RECENZJE

DJ Koze
Amygdala

2013, Pampa 7.6

Mój stosunek do elektroniki powstającej współcześnie jest dołująco ambiwalentny, gdyż spotykać mi się przychodzi – praktycznie na przemian – z głównie dwoma typami wydawnictw. Z jednej strony projekty odważnie eksperymentujące z brzmieniową fakturą, kreatywnie manipulujące wygrzebanymi z odchłani eBaya środkami wyrazu, zapominają jakże często o wpleceniu tu i ówdzie łapiących za ucho kompozycyjnych bodźców; przykładem tego mogą być na przykład momentalnie piękne i całościowo nudne płyty Laurel Halo. Na przeciwległym biegunie znajdują się tymczasem przedsięwzięcia typu Lone, gdzie songwriting sprawdza się wyśmienicie na papierze, ale produkcja dołuje swym estetycznym odhumanizowaniem. Może wpływ na to ma mój “indie rockowy” background lub nieumiejętność podążania z duchem czasu, ale z utęsknieniem wyczekuję płyt odwołujących się do Life Is Full Of Possibilities i Up In Flames.

Bystry badacz neoliberalnej kultury mógłby w tym momencie parsknąć, że “poczekaj do 2022…”, z czym trudno mi się nie zgodzić. Póki co jednak najbliżej osobistego ideału znajduje się dla mnie Stefan Kozalla, niemiecki DJ i producent szerzej znany światu jako DJ Koze. Amygdala to jego pierwszy album od bitych dziewięciu lat, co faktem jest o tyle istotnym, że (z drobnymi wyjątkami) nie brzmiałby on specjalnie nie z tej ziemi w dwa tysiące trzecim. Myślą łączącą większość recenzji płytki jest podejście Kozalli do trendów (a raczej ich kompletne odrzucenie) i prawdą jest bez wątpienia, że album ten brzmi kolorowo, ludzko, nostalgicznie (nie mylić z “retro”), ekspresyjnie i nieco chaotycznie, czyli w pełnym oddaniu epitetom, których modni wykonawcy muzyki elektronicznej unikają w tym momencie jak zarazy.

Na pierwszy ogień leci “Nices Wolkchen” i jest to niejako mission statement powrotu Kozalli: na tle rozmazanej impresji ambientowego techno pojawiają sie infantylne partie klawiszy niczym z Yesterday Was Dramatic, Today Is OK oraz wokal Apparat, który brzmi tutaj raczej jak Erlend Oye w “Poor Leno”. Tak właśnie łączy modne z przedawnionym DJ Koze, osadzając na rygorystycznym bicie cały ocean filigranowych barw. W “Royal Asscher Cut” wpływy elektroniki wczesnych lat zerowych trochę się zacierają, ale prym bierze druga myśl Kozalii, czyli upychanie humorystycznie kontrastujących, żywych sampli w szczeliny miksu (tym razem fałszująca trąbka na tle sub-basowego noir-funku). W wielu kawałkach obie tendencje funkcjonują jednak ramię w ramię, jak choćby w “Magical Boy” z Matthew Dearem – kawałku, który świetnie ilustruje w jaki sposób podchodzić do mody aby nie utracić własnego głosu.

Elementem spajającym wszystkie instrumentalne i brzmieniowe zabiegi DJ Koze jest melodyjność; inaczej niż na co dzień w elektronice, większość sampli i riffów na Amygdali nie służy wsparciu rytmiki; są one raczej pełnoprawnymi instrumentami prowadzącymi, które za pomocą hooków potęgują wrażenie obrazowości tej muzyki. Każdy urywek wokalu jednego z licznych gości Kozalli, zapętlony fragment gitarowej solówki czy cyfrowo-wygenerowany wodospad clicks and beeps ma swój wyraźny temperament i walczy o główną rolę na płótnie; rozgrywka ta jest też niesamowicie przyjemna w odbiorze, niczym oglądanie bezpretensjonalnego show talentów. Największym talentem jest tu jednak sam Kozalla, a wyjątkowo ciepłe przyjęcie Amygdali – albumu ponadprzeciętnie oryginalnego – dodaje otuchy; może jednak muzyka ciągle liczy się w muzyce.

Patryk Mrozek    
2 lipca 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie