporozumieniem i na wielu płaszczyznach rzeczywiście mija się z celem, jednak Brian DeGraw to postać, której przy omawianiu obecnego rozkwitu mniej lub bardziej autorskich przymiarek do chicagowskiego genre, nie powinno zabraknąć. Dla potwierdzenia: w charakterze odniesień stosownie wypadają jego remiks “Monkey Riches” Animali i solowy projekt bEEdEEgEE, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że coś było na rzeczy.

Jakkolwiek, wspomnianych przymiarek mogliśmy uświadczyć w ciągu ostatnich kilku lat niejednokrotnie, czy to za sprawą Kuedo, czy osobliwego Patrice & Friends, a próby te pokazały jak bezboleśnie footwork daje się podporządkować własnemu pomysłowi na muzykę. Od najprostszych zastosowań w rodzaju editów istniejących kawałków czy dostosowania ich tempa do 160 bmp, przez zestawienie pokrewnych gatunków – największą uwagę z oczywistych względów zwracają akty kojarzące nurt z wpływami jungle i stricte brytyjsko zabarwioną elektroniką z Phillipem D Kickiem i Addison Groovem jako krzewicielami idei przełamywania międzygatunkowych podziałów, a w tym wypadku raczej poszukiwania wspólnych korzeni i ujarzmiania nieprzystępności i surowości oryginalnych “tracks”– aż po próbę wniknięcia w jego muzyczną strukturę i nadania mu nowego sensu. W tym względzie należą się obowiązkowe propsy dla Planet Mu i Hyperdub za oddanie głosu samym jukesterom z Teklife w procesie “laicyzacji” gatunku.

Rzadko bowiem można trafić na nurt tak zhomogenizowany w kontekście środowiska muzycznego, w którym aktywnie uczestniczą zarówno twórcy i odbiorcy, jak juke i footwork. Do tego stopnia, że wszelka zewnętrzna krytyka muzycznej strony tego ruchu do niedawna mogła zostać z miejsca zdyskwalifikowana. Wartość muzyki rewidowanej na bieżąco w cotygodniowych battle’ach na zasadzie czysto funkcjonalnego podejścia do jej formy, obchodzi się bez przykładania typowych miar analityczno-krytycznych. Jeszcze bardziej nie na miejscu, choć w gruncie rzeczy interesujące, wydają się opracowania dodające futurystyczne konteksty do mechaniczności i manipulacji samplami wokalnymi, wykorzystywanymi przez producentów z Chicago, które miałyby zamykać w sobie rzeczywistość na zasadzie przeglądarkowego gifa. Nie wyobrażam sobie, żeby RP Boo, któremu przypisuje się rolę założyciela, miał kombinować kawałki z takim właśnie zamiarem wysnucia wizji ludzkości scalonej w jeden układ ostatecznie pokonujący problem upływu czasu. Jego debiutancki album zdaje się w dość tradycyjny sposób używać wzorców wypracowanych w latach dziewięćdziesiątych. Z tego względu to Dj Rashad będzie zapamiętany jako postać kluczowa dla rozwoju gatunku w roku 2013 i przełożenia go na nowe tory. Chociaż sam również podchodzi do gatunku funkcjonalnie, to wniknięcie w strukturę rytmiczną i jej przemeblowanie, a raczej zrobienie miejsca, stanowi clou jego najnowszej płyty. A przy tym street cred Rashada nadal jest nie do ruszenia – podopieczny Hyperdub wyznał w wywiadzie dla Resident Advisor, że Double Cup, jak i jego zwrócenie się ku Europie, spotkało się z aprobatą footworkerów.

Okazuje się, że tak naturalnie przychodzi łączenie wysokich temp i charakterystycznej techniki samplowania z czymkolwiek, jeśli się tego chce. Double Cup nie jest zbitym na czterech śladach zbiorem kawałków, ale strukturalnie i produkcyjnie wyważonym dziełem eksplorującym hip hop, breakbeat, techno, i mającym posmak szczególnie bliski brytyjskiej scenie basowej (“Everyday Of My Life”). Natomiast piękno – a jest to naprawdę urokliwy album – przebija się głównie poprzez wszechobecną melodyjność, która obok przestrzenności jest filarem płyty (szczególnie w kawałkach z udziałem Spinna), oraz wykorzystane soulowe linijki. “Show U How” posiada obie te zalety, co ustawia go w szeregu highlightów (pięknie urwane w nicości oddalone wołania w środkowej i końcowej części kawałka). Albo “Let U No”, który, jak internet słusznie zauważył, może się kojarzyć z “Electric Counterpoint”. Zdecydowanie najsubtelniejszy numer na płycie i pewnie jeden z niewielu takich w ogóle. Na ośrodek przyjemności działa także faktura połamanego “I’m Too Hi”, która jest niemal fizycznie odczuwalna. Prawdą jest, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, bez względu na to jak banalne jest to stwierdzenie. A przy tym odniesie się wrażenie obcowania z czymś nie tyle istotnym dla rozwoju muzyki nawet jak na tak zasłużony bieżący rok (samo footworkowe poletko zdążyło wydać Slavę, Lil Jabbę czy interesujące momenty u Ryana Hemswortha), a zwyczajnie pociągającym świeżością, której jest zdecydowanie więcej niż na Room(s). Należy zauważyć podkręcone acid house’owe “Acid Bit”, “She A Go”, które wpasowałoby się w okolicach “Backseat Freestyle” Lamara i, oczywiście, wydany już jakiś czas temu minimalistyczny, dubujący “I Don’t Give A Fuck”, którego przesłanie jest bodaj najczytelniejszym z tegorocznych.

Swoim dziełem Dj Rashad daje symboliczne przyzwolenie na przeszczepienie gatunku na słuchawki i bardziej konwencjonalne parkiety. Daje tej muzyce nabrać nowego charakteru, niejako oderwanego od korzeni i funkcji jaką spełnia na ulicach Chicago. To odważna wizja lecz udaje mu się ją w przeciągu tych czternastu kawałków spełnić. W moim odczuciu Double Cup nie ma słabych momentów. Może jedynie te mniej ulubione. Jednak ich wartość leży nie tylko w słuchalności jako takiej ale też w nowych funkcjach, jakie Rashad numerom przypisuje. Chyba najtrafniej opisuje ten zamiar fragment inspirującego się Detroit “Double Cup”: “Break it down / roll it up / pass that shit / what the fuck / Spinn and Rashad got that lean in that Double Cup”. Zniesienie granic i puszczenie muzyki w obieg za przybiciem piątki wszystkim, którzy mają chęć się przysłuchać i rozwinąć to na własny sposób. Taki jest cel tego albumu.

Krzysztof Pytel    
7 listopada 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie